Wyprawa przez pół globu. Z Wieliczki do Mongolii i z powrotem - czyli 17 500 km za kierownicą maluchów. To może być przygoda życia.
Zobacz również
Galeria

OBÓZ NAD BRZEGIEM BAJKAŁU Kiedy w szkole uczono nas o najgłębszym jeziorze świata, nigdy nie przypuszczaliśmy, że nad jego brzeg przyjedziemy maluchami.

ZA SŁOŃCEM Powrót to gonitwa za słońcem i marzenie o wygodnym łóżku.

WPRAWIŁY NAS W EUFORIĘ W ciągu kolejnych dwóch tygodni spotkania z udomowionymi i dzikimi dwugarbnymi przyjaciółmi nie należały do rzadkości.

Siedzę w „białym", oparty kolanami o przednią półkę. Prawa noga na błotniku, lewa zgięta - na wycieraczce. Kierowca podobnie - symetrycznie względem osi pojazdu, łokcie oparte o ranty drzwi bocznych. Przed nami 40 cm blaszanej skorupki wypełnionej szpejami do malucha, olejem silnikowym i kołem zapasowym. Za nami kanister, drugie koło i sterta bagaży po sam dach. Odsuwam fotel na maksa, pochylam oparcie, jest trochę lepiej, jedna noga się już prawie prostuje, druga wciąż spoczywa na prawym błotniku. Tak, to najlepsza pozycja do jazdy maluchem i w takim układzie spędzimy następne dwa miesiące.
Za kierownicą zmiennik Marcin. Siedzi w sportowym kubełku, nie pochyli oparcia, ale mówi, że jest bardzo wygodnie. Rozmawiamy przez CB z „żółtym". W środku Damian, który zaraził wszystkich maluchowym bakcylem, i Jano - zaprzyjaźniony Słowak. Ciekawe, jak mu idzie z jego 190 centymetrami wzrostu.
Jest środek nocy, zerkam w boczne lusterka śledząc uciekające latarnie „E-czterdziestki". Rano pożegnamy się z Polską. Dwa pozostałe Fiaty wyruszyły dzień wcześniej, spotkamy się rankiem w Przemyślu. Przed nami tysiące kilometrów. Ekipa Rajdu Lajkonika rusza „na Mongolię".
Wołgograd to zaledwie początek naszej podróży, a już los się na nas uwziął: komary nad Wołgą tną bezlitośnie powodując trudno gojące się rany, a Marcinowi odnawia się kontuzja barku. Korzystam z porad aptekarki, a on z pomocy chirurgicznej w szpitalu, za którą nikt nie chce żadnej zapłaty. Darmowy nocleg w centrum miasta zapewnia poznany przez „hospitalityclub" Siergiej - osiem osób zrzuca więc swoje bety w kawalerce sympatycznego Rosjanina. W ciągu dwóch dni zwiedzamy miasto i muzeum bitwy o Stalingrad.
Od tego momentu aż do Irkucka nad Bajkałem dni wyglądają podobnie.
Śniadanie, zwijanie obozu, jazda, pierwsze tankowanie, jazda, postój-obiad, jazda, drugie tankowanie, jazda, rozbijanie obozu, impreza, spanie. Sporadyczne usterki, ich usuwanie i wieczorne imprezy rozbijają monotonię. Wreszcie coś zaczyna się dziać za Nowosybirskiem. Wielkie dziury w asfalcie bombardują zawieszenie maluchów, po czym asfalt za miasteczkiem Kansk znika całkowicie. Za autami aż się kurzy, a kamienie wielkości pięści pryskają spod kół. „Żółty" oberwał w przednią szybę, na szczęście efektem jest tylko mała „rysa na szkle". Kilkaset następnych kilometrów lawirujemy między Kamazami i koparkami.
Robi się coraz chłodniej - jesteśmy na Syberii. W środku sierpnia skrobiemy szron z szyb.
W Irkucku załatwiamy formalności meldunkowe. Zostajemy parę dni u internetowych znajomych. Popijamy kawkę w zabytkowym drewnianym domu. Nagle ziemia drży, tynk leci na głowy - prawdziwe trzęsienie ziemi!
ZAŁOGI
Maluch biały:
Tomasz Turchan/Marcin Kalęba
Maluch czerwony:
Dorota Pietruszka/Marcin Nawrot
Maluch pomarańczowy:
Rafał Łabuz/Marta Krystkowiak
Maluch żółty:
Damian Klimowicz/Jano Pospiech
POSIŁKI
Śniadania: kawa, krówki, zakupione przy drodze arbuzy, miód, suszone ryby. Obiady: najczęściej w przydrożnych barach. Kolacje: potrawy gotowane na ognisku, z użyciem trójnożnego stojaka - ziemniaczane zapiekanki, makarony itp. W Ułan Bator: wizyty w knajpkach - pyszna mongolska kuchnia, niewygórowane ceny.
NOCLEGI
Pod chmurką lub w namiotach. W miastach u prywatnych osób, za pośrednictwem Hospitality Club lub CouchSurfi ng, które pomagają wyszukać bezpłatne zakwaterowanie (www.hospitalityclub.org; www.couchsurfi ng.com).
W okolicy Ułan Bator w wynajętej jurcie, dalej w namiotach, przydrożnych szałasach. Kilka nocy w maluchach.

Wasze opinie na forum
- Użytkownik The DK 07.05.2009, 07:41
Pomysl swietny, tylko ze zatankowanie malucha i zamontowanie mu thule na dach podnioslo jego wartosc
- Użytkownik zloty666 06.05.2009, 20:24
WIELKI szcacunek dla całej ekipy powered by maluch ! ! ! Taka wyprawa terenowymi wozidłami


















Nissan GT-R – Z życia ekstremy
BMW Z4 – celuje w Porsche!
