Morze, góry, wspaniały klimat - gdy człowiek w końcu trafi do Prowansji, jedno pytanie zada nieuchronnie: co takiego Francuzi zrobili dla Pana Boga, że ich tak hojnie nagrodził?
Zobacz również
Galeria

SŁOŃCE Bez cienia trudno tu w lecie przeżyć. Dwustrefowa automatyczna klimatyzacja S-Maxa na trasie spisywała się bez zarzutu. fot. Jacek. Heliasz

Duma z bycia prowincją dała siłę Prowansji. Teraz to jedno z najbardziej znanych miejsc świata. fot. Jacek. Heliasz

AIX-EN-PROVENCE Ponad 100 tysięcy studentów ożywia miasto powstałe jeszcze za Imperium Rzymskiego. fot. Jacek. Heliasz

Czy można sobie wyobrazić, że nagle w Warszawie ktoś dekretuje, że Dolny Śląsk będzie od dziś nazywany Prowincją, a poniżeni w ten sposób Dolnoślązacy nie tylko nie obrażają się, ale celebrują to słowo na 1000 sposobów? A to jest właśnie przypadek Prowansji, czyli francuskiej Provence, gdzie słowo „prowincjonalny" - rzucone kiedyś z niedbałą pogardą w Paryżu - jest tytułem do regionalnej dumy jej mieszkańców. Hasło Prowansja, a więc prowincja, atakuje tutaj ze wszystkich stron - wszystko jest prowincjonalne: masło, mydło, melony, pomidory, oliwa, wino, nawet powietrze. Prowansja zwyciężyła na wszystkich frontach, a mieszkanie tam (lub przynajmniej wakacje) to obowiązkowe marzenie każdego paryskiego mieszczucha.
Nie tylko zresztą paryskiego, bo i my mkniemy do Prowansji z prędkością światła - niejednokrotnie nadwyrężając magiczne ograniczenie do 130 km/h francuskich autostrad. Gdy po 1400 km (i zwycięskiej walce z naszym GPS-em, który - piekło i szatani! - zamiast pokazywać objazdy, z uporem maniaka wpychał nas do centrów miast) w końcu stanęliśmy naszym Fordem S-Maxem na przydrożnym parkingu w Prowansji, najpierw Prowansję poczuliśmy. Nawet pędzące obok samochody nie zdołały zatłuc tego zapachu - niebywałej mieszanki rozmarynu, lawendy, sosnowej żywicy i diabli wiedzą, czego tam jeszcze, może cyprysów? Podejrzewaliśmy nawet platany, stojące tam wszędzie w równych szeregach, ale nie dajmy się zwariować - platany nie pachną! W każdym razie, zapach obłędny i nie do powtórzenia. Mogliby spokojnie pakować go w puszki i eksportować. W drugiej kolejności, Prowansję usłyszeliśmy. Zewsząd dociera ni to ćwierkotanie, ni to popiskiwanie - jednostajny, monotonny, nieco metaliczny i zgrzytliwy dźwięk prowansalskich cigales, czyli cykad.
To urzędowy owad południa Francji i z jego wizerunkiem (niezbyt urodziwej skądinąd, wyrośniętej, opancerzonej muchy) będziemy się spotykać na każdym kroku: na talerzach w restauracjach, na fasadach domów, t-shirtach, nawet w sklepie ze słodyczami zaproponują nam czekoladki w jej kształcie. Przyszedł wreszcie czas, by po doznaniach nosowousznych Prowansję zobaczyć. W tym celu trzeba opuścić autostradę.
PODRÓŻ SAMOCHODEM
Podróży z Wrocławia do prowansalskiego Lambesc we Francji nie ma co opisywać. Najnudniej, ale za to najkrócej (Michelin w sieci wylicza podróż na 1630 km) jest autostradą - najpierw do Niemiec na Norymbergę, a później do Francji na wysokości Lyonu. Tam już wszystkie oznakowania pokazują południe kraju. We Francji warto zwrócić baczną uwagę na ograniczenia prędkości (110 i 130 km/h), bo fotoradarów jest tam bez liku, a nie o takie pamiątkowe zdjęcie z urlopu nam chodziło.
POLECANE NOCLEGI
Baza hotelowa - jesteśmy w regionie, gdzie turysta wart jest tyle złota, ile sam waży. Noclegów jest w bród - od tanich kempingów i wynajmowanych pokoi po pensjonaty i wysokiej klasy hotele. Gdy wbijemy w Google hasło PROVENCE, pokazują się 82 miliony stron, z czego zapewne połowa dotyczy ofert wynajmu czegoś w Prowansji.
I JEDZENIE
Drobnych knajpek jest zatrzęsienie - w końcu jesteśmy we Francji. Obowiązkowo trzeba skosztować rybnej zupy bouillabaisse, czosnkowej pasty z majonezem, sosu aioli, lokalnych tapenade, czyli miazgi z oliwek, marynowanych w ziołach prowansalskich ząbków czosnku i schłodzonego, różowego wina. Bez tego smak Prowansji nie jest pełny.


















Nissan GT-R – Z życia ekstremy
BMW Z4 – celuje w Porsche!
