Na wielkiej pętli. Kiedyś bez niego alianci nie wygraliby wojny. Dziś, następcą słynnego Willysa - Jeepem Wranglerem Unlimited - ruszamy na podbój Bieszczad.
Zobacz również
Od początku podróży śledzą go zawistne spojrzenia. Jeep Wrangler Unlimited w wersji Rubicon to jeden z tych samochodów, które każdy mężczyzna chciałby mieć, choćby jedyną dżunglą do pokonania nim była ta nasza - asfaltowa. To wcale nie ryzykowne porównanie, bo Rubicon czuje się na naszych autostradach i drogach, pożal się Boże, szybkiego ruchu niepewnie i źle. Byle nierówność sprawia, że kołysze się na boki i czujemy się jak w kutrze patrolowym na wzburzonym morzu. Wszystko to przy prędkości 100 km/h; szybsza jazda staje się nieznośna wcale nie za sprawą szumu silnika, ba, jego wcale nie słychać. To toporny kształt monolitycznej skały albo średniowiecznego zamku powodują opór powietrza, dający przy 130 km/h poczucie lotu rakietą bez kabiny osłonowej. Ale takiego samochodu nie kupuje się dla prędkości. Kiedy już dojeżdżamy do Leska, bramy Bieszczad, zwalniamy, by rozkoszować się ostatnim dzikim kawałkiem Polski. Przejeżdżamy przez błękitny most na Sanie, wkraczając do innego świata - świata bez zgiełku i pośpiechu, idealnego miejsca dla wagabundów i wolnych ptaków. To najmniej zaludnione polskie ziemie, dziwnie zapomniane także przez turystów, choć daleko by szukać miejsc dających takie poczucie wolności i swobody jak bieszczadzkie połoniny z ich głębokimi jarami i morzami falujących traw.
Nie wszystko zobaczymy z samochodu, bo to także najsłabiej skomunikowany region kraju. Do wielu dawnych wsi w ogóle nie ma dróg, ciężko tam trafić nawet pieszo, a niekiedy trudno się zorientować, że na porośniętych zaroślami polanach stoją ruiny chat. Nasz Jeep mógłby wjechać wszędzie, gdyby nie to, że wiele leśnych dróżek i traktów wydzielonych jest z ruchu samochodowego - to teren Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Obieramy więc jako główną trasę Wielką Pętlę Bieszczadzką, ciągnącą się od Sanu w Lesku przez dolinę Hoczewki do Baligrodu, stamtąd podnóżem Łopiennika do Cisnej. W niedalekim Majdanie koniecznie trzeba przesiąść się do Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej, obecnie atrakcji turystycznej, w czasie koniunktury na drewno - ważnego szlaku gospodarczego. Wzruszająca podróż z prędkością 10 km/h przez zarośnięte tory i doliny rzek sprawia, że wracamy do Jeepa nie mając mu za złe rachitycznych prędkości. Ale coś za coś, bo kiedy uda się znaleźć dróżkę bez zakazu wjazdu, Rubicon pokazuje, na co go stać. Z cichym szumem silnika przejeżdża elegancko między konarami drzew, nie grzęźnie w błocie nawet w koleinach, których nie pokonałby niejeden traktor. Niestraszne mu stromizny i zjazdy w dół w grząskim gruncie, brodzi w kanionach rzek bez lęku, bo nawet kiedy zapomnicie o jego szerokim skręcie, nie znajdzie się kamień, który by go zatrzymał.
POLECANE NOCLEGI
Baza hotelowa wysokiej ani nawet średniej kategorii nie istnieje, więc najlepiej szukać harcerskich stanic, schronisk młodzieżowych i kwater prywatnych.
Hotel górski PTTK w Ustrzykach Górnych z dość długo czynnym barem (co ważne!). Warto spocząć w przyzwoitych pokojach hoteliku, z nadzieją na dobre śniadanie.
I JEDZENIE
Drobnych knajpek i restauracji jest coraz więcej. Warto przystawać przy przydrożnych wędzarniach ryb, gdzie podają je, także z grilla, zawsze z chrzanem. To jeden z niewielu obszarów Polski, gdzie można zjeść pyszne potrawy z baraniny.
W Starym Piecu w Hoczewie koło Leska urocza restauracja w piwnicach pensjonatu, z bogatym wyborem dań rybnych.
Wasze opinie na forum
Ten artykuł nie został‚ jeszcze skomentowany.Bądź pierwszy i wypowiedz się w dyskusji!





















Nissan GT-R – Z życia ekstremy
BMW Z4 – celuje w Porsche!
