Rok nie wyrok. Czyżby? W odchodzącym w przeszłość 2009 r. kilka marek samochodowych na zawsze pożegnało się z tym światem.
Na karty historii odeszły Pontiac i Saturn - sieroty po koncernie General Motors, który upadł w czerwcu. Z takim hukiem, że słychać było i w Europie (tu na Opla - dawcę organów do przeszczepu nowoczesnych technologii - ostrzyli sobie zęby Rosjanie), i w Chinach, do których trafi ł Hummer, jeszcze rok temu jedna z marek GM. Na wyrok czeka Saab - nie chciał go szwedzki przedsiębiorca Christian von Koenigsegg, więc albo wezmą Chińczycy, albo... stanie się marką już tylko historyczną. W kolejce czeka Volvo (to z kolei przyblakły klejnot w pustawej skarbnicy Forda). I w jego przypadku - Chińczycy albo nic, na razie innego wyboru nie widać. Kryzysowy rok 2009 mija, ale zamieszanie po nim pozostaje ogromne. Gdy na całym świecie spadała sprzedaż aut, w Chinach rosła. I to nie do poziomu pięciu milionów, jak jeszcze kilka miesięcy temu szacowali eksperci, ale ponad ośmiu. Chiny jutrzenką nadziei dla światowego przemysłu samochodowego?
RomanSkąpski
redaktor naczelny
auto motor i sport
Na technicznym horyzoncie coraz mocniej w minionym roku jaśniały nowe technologie. Największe salony samochodowe świata prezentowały eko-cuda, w Tokio nie pokazano praktycznie niczego oprócz nich. U progu kariery stanęły auta elektryczne, niektóre firmy rozpoczęły nawet ich seryjną produkcję. Nie gdzie indziej, jak w samej Warszawie uroczyście oddano do użytku pierwszy punkt „tankowania prądu" - czyli coś jest na rzeczy. Głośno zrobiło się o bateriach litowo-jonowych, hybrydach czy downsizingu - te obce słowa mocno zyskały na znaczeniu w motoryzacyjnym słowniku. Wiele drobniejszych, choć wielce praktycznych wynalazków zaczęło zstępować pod strzechy, czyli do aut coraz niższych klas.
Podobnie jak w chudym roku 2009, wzrosły apetyty niektórych Polaków na dobra luksusowe. Otworzyły więc swe podwoje w Polsce salony Aston Martina, Caterhama, mówi się o Ferrari. Postanowiliśmy na swój sposób wyjść naprzeciw tym potrzebom, serwując wrażenia z jazd Ferrari 458 Italią i Audi R8 kosztującym ponad 900 000 złotych. Bardzo nas urzekła nonszalancja, z jaką obydwa auta traktują święte w tym sezonie słowo „oszczędność". Mamy nadzieję, że wraz z 2009 rokiem odejdzie ono definitywnie do historii. Zupełnie odwrotnie niż Ferrari i Audi.
Roman Skąpski
Wasze opinie na forum
Ten artykuł nie został‚ jeszcze skomentowany.Bądź pierwszy i wypowiedz się w dyskusji!

















Opel Vectra II
Mocne uderzenie
