Zobacz również
Przede mną Mediolan - ekonomiczna stolica Włoch. Mimo że podróżuję tu małym i zwrotnym Fiatem 500 C, znaleźć dla niego miejsce przy chodniku nie jest łatwo. Wszystkie wolne, które z daleka wyglądają na wystarczająco duże, okazują się zajęte przez skutery. Bzyczące jednoślady są plagą włoskich miast. Przed skrzyżowaniami, na światłach, otaczają samochody z każdej strony i wypełniają wszystkie luki. Najszybsze ustawiają się przed autami i zajmują pole position. Oto widzę, jak po starcie z zielonego światła kierowca samochodu walczy o utrzymanie pozycji lidera z motocyklistą. Jadą ramię w ramię, dyskutują, krzyczą, wygrażają sobie! W końcu, południowy temperament bierze górę - na kolejnych światłach motocyklista ze złością kopie samochód i odjeżdża w siną dal. Tu nie wersal, tu walka idzie na ostro. Ale kierowca nie wygląda na przejętego, to przecież tylko kolejny ślad po bucie na karoserii jego auta.
Mimo ostrzeżeń żeby nie pchać się samochodem na wiecznie zatłoczony Piazza del Duomo, podjeżdżam do perły gotyku niemal na wyciągnięcie ręki. Katedra, którą budowano przez pięć wieków, dominuje nad centrum Mediolanu, niedaleko od niej - słynna La Scala. Oprócz samochodów i skuterów w tym miejscu trzeba jeszcze uważać na pieszych i rowerzystów. Nowiutka „500" w wersji z odsuwanym miękkim dachem wzbudza podziw. Tłum zatrzymuje się, żeby nią dłużej nacieszyć oko, co ułatwia mi wydostanie się z placu. Samochodem już tu nie wrócę!
Co innego do Złotego Hradu nad Wełtawą. Ruch samochodowy w Pradze też jest spory, ale takiego tłoku jak w Paryżu czy w Mediolanie nie doświadczam. Ze znalezieniem miejsca na zaparkowanie okazałej przecież Skody Superb też nie ma problemu. Przy odrobinie wytrwałości „miejscówkę" na auto można trafić nawet w pobliżu centrum.
W przeciwieństwie do rozległego centrum Paryża i Mediolanu, w których nie ma spokojnych miejsc - centrum Pragi daje się ogarnąć bez pomocy samochodu i można tu znaleźć spokój. Np. na Malej Stranie pełnej barokowych pałaców i domów krytych czerwoną dachówką. Nie słychać nie tylko turystycznego gwaru, ale nawet hałasu tramwajów. Jeśli się za nimi zatęskni, wystarczy przekroczyć słynny Most Karola i jest się na starówce lub wspiąć się na zamkowe wzgórze na Hradczanach.
Wielkie miasta Europy nieszczególnie zachęcają, by zwiedzać je samochodem. Przy pokonywaniu większych odległości lepsze i tańsze jest metro, nic nie zastąpi spaceru. Ale kto wjedzie do centrum autem już po kilku minutach odnajdzie się w nim bez trudu. Wystarczy obserwować jak zachowują się inni i pozbyć się polskiego nadęcia za kierownicą, by po prostu dobrze się bawić. Zawsze można też liczyć na wyrozumiałość wobec cudzoziemców, a gdy zrobi się naprawdę gorąco oświadczyć panu władzy: „Non capisco l'italiano". Byle tylko z uśmiechem.
Tekst: Maciej Ziemek,
Zdjęcia: Mariusz Barwiński
amis 7/2010
Wasze opinie na forum
Ten artykuł nie został‚ jeszcze skomentowany.Bądź pierwszy i wypowiedz się w dyskusji!




















To już 5 lat!
Pirelli w "Brazylli"
