Właśnie od nich zależy w największym stopniu nasze bezpieczeństwo na drodze. W Szkole Auto - o tym, dlaczego w lepszym stanie powinny być opony na tylnej, a nie na przedniej osi, i nie tylko o tym.
Zobacz również
Nie bez powodu producenci ogumienia rokrocznie wydają grube miliony na badania i opracowywanie nowych technologii i mieszanek gumowych. Chociaż samochód składa się wyłącznie z niezbędnych części, od współdziałania których zależy jego prawidłowe funkcjonowanie, cały ciężar gatunkowy spoczywa właśnie na barkach opon. Dosłownie i w przenośni, bo choć są niby tylko jednym z wielu trybików, stanowią jedyny bezpośredni łącznik pojazdu z jezdnią. Stąd też należy się im odpowiednia opieka.
W przypadku zużycia się bieżnika, najlepiej wymienić opony na nowe nawet mniej renomowanego producenta, niż kupować pierwszoligowe „używki". Niestety, czasem stać nas tylko na dwie opony. Co wtedy? Według niemieckiego ADAC, mniej zużyte opony powinny znaleźć się nie na przedniej osi, jak myśli większość kierowców, a na tylnej, i to niezależnie od rodzaju napędu. Polscy kierowcy błędnie myślą, że do utrzymania auta w torze jazdy służą tylko koła przedniej osi. Sterowność samochodu zależy tymczasem od czterech kół. Ponadto, wieloletnia praktyka ADAC dowodzi, że statystyczny kierowca ma nikły wpływ na zachowanie tylnych kół, a nieźle sobie radzi z kontrolowaniem przednich.
Gdy założymy lepsze opony na przód, tylne koła jako pierwsze będą wpadać w poślizg. Grozi nam wtedy, w najlepszym wypadku, zarzucenie tyłem, a w najgorszym - obrót wokół własnej osi. Możemy uderzyć bokiem auta w inny pojazd, przydrożny słup, czy drzewo, akurat najdelikatniejszą częścią karoserii. Kiedy zaś założymy gorsze opony na przód, pierwsze w poślizg będą wpadać koła przednie. Taki poślizg łatwo opanować, instynktownie ujmując gazu. Nawet gdy to nie do końca poskutkuje, uderzymy w przeszkodę przodem auta, mając przed sobą pełną strefę zgniotu, mocno przytrzymani przez pasy bezpieczeństwa oraz chronieni przez czołowe poduszki powietrzne.





















To już 5 lat!
Pirelli w "Brazylli"
