Gdy jedni samochodowi giganci schodzą ze sceny, inni już sposobią się na ich miejsce.
General Motors pożegnał się z pozycją lidera, do ataku rusza Volkswagen, który zamierza ścigać się z Toyotą, sprzedającą najwięcej aut na świecie. W apogeum samochodowego kryzysu szefowie największego koncernu Europy snują dalekosiężne plany na przyszłość: „Do 2018 roku chcemy zwiększyć sprzedaż samochodów naszego koncernu z sześciu do dziesięciu milionów" - ogłasza szef sprzedaży VW. Prognozy na rok 2009 mówią o 5,72 mln sprzedanych aut koncernu Volkswagena i 6,71 Toyoty. Volkswagen zamierza rosnąć dzięki nowym modelom i dzięki zakupom kolejnych marek. W 2011 roku ma wprowadzić na rynek nową rodzinę aut mniejszych niż dzisiejsze Polo. Prekursora gatunku, model Up!, można było oglądać na salonie we Frankfurcie, w przyszłości VW chciałby sprzedawać rocznie nawet pół miliona modeli z tej serii. Dotychczas na małych VW Lupo, Foxie czy Audi A2 Niemcom nie udawało się jednak zarobić, z podziwem patrzą więc na japońskie Suzuki, które czerpie zyski z produkcji małych aut np. w Indiach. Stąd prosta myśl, by kupić udziały w Suzuki. Myśl o tyle kusząca, że japońska fi rma produkuje rocznie 2,3 mln samochodów - gdyby dodać je do owych sześciu milionów wytwarzanych przez kilka marek koncernu VW, byłby to już globalny rekord.
RomanSkąpski
redaktor naczelny
auto motor i sport
Toyota, której udział w światowej sprzedaży jest największy i wynosi 12,5% (wobec 11% Volkswagena) do zakupów obcych marek się nie spieszy. Zamierza za to produkować jeszcze efektywniej - już teraz na jednej płycie podłogowej wytwarza trzy miliony aut (od Aurisa, przez Avensisa do vanów), koszty produkcji Japończycy chcą zmniejszyć o 10%. Wszystko po to, by „z kryzysu wyjść mocniejszym niż konkurenci", jak twierdzi szef ds. produkcji w Europie. Właśnie trwa ofensywa nowych modeli w Toyocie: iQ, nowy Avensis, face lifting Yarisa, nowe Verso, Urban Cruiser, odnowiony RAV4 i wreszcie kolejna generacja Priusa. W przyszłym roku ma się pojawić odmiana Yarisa z podwyższonym dachem oraz model sportowy.
Czy gigantomania to w branży samochodowej choroba czy konieczność? Pewne jest jedno - nie trzeba być największym, ale trzeba być dostatecznie dużym, by produkować kilka milionów aut i robić to odpowiednio tanio. Tylko wtedy można utrzymać się na rynku. Dlatego za wszelką cenę rosnąć chce kolejny rynkowy gracz - Fiat, jeszcze kilka lat temu uważany za pacjenta bez szans na powrót do zdrowia. Fiatowi sprzed nosa sprzątnięto wystawionego na sprzedaż Opla, zadowolił się więc Chryslerem. Chociaż sprzedaż aut tego ostatniego z 1,9 mln spadnie prawdopodobnie w bieżącym roku do 850 000, i tak amerykański eks-gigant wart jest dla Fiata (produkcja 2008: 2,41 mln sztuk) grzechu. I tylko jedno smuci: gdy już się wejdzie na sam szczyt, możliwy jest jedynie odwrót. Oby nie tak spektakularny, jak ten w wykonaniu General Motors.
Roman Skąpski
Wasze opinie na forum
Ten artykuł nie został‚ jeszcze skomentowany.Bądź pierwszy i wypowiedz się w dyskusji!

















Opel Vectra II
Mocne uderzenie
