Szaleństwo, moda czy konieczność? Producenci aut bombardują rynek ekologicznymi modelami, które na klientach owszem, robią wrażenie - ale nie tyle nowoczesną techniką, co wysoką ceną.
Jedne firmy idą na całość i wstawiają do salonów sprzedaży modele hybrydowe, inne skromniej - zadowalają się instalacją systemów wyłączających silnik podczas postoju na światłach, dopompowaniem powietrza w oponach i przyklejeniem zielonego listka na nadwoziu obok nazwy modelu. Inaczej niż przed laty, zielony listek nie oznacza dziś kierowcy, który mniej potrafi , ale samochód, który potrafi więcej. Na przykład emituje mniej dwutlenku węgla, który stał się wrogiem publicznym numer jeden. Ale kogo z użytkowników aut tak naprawdę obchodzi dwutlenek!? Czy ktoś go widział? No właśnie, a solidny rachunek za paliwo - tak. Tymczasem tajemniczego CO2 samochód emituje tym więcej, im więcej zużywa paliwa. Walka z dwutlenkiem węgla jest więc walką o ograniczenie spalania przez samochody.
RomanSkąpski
redaktor naczelny
auto motor i sport
Ekologia widziana od tej strony nabiera sensu dla zwykłego kierowcy. Niestety, im oszczędniejsze samochody, tym droższe, co właśnie zwykłemu kierowcy podobać się nie może. Ale postęp musi kosztować i w sumie jednak się opłaca. Zwłaszcza że celem jest stworzenie w pełni użytecznego samochodu, w ogóle nie zużywającego benzyny, czyli elektrycznego. Już takie jeżdżą w miastach Europy i Japonii, chociaż na razie ich przydatność jest ograniczona, bo na „jednym tankowaniu" potrafi ą pokonać tylko kilkadziesiąt kilometrów. Auto elektryczne to już nie wytwór mody na ekologię - nie o ochronę kwiatków i motylków w nim chodzi, ale o uniezależnienie się od tych, którzy od czasu do czasu lubią przykręcić kurek z ropą, zanim ta ropa całkiem się skończy.
W badaniach nad nowymi technologiami napędu przodują Japończycy, poważnie wzięli się za nie Chińczycy, także w Europie konstruowanie samochodów elektrycznych to realny cel, wspierany przez rządy. W wywiadzie dla „auto motor und sport" kanclerz Niemiec przewiduje, że w 2020 roku po niemieckich drogach będzie jeździć milion takich samochodów. Angela Merkel oferuje przemysłowi gotówkę i kredyty na badania i stwierdza: „Nasz kraj żyje z innowacji". Nasz też będzie... za dziesięć lat, gdy produkowane dzisiaj nowoczesne samochody trafi ą z Niemiec do Polski jako używane. Żeby poprawić sobie samopoczucie, o technologii - która wtedy będzie przestarzała - powiemy, że jest wszechstronnie sprawdzona. A może jednak ziści się scenariusz pozytywny i Polaków stać będzie na kupowanie znacznie większej liczby nowych i nowoczesnych samochodów? Także tych ekologicznych - bo ani to szaleństwo, ani moda, a coraz bardziej konieczność.
Roman Skąpski
Wasze opinie na forum
Ten artykuł nie został‚ jeszcze skomentowany.Bądź pierwszy i wypowiedz się w dyskusji!

















Nissan X-Trail – debiut odświeżonego SUV-a
Zostań Miss Need for Speer Underground?
