Zobacz również
Realia drogowe są tak inne od naszych jak wysokogórski krajobraz od łąki z wierzbą przy ruczaju. Dlatego warto się trzymać paru zasad. Przede wszystkim - zarówno w miasteczkach, jak i na górskich drogach - trzeba mieć oczy dookoła głowy. Ze względu na dość bezstresowe podejście lokalnych kierowców do zasad ruchu drogowego, nigdy nie wiadomo który i kiedy wyskoczy z pomysłem, jaki dla kierowcy z Europy - nawet z kraju o tak daleko posuniętej drogowej wolnoamerykance jak Polska - jest nie do pomyślenia. Następna rzecz, jaką trzeba sobie uświadomić, to fakt, iż nigdy nie ma takiej przepaści, żeby za rogiem nie było większej. Lęk wysokości najlepiej zostawić w domu. Kolejna sprawa to uodpornienie się na gęsty kurz, który utrudnia widoczność i wciska się wszędzie. Trzeba też pamiętać, żeby przy ostrych zakrętach bez przerwy oznajmiać swoją obecność klaksonem. Miejscami jest bowiem tak ciasno, że nawet jadąc bardzo wolno trudno wykonać jakikolwiek manewr. Wreszcie, to że w nocy nie widać żadnego pojazdu, nic jeszcze nie znaczy. Wielu lokalnych kierowców najwyraźniej fantastycznie widzi po ciemku, bo nie potrzebują świateł. Ale nie wszyscy, są bowiem i tacy, którzy nie używają innych niż długie.
Główny ruch na drogach tworzą ciężarówki, dostawczaki i nieduże autobusy; osobowego planktonu jest bardzo mało. Trudno o drogową policję (co nie jest takie złe), za to wojska wszędzie pełno. Ladakh jest silnie zmilitaryzowany - z jednej strony leżą Chiny, uważające tę krainę za przedłużenie Tybetu, z drugiej najeżona karabinami granica z Pakistanem. Nowiutka Skoda Yeti na poznańskich numerach wyglądała w tym świecie jak pojazd z innej planety.
Do jeżdżenia w tej części świata silnik benzynowy to absolutny mus, ze względu na jakość paliwa. Niższe ciśnienie powoduje, że moc jednostki nieco spada, ale to nie szkodzi, bo ruch na drogach jest niewielki, a silnik 1.8 TSI nawet niezdolny do wytworzenia pełnej mocy i tak wystarcza, żeby Yeti było najszybszym pojazdem w całym Ladakhu. Świetna zwrotność przydaje się na asfalcie, napęd na cztery koła oraz zwiększony prześwit są jak znalazł na szutrze i piasku. Tak jak wszędzie gdzie nawierzchnia dróg jest zła, a często jeszcze gorsza, trzeba mieć dwa koła zapasowe. Plus zestaw naprawczy albo dwa, na tak zwany wszelki wypadek.
W Ladakhu leży przełęcz Khardung La, zwana najwyższą drogą świata, prowadząca na wysokość 5602 m n.p.m. Niewiele ponad 30 km na północ od Leh (położonym na wysokości 3500 m n.p.m.) droga wspina się o ponad dwa tysiące metrów wyżej! To prawie jak wjazd windą wśród górskich szczytów. Krajobraz robi się całkiem księżycowy, z lekką domieszką śniegu. Nad Europą na tej wysokości latają samoloty, tu redukuje się bieg i jedzie wyżej. Oto samochodowy Everest. Przy dobrej pogodzie, z najwyższego punktu na Khardung La można dostrzec pasmo Karakorum, oddalone o kilkadziesiąt kilometrów. Trzeba tylko mieć pozwolenie na przejazd, bo to droga w kierunku Pakistanu i wojskowa kontrola jest murowana. Powodzenia.
Tekst: Roman Popkiewicz
Zdjęcia: Krystian Bielatowicz, Juliusz Szalek





















To już 5 lat!
Pirelli w "Brazylli"
