Zobacz również
Galeria

Ciężarówki-cysterny dostarczają paliwo do dieslowskich generatorów prądotwórczych. Z rur wydechowych ulatują gęste kłęby pary

Skutery śnieżne zamiast sań zaprzęgniętych w renifery. Najcieplejsze, choć ciężkie, są czapki uszanki z futra wilka. Królują tańsze – z lisa

Żenia, syberyjski myśliwy, prezentuje trofea. Zimą poluje
głównie na sobole. Ich futra cenią moskiewskie elegantki. Na drugim
planie izbuszka – mała myśliwska chatka zawsze otwarta dla gości

Siergiej jak zwykle jest spokojny, wie co robić. Wali potężnym młotem w felgę, gdy to nie pomaga - piłą ścina przydrożne drzewko. W blaszanym wiaderku rozpala ognisko (gałęzie polewa benzyną). Ogień przez pół godziny ogrzewa zamarznięte łożysko. Pomagam jak mogę. Wchodzę pod auto i śniegiem gaszę zapalającą się oponę.
Przy okazji Siergiej opowiada historię znajomego, który miał poważną awarię. Złamał oś i dwa miesiące mieszkał w kabinie czekając na części zamienne. Silnik pracował non stop ogrzewając wnętrze. Przejeżdżający kierowcy zostawiali jedzenie. Na gazowej maszynce topił śnieg na herbatę.
Już po zmroku, po przejechaniu ponad 200 km, zatrzymujemy się na polance. Tuż po nas przyjeżdżają, jak się okazuje, znajomi Siergieja - kierowcy dwóch Tatr (z węglem) oraz jednego Urala. Zapraszają na małą ucztę do swojej kabiny. Wódkę zagryzamy stroganiną, czyli mrożoną surową rybą, której długie plasterki macza się w soli i pieprzu. Nikogo nie dziwi tu, że kierowcy jeżdżą po wypiciu wódki. Milicji nie ma a monotonię trzeba jakoś urozmaicić.
Poranek jest wyjÄ…tkowo mroźny - -50 °C. Trudno oddychać. W powietrzu unosi siÄ™ charakterystyczna mgÅ‚a. DÅ‚onie chroniÄ™ dwiema parami rÄ™kawic. Na nogach mam walonki - rodzaj kalosza ze sprasowanej baraniej sierÅ›ci. Siergiej proponuje odÅ‚ożenie Å›niadania na później. Tak bÄ™dzie lepiej dla naszych żołądków. Przed nami wyjÄ…tkowo nieprzyjemny odcinek. Praktycznie skÅ‚ada siÄ™ z samych wybojów. Pokonanie 60 km zajmuje nam pół dnia. Latem na tym terenie sÄ… wielkie bagniska, teraz zamarzniÄ™te doÅ‚y i muldy. CzujÄ™ siÄ™ jak wrzucony do wielkiego miksera. Kabina trzÄ™sie siÄ™ niewiarygodnie. Dobrze, że rosyjskie konstrukcje, choć toporne, sÄ… trwaÅ‚e. Nic siÄ™ nie urywa. Natomiast nasze krÄ™gosÅ‚upy nadajÄ… siÄ™ po paru godzinach do renowacji. Jedziemy po kilku rzeczkach. Najbezpieczniej jest na Å›rodku - tam lód spoczywa na wodzie; przy brzegach jest kruchy i czÄ™sto wisi w powietrzu.
Wjeżdżamy w Góry Czerskiego. Czuję się jakbym wjechał ciężarówką w bezludną Dolinę Morskiego Oka w Tatrach. Naokoło potężne skaliste szczyty. Teren, choć piękny, jest zdradliwy. Załadowane ciężarówki z trudem podjeżdża ją na przełęcze. Sporym niebezpieczeństwem są strumienie przykryte śniegiem i cienkim lodem. Zatrzymujemy się przed jednym z nich. Siergiej bosakiem sprawdza grubość lodu, szuka odpowiedniego miejsca, by bezpiecznie przejechać. Prawdziwa „atrakcja" czeka nas jednak wieczorem. To otoczone mgłami „akwarium". Spore zamarznięte jezioro. Nie ma roku, by kilka ciężarówek nie wpadło do wody. Jest tylko jedna droga objazdowa - niebezpiecznym stromym zboczem. Decydujemy się przejechać przez jeziorko. Mgła gęsta jak mleko ogranicza widoczność do kilku metrów. Na szczęście kierowca zna właściwy kierunek. Zmysły pracują na najwyższych obrotach. Wydostajemy się bez szwanku. Przed nami jeszcze mozolny podjazd na przełęcz.
Trudy dnia odreagowujemy wielkim obżarstwem. Na gazowej maszynce gotujemy wodę na herbatę. Na prowizorycznym stoliku z tekturki rozkładamy wędzoną rybę, jajka na twardo, chleb, rybne pierogi. Nóżki kurczaka zepsuły się, więc Siergiej wyrzuca je przez okno. Dzikie zwierzęta też będą miały ucztę. To już druga noc w kabinie. Silnik pracuje nieustannie. Wewnątrz musi być ciepło. Kierowca od czasu do czasu dolewa paliwa z dodatkowego zbiornika (wieziemy dwie tony zapasu). Przywykłem już do zapachu spalin i hałasów z silnika. Nie przeszkadza też zapach potu. Ciepło w Kamazie zapewnia system rur z wodą ogrzewaną silnikiem. Używa się specjalnych mieszanin elektrolitów w akumulatorach odpornych na niskie temperatury. Wielu syberyjskich kierowców odnosi się z niezwykłym szacunkiem do swoich ciężarówek - zarabiają na rodziny, ale też na wiele tygodni są ich domem.
Okazuje się, że nocowaliśmy na pastwisku reniferów. Tysiące śladów otacza auto. W tych górach od setek lat swoje stada wypasają koczownicze plemiona Ewenków. Zbliżamy się do głównej drogi. Jedziemy przez niewysokie góry. Pobocza porastają gęste krzaki. Mijamy dziwne drzewko - na jego gałęziach wiszą puste butelki po szampanie i wódce. Gdy pytam o to, Siergiej zaczyna się śmiać. W tym miejscu rok temu spędzał sylwestra wraz z kolegami. Całą noc bawili się w ogrzewanej naczepie. Przy drodze stoją pozostałości kilku domów. Kiedyś była tu osada pracowników kopalni złota.
Wreszcie dojeżdżamy do osławionej federalnej drogi. 2000 km w większości szutrowej trasy spina Magadan z Jakuckiem. Jej historia naznaczona jest tragedią i cierpieniem. Nazywa się ją „drogą na kościach" - budowały ją rzesze zesłańców. Szacunkowe dane mówią o dwóch milionach ofiar ciężkiej pracy i surowych zim. Wieczorem docieramy do mojego celu - miasteczka Ust Nery. Siergiej nie dość, że nie chce pieniędzy za kurs, to jeszcze załatwia mi darmowy nocleg u swojego kolegi. Zostawiam mu termos, który wpadł mu w oko na samym początku.
Tekst i zdjęcia: Marcin Osman

Wasze opinie na forum
- Użytkownik 84styleFury 15.08.2011, 00:27
Urala akurat znam 4320 kaukaz mu nie obcy ehhehe ale taka wyprawa MIAZGAAA ehhehe
- Użytkownik airmatic 14.08.2011, 23:21
Może Kamazy to nie są "Style Fury", ale na zamarznięte jeziora i siarczyste mrozy nie
- Użytkownik 84styleFury 14.08.2011, 23:11
- Użytkownik airmatic 19.02.2011, 23:09
Słowo honoru, to była chyba podróż życia. Wielki, wielki szacunek dla autora! I okazja, żeby

















To już 5 lat!
Pirelli w "Brazylli"
