W starym jak pierwszy Mercedes Karla Benza konflikcie przyrody z motoryzacją, raczej nie ma wątpliwości, kto jest tym dobrym, a kto szwarccharakterem.
Zielone połoniny przegrywają z czarnym asfaltem dróg, zapach bławatków ze smrodem spalanej benzyny. Nawet jeśli motylowi modraszkowi udało się wygrać starcie z budowniczymi południowej obwodnicy Warszawy, nie zmienia to faktu, że przyroda stoi na słabszej pozycji. W tym konflikcie natura przybiera czasami pozę niewiniątka i sumienie ma czyste. Tymczasem, miliardy czworonożnych reprezentantów przyrody (choć w pewnym stopniu także przemysłu) - czyli krowy i świnie hodowane na całym świecie - emitują 18 procent wszystkich gazów nazywanych cieplarnianymi, więcej nawet niż ich ulatuje w powietrze z samochodowych rur wydechowych. W wypadku czworonogów słowo „emisja" jest zresztą szczególnie wytwornym eufemizmem, bo chodzi przecież o krowie placki. Zawierają one duże ilości metanu, więc świetnie mogłyby się nadawać do napędzania samochodów. Próby odzyskiwania energii z tego, co wyemitują świnie podjęto w Holandii - odzwierzęcy metan wykorzystuje się do produkcji energii elektrycznej. Stąd już krok do zastosowania w motoryzacji.
RomanSkąpski
redaktor naczelny
auto motor i sport
Czy samochody na tej współpracy z naturą zajadą daleko? Wygląda na to, że tak. Eksperci wyliczyli, że z hektara upraw roślinnych można wyprodukować tyle biometanu, ile potrzeba do przejechania 67 600 km, hektar rzepaku da tyle oleju, ile wystarczy na pokonanie dystansu 23 300 km, a na etanolu uzyskanym z celulozy można przejechać 19 700 km. Na razie wciąż jednak jeździmy na benzynie i oleju napędowym. W tym roku zajedziemy na nich dalej, bo paliwo od kilku lat nie było tak tanie, a zarabiamy więcej i więcej możemy go kupić. Prorocy rynku paliwowego przewidują, że cena benzyny w 2009 r. nie będzie znacząco rosła. To dobra wiadomość także dla posiadaczy używanych aut, których w zeszłym roku sprowadziliśmy do Polski 1 103 970. Weszły w obieg krajowej motoryzacji, ale przyrodzie nie pomogą - średni wiek tych samochodów wynosi 10 lat, a prawie 45% z nich jest jeszcze starszych. Na liczniku mają dziesiątki tysięcy kilometrów i nie wiadomo, jak długo posłużą nowym właścicielom. Oby nie zakończyły kiedyś żywota w lasach i na miedzach, co byłoby swoistą polską wersją związku motoryzacji z naturą. We Francji, za oddanie na złom samochodu starszego niż 10-letni, dostaje się tysiąc euro. W ten sposób rząd zachęca obywateli do kupowania samochodów nowych, emitujących mniej CO2 i przyjaźniejszych przyrodzie. I co ważne, ratuje miejsca pracy w samochodowych fabrykach. Polscy kierowcy od swojego rządu otrzymują podwyżkę akcyzy na samochody z silnikami ponad 2,0 l, a za złomowanie staroci zamiast tysiąca euro dostać mogą najwyżej... krowi placek.
Roman Skąpski
Wasze opinie na forum
Ten artykuł nie został‚ jeszcze skomentowany.Bądź pierwszy i wypowiedz się w dyskusji!
















To już 5 lat!
Pirelli w "Brazylli"
