auto motor i sport

Prenumerata

Płacisz za 10, otrzymujesz 14!

  • Szczegóły
  • Prenumeruj
Strona główna > Blog > Cudze samochody
25.02.2009 08:55

Cudze samochody Dodaj do bagażnika

samochód  |  felieton  |  Hen
Otweiracz mini

Warto być wożonym. Dlaczego? Przekonuje twórca powieści, beletryzowanych biografi i, opowiadań i reportaży, scenarzysta i eseista. Autor około 100 książek, tłumaczony na 18 języków. Laureat wielu nagród.

Samochodu nigdy nie miałem, ale prawo jazdy mam. Postarałem się o nie wiosną 1969 roku, kiedy w odpowiedzi na gomułkowski Marzec napisałem opowiadanie „Western", które taternicy przemycili do paryskiej „Kultury". Znalazłem się w pustce, bez możliwości druku, nie wiedziałem do czego się zabrać. Skoro tak, pomyślałem, to wypełnię ten czas robieniem prawa jazdy.

Józef HenJózef Hen

Józef Hen

Samochodu nigdy nie miałem, ale samochody rozdawałem. W roku 1981, jako prezes warszawskiego oddziału związku literatów, dostałem do rozdania 30 talonów. Jako człowiek znający życie, powołałem w tym celu komisję. Sobie oczywiście talonu nie przydzieliłem, powiedziałem kolegom: „Ja za rok". Po roku był już stan wojenny, nasz związek zawieszony (potem rozwiązany), a ja bez talonów.

Wiem: brak samochodu - to kalectwo. Ale, jak nieraz kalectwo, i moje pozwalało mi nieraz poznać lepiej ludzi. Od ponad pół wieku pracuję poza Warszawą, w autorskich „domach pracy twórczej", najczęściej w Oborach lub w Konstancinie. Dzięki temu poznałem wielu świetnych ludzi pióra - a wśród nich kilku uczynnych samochodziarzy. Im ten felieton chcę poświęcić.

Lucjan Wolanowski - znakomity reporter, który spenetrował Australię i Oceanię, świetny i dowcipny stylista, autor bestsellerów („Poczta do Nigdy-Nigdy", „Ląd, który przestał być lądem", „Walizka z przygodami"), tłumaczony na wiele języków - zawsze był gotów „do usług": swoją gotowość tak właśnie nazywał. Tytułował mnie „Paniczem", siebie „Stangretem". „Paniczu! Stangret czeka!" - to było jego zawołanie. Kiedy miewał postój w Warszawie, a nie akurat na Tahiti, zawsze stawiał się na wezwanie. Drogę okraszał opowiadaniem dowcipów.

Zdarzyło się, że moja córka Madzia kupiła sobie malucha i ja wielkodusznie uznałem, że mogę nareszcie Stangreta zwolnić z obowiązków. Kiedy do niego dzwoniłem, odpowiadał ponuro, żadnymi plotkami się nie dzielił, wciąż brak mu było czasu. On najwyraźniej był zazdrosny o Madzię, poczuł się zdradzony! Wkrótce córce szczęśliwie ukradziono samochód (w Otwocku, nie bez udziału tamtejszej mafii) - i wszystko wróciło „do normy". Stangret znów zajeżdżał do Panicza - wróciła przyjaźń.

Wśród tych, których uczynnością czułem się zaszczycony, nie mogę pominąć Jana Brzechwy - stary, rutynowany, jeszcze przedwojenny kierowca, przyznał mi się, że nie lubi jazdy nocą. Raz wiózł mnie ulicami Warszawy sam Sobiesław Zasada. Szykowałem się na jazdę pełną emocji. Nic z tego: mistrz jeździł spokojnie, z zastanowieniem. Zwierzył mi się, że boi się jeździć po Warszawie, o wiele pewniej czuje się w Nowym Jorku.

REKLAMA

Lista uczynnych przyjaciół i znajomych zawierałaby wiele nazwisk. Nie mogę nie wspomnieć o doktorze Piotrze Perczyńskim, moim czytelniku, który dla swojego autora nieraz krążył po trasie Warszawa- Konstancin. Kiedy nie mógł sam mi usłużyć, przysyłał po mnie kierowcę z ministerialną Lancią, bo był przez pewien czas doradcą ważnego dygnitarza. Tym samym psuł mi przy okazji opinię wśród naszych pensjonariuszy: ten Hen, popatrzcie tylko, Lancia po niego przyjeżdża, coś w tym musi być. Lucjan nie żyje, pan Piotr ma coraz mniej czasu, ale uczynni kierowcy wciąż się spod zmarzliny wyłaniają - jak przebiśniegi. Porównanie na miejscu, bo idzie o „kierowczynie". O kobiety. Znak czasu: to one, panie redaktorki, wydawczynie, czytelniczki wreszcie, wożą autora swoimi uroczymi Morrisami, Fordami, Mini Cooperami, Peugeotami. Coraz młodsze, coraz urodziwsze. Wiozą mnie, ale nie porywają, niestety. - Oto pański dom. I uśmiech...

Już po napisaniu „Pingpongisty" spostrzegłem, że występujące tam kobiety - Dziennikarka, Nauczycielka, Kobieta Handlująca Miłością - wszystkie jeżdżą samochodami, podczas gdy faceci drałują po miasteczku piechotą. W ogóle nad tym się nie zastanawiałem. Tak jakoś wyszło. Znak czasu! „Pingpongista" jest powieścią realistyczną.

Józef Hen


Dodaj do:

4.00/3

Oceń artykuł:

  • Wyślij znajomemu
  • Dyskutuj na forum
  • Wydrukuj
  • « Wstecz
  • Do góry
Strony internetowe grupy Motor-Presse
auto motor und sport (Niemcy) | L' Automobile Magazine (Francja) | auto Illustrierte (Szwajcaria) | autopista | Automercado En Marcha (Hiszpania) | autohoje
Guia do AUTOMÓVEL Classificados (Portugalia) | AutoTest (Argentyna) | CarroRacing (Brazylia) |AUTOMOVIL (Meksyk) | auto motor i sport (Chorwacja) |
auto motor a sport AUTO 7 (Republika Czeska) | Auto Magazin Auto Piac (Węgry) | auto motor si sport (Rumunia) | Motor News (Ukraina) |
auto motor und sport (Grecja) | auto motor og sport (Norwegia) | auto motor & sport (Szwecja)
Dla mężczyzn |Motocykl | Fitness|Sex | Zdrowie | Styl | Dieta | Dieta ABS