Warto być wożonym. Dlaczego? Przekonuje twórca powieści, beletryzowanych biografi i, opowiadań i reportaży, scenarzysta i eseista. Autor około 100 książek, tłumaczony na 18 języków. Laureat wielu nagród.
Samochodu nigdy nie miałem, ale prawo jazdy mam. Postarałem się o nie wiosną 1969 roku, kiedy w odpowiedzi na gomułkowski Marzec napisałem opowiadanie „Western", które taternicy przemycili do paryskiej „Kultury". Znalazłem się w pustce, bez możliwości druku, nie wiedziałem do czego się zabrać. Skoro tak, pomyślałem, to wypełnię ten czas robieniem prawa jazdy.
Józef HenJózef Hen
Samochodu nigdy nie miałem, ale samochody rozdawałem. W roku 1981, jako prezes warszawskiego oddziału związku literatów, dostałem do rozdania 30 talonów. Jako człowiek znający życie, powołałem w tym celu komisję. Sobie oczywiście talonu nie przydzieliłem, powiedziałem kolegom: „Ja za rok". Po roku był już stan wojenny, nasz związek zawieszony (potem rozwiązany), a ja bez talonów.
Wiem: brak samochodu - to kalectwo. Ale, jak nieraz kalectwo, i moje pozwalało mi nieraz poznać lepiej ludzi. Od ponad pół wieku pracuję poza Warszawą, w autorskich „domach pracy twórczej", najczęściej w Oborach lub w Konstancinie. Dzięki temu poznałem wielu świetnych ludzi pióra - a wśród nich kilku uczynnych samochodziarzy. Im ten felieton chcę poświęcić.
Lucjan Wolanowski - znakomity reporter, który spenetrował Australię i Oceanię, świetny i dowcipny stylista, autor bestsellerów („Poczta do Nigdy-Nigdy", „Ląd, który przestał być lądem", „Walizka z przygodami"), tłumaczony na wiele języków - zawsze był gotów „do usług": swoją gotowość tak właśnie nazywał. Tytułował mnie „Paniczem", siebie „Stangretem". „Paniczu! Stangret czeka!" - to było jego zawołanie. Kiedy miewał postój w Warszawie, a nie akurat na Tahiti, zawsze stawiał się na wezwanie. Drogę okraszał opowiadaniem dowcipów.
Zdarzyło się, że moja córka Madzia kupiła sobie malucha i ja wielkodusznie uznałem, że mogę nareszcie Stangreta zwolnić z obowiązków. Kiedy do niego dzwoniłem, odpowiadał ponuro, żadnymi plotkami się nie dzielił, wciąż brak mu było czasu. On najwyraźniej był zazdrosny o Madzię, poczuł się zdradzony! Wkrótce córce szczęśliwie ukradziono samochód (w Otwocku, nie bez udziału tamtejszej mafii) - i wszystko wróciło „do normy". Stangret znów zajeżdżał do Panicza - wróciła przyjaźń.
Wśród tych, których uczynnością czułem się zaszczycony, nie mogę pominąć Jana Brzechwy - stary, rutynowany, jeszcze przedwojenny kierowca, przyznał mi się, że nie lubi jazdy nocą. Raz wiózł mnie ulicami Warszawy sam Sobiesław Zasada. Szykowałem się na jazdę pełną emocji. Nic z tego: mistrz jeździł spokojnie, z zastanowieniem. Zwierzył mi się, że boi się jeździć po Warszawie, o wiele pewniej czuje się w Nowym Jorku.
Lista uczynnych przyjaciół i znajomych zawierałaby wiele nazwisk. Nie mogę nie wspomnieć o doktorze Piotrze Perczyńskim, moim czytelniku, który dla swojego autora nieraz krążył po trasie Warszawa- Konstancin. Kiedy nie mógł sam mi usłużyć, przysyłał po mnie kierowcę z ministerialną Lancią, bo był przez pewien czas doradcą ważnego dygnitarza. Tym samym psuł mi przy okazji opinię wśród naszych pensjonariuszy: ten Hen, popatrzcie tylko, Lancia po niego przyjeżdża, coś w tym musi być. Lucjan nie żyje, pan Piotr ma coraz mniej czasu, ale uczynni kierowcy wciąż się spod zmarzliny wyłaniają - jak przebiśniegi. Porównanie na miejscu, bo idzie o „kierowczynie". O kobiety. Znak czasu: to one, panie redaktorki, wydawczynie, czytelniczki wreszcie, wożą autora swoimi uroczymi Morrisami, Fordami, Mini Cooperami, Peugeotami. Coraz młodsze, coraz urodziwsze. Wiozą mnie, ale nie porywają, niestety. - Oto pański dom. I uśmiech...
Już po napisaniu „Pingpongisty" spostrzegłem, że występujące tam kobiety - Dziennikarka, Nauczycielka, Kobieta Handlująca Miłością - wszystkie jeżdżą samochodami, podczas gdy faceci drałują po miasteczku piechotą. W ogóle nad tym się nie zastanawiałem. Tak jakoś wyszło. Znak czasu! „Pingpongista" jest powieścią realistyczną.
Józef Hen


















Nissan X-Trail – debiut odświeżonego SUV-a
Zostań Miss Need for Speer Underground?
