A ja się nie zgadzam. Może i jazda na światłach podnosi zużycie paliwa, powoduje zwiększoną emisję dwutlenku węgla do atmosfery, ale dzięki nim jesteśmy bardziej widoczni!
Pamiętam jeszcze nie tak odległe czasy, gdy świateł używać musieliśmy tylko w okresie jesienno-zimowym. I co? Przychodził 1 marca. Na dworze prawdziwa ulewa, ciemno. Jadę do pracy z włączonymi światłami (zresztą na światłach jeżdżę od zawsze), ale „tłumy" kierowców już zapomniały o tym obowiązku. Nie trzeba było tego robić, to nie! Bo po co? A w takich warunkach, gdy spod kół tryska woda, bardzo łatwo nie dostrzec, szczególnie samochodu o ciemnym kolorze karoserii. I niech mi ktoś powie, że tak nie jest.
MaciejStruk
Redaktor auto motor i sport
A co ze słonecznym dniem? Wystarczy jechać ze słońcem za plecami, na przykład w trasie. Przy wyprzedzaniu, gdy jest ono dość nisko, czasem nie jesteśmy w stanie dostrzec auta poruszającego się z naprzeciwka z wyłączonymi światłami przednimi. A wtedy o wypadek naprawdę nietrudno.
Dla mnie te dwa przykłady są wystarczające. Może i przez rok od wprowadzenia obowiązku jazdy na światłach przez całą dobę liczba wypadków wcale nie spadła. Ale w tym czasie prawie nie przybyło nowych dróg, za to do naszego kraju w roku 2007 przywieźliśmy zza zachodniej granicy prawie milion używanych aut. Wśród nich te ponad 10-letnie stanowiły prawie 50%, a pojazdy w wieku od 4 do 10 lat - 40%. I znów nasze drogi zostały dopchane przez kolejne auta, delikatnie mówiąc, w zaawansowanym wieku!
Statystyki mówią, że sprzedaż żarówek w zeszłym roku wzrosła o 60%, na czym zyskali ich dostawcy oraz budżet państwa - dzięki obowiązkowi jazdy na światłach zużyliśmy w zeszłym roku o 0,5% więcej paliwa, a do budżetu państwa wpłynęło dodatkowe 2,1 mld zł. A niech im wzrasta i wpływa!
Czy przeciętny kierowca jest w stanie odczuć tę zmianę? Nie wydaje mi się. A przecież kupując auto nie oszczędzamy na bezpieczeństwie. Patrzymy na wyniki testów zderzeniowych, chcemy mieć komplet poduszek powietrznych, układy ABS, ESP, czy asystenta hamowania. To wszystko kosztuje. I to krocie. I nie jest powiedziane, że nasza inwestycja w bezpieczeństwo kiedykolwiek zaprocentuje.
Jedna, dwie, a nawet trzy przepalone żarówki to żaden koszt wobec tego, ile płacimy za wymienione wyżej elementy bezpieczeństwa. Jeśli chcemy oszczędzać, to róbmy to w inny sposób. Zamiast jechać autem po niewielkie zakupy - idźmy.
A czy ktoś kiedykolwiek zastanawiał się ile kosztują te pięknie oświetlone zabytki, konstrukcje mostów, czy kościoły w miastach? I ile to jest więcej dwutlenku węgla do atmosfery? I komu to jest potrzebne?
Ja mógłbym się bez tego obyć. Ale jazdy bez włączonych świateł - już sobie nie wyobrażam!
Maciej Struk

Wasze opinie na forum
- Użytkownik andrew.1988 19.02.2009, 15:28
ja tez uwazam ze problem jest taki ze ludzie chca szybko jeździć. swiatla bo swiatla
- Użytkownik 16V 07.08.2008, 12:00
- Użytkownik michello 28.07.2008, 11:57
przecież nie o to chodzi, aby nie włączać świateł w ulewie, czy w szarówce! I
- Użytkownik -o.n.a 21.06.2008, 02:13
















To już 5 lat!
Pirelli w "Brazylli"
