Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.5

Filtr cząstek stałych - pogonić sadzę

Filtr cząstek stałych w nowoczesnych dieslach eliminuje sadzę ze spalin. Dbaj o niego, bo awaria może Cię drogo kosztować.

2012-12-13

Atrakcyjność aut z silnikami wysokoprężnymi od zawsze polegała na tym, że spalały mniej, a na dodatek tańszego paliwa, niż silniki benzynowe o porównywalnej mocy. Dziś ta zaleta traci na znaczeniu, i to nie tylko z powodu zrównania cen benzyny i oleju napędowego. Ryzyko natomiast wiąże się z wysokimi kosztami usuwania usterek skomplikowanego osprzętu współczesnych turbodiesli. Od 2006 r. obowiązkowym wyposażeniem tych silników jest filtr cząstek stałych, który eliminuje 90% cząstek sadzy ze spalin, co pozwala spełnić obowiązujące w większości krajów Unii Europejskiej czy w Ameryce Północnej normy emisji spalin – Euro 4 i Euro 5. W Polsce aspekt ekologiczny nie ma większego znaczenia, a kierowca, który kupuje pojazd w mniejszym stopniu zatruwający środowisko nie może liczyć na dodatkowe profity. Musi za to liczyć się z perspektywą poważnych wydatków, związanych z regeneracją lub wymianą na nowy filtra cząstek stałych. Jego żywotność zależy od wielu czynników, choć głównym z nich jest sposób eksploatacji auta. Filtrom najbardziej szkodzi pokonywanie krótkich odcinków, kiedy silnik nie osiąga temperatury roboczej i nie może nastąpić automatyczna regeneracja filtra (wypalenie nagromadzonych cząstek sadzy, gwałtowne jej przerwanie, a także jazda ze zmiennymi prędkościami).

 

Jeśli auta używasz głównie w mieście i poruszasz się na krótkich odcinkach, odpuść sobie zakup turbodiesla

Pierwsze filtry (jednorazowe) wprowadził w 2000 r. koncern PSA (Peugeot 406 Coupé 2.2 HDi). Początkowo były oferowane w modelach z wyższej półki i jako wyposażenie dodatkowe. Z czasem zaczęły pojawiać się w tańszych autach. Aby jednoznacznie sprawdzić, czy pojazd jest wyposażony w filtr, wystarczy podać numer nadwozia w serwisie danej marki; to pozwoli także stwierdzić, jaką normę emisji spalin spełnia silnik. Wszystkie, które spełniają normę powyżej Euro 3 mają filtr cząstek stałych. Najstarsze filtry, tak zwane mokre, do prawidłowej pracy potrzebują specjalnego płynu (CAM FBC), który jest dodawany do paliwa; razem z nim jest wtryskiwany do komór spalania – po to, by obniżyć temperaturę spalin do około 440 OC i spowodować wypalenie sadzy zalegającej w filtrze. Filtry suche (bez dodatku) mają temperaturę zapłonu sadzy ok. 550 OC. Niestety nie do każdego silnika można je stosować. Ponadto eksploatacja auta w mieście sprawia, że nie zawsze filtr ma okazję, by taką temperaturę uzyskać. Bardzo pomocny w takim wypadku jest płyn JLM DPF Cleaner (również dodawany do paliwa), który nawet w filtrach suchych umożliwia wypalanie cząstek stałych w niższej temperaturze, dzięki czemu filtry w pojazdach eksploatowanych na krótkich trasach zapełniają się o wiele wolniej. Najstarsze urządzenia prawidłowo pracowały przez 80–120 tys. km, podczas gdy współczesne – najczęściej stosowane (bezobsługowe) – mają żywotność 160–200 tys. km. Koszt regeneracji filtra, przywracający mu niemal stuprocentową sprawność, sięga około 600 zł, wymiany – od 1200 do 2500 zł. Tylko te dwie metody są prawnie dopuszczone. Usunięcie zaś filtra to przestępstwo – nie tylko z punktu widzenia przepisów. 

Ekspert radzi
Andrzej Matuszewski wiceprezes firmy Euro-Vat Consulting Sp. z o.o.

Filtry cząstek stałych – usuwać, wymieniać czy regenerować? Zdecydowanie polecam regenerowanie, a gdy jest to niemożliwe ze względu na fatalny stan filtra – wymianę; zwłaszcza że usługi te wyraźnie potaniały. Usuwanie filtra i oszukiwanie elektroniki jest nielegalne, a niefachowe wykonanie takiej usługi może skończyć się nawet pożarem. Auto z usuniętym filtrem może nie zaliczyć obowiązkowego przeglądu rejestracyjnego, ponieważ coraz więcej stacji kontroli pojazdów ma sprzęt do ich kontroli. Wkrótce takie badania będą regułą. W odpowiednie analizatory spalin wyposażana jest policja, na Zachodzie to standard. Jeśli auto nie ma filtra, kierowcy grozi zatrzymanie dowodu rejestracyjnego i odholowanie auta. 

PRZED WYJAZDEM DO NIEMIEC MUSISZ KUPIĆ „NAKLEJKĘ EKOLOGICZNĄ”

Już dwie autostrady prowadzą do naszego zachodniego sąsiada. To sprawia, że do Niemiec coraz chętniej wybieramy się na zakupy czy wypoczynek. Od 2008 roku obowiązują tam tzw. naklejki ekologiczne (Umweltplakette), które określają, w jakim stopniu dany pojazd zagraża środowisku naturalnemu. Znaki decydują o tym, w którym miejscu musisz przerwać podróż. Im nowszy i mniej trujący samochód, tym bardziej może zbliżyć się do centrum. Naklejki wydaje się na podstawie numeru nadwozia, a kupić je można w stacjach przeglądów w Niemczech (TÜV) lub zamówić przez Internet. Także w Polsce. Koszt to ok. 100 zł. Brak naklejki jest karany mandatem (40 euro); niemiecka policja dysponuje sprzętem pomiarowym, który sprawdzi adekwatność naklejki w stosunku do rzeczywistych parametrów auta. Diesle z filtrem cząstek dostają naklejki zielone; bez niego – żółte; najstarsze zaś – czerwone. 

 

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Aha... Bądź biznesmenem, mieszkaj w mieście i kup sobie Micrę 1.5 dCi
    airmatic, 2012-12-17 08:07:56
  • avatar
    zgłoś
    No ale samochody miejskie nie mają DPF, bo nikt nie kupi Diesla gdy mało jeździ.
    rzęsor, 2012-12-17 03:27:02
  • avatar
    zgłoś
    Unia ma łeb do interesu - wymusza normy emisji, którym laboratoryjnie silniki Diesla umieją sprostać, ale cały osprzęt męczy się w tym okrutnie i w rezultacie cały samochód nie będzie się nadawał do każdych warunków (jazda wielkomiejska lub na krótkich odcinkach).Producenci musieli trochę grosza wyłożyć na skonstruowanie takiego eko-potworka, ale teraz z nawiązką zarabiają na wymienianych DPF-ach, regeneracji turbosprężarek itp.Chwalą się też, że same silniki bez remontu wytrzymają do 300 tys. km. i więcej. To prawda, bo jak wysiądzie osprzęt, całe auto przechodzi w tryb awaryjny i reszta silnika nie pójdzie "w diabły"...
    airmatic, 2012-12-16 10:47:34
  • avatar
    zgłoś
    A jakże by inaczej.
    ~Samuraj, 2012-12-15 23:55:13
  • avatar
    zgłoś
    Ten filtr dobrze wygląda na papierze podczas homologacji danego auta..., ma oszczędzać środowisko itp. bzdety! W rzeczywistości mając bezobsługowy filtr cząstek stałych zatruwamy dużo bardziej środowisko, gdyż jeżdżąc np. po 50/50 trasa miasto często, bądź tylko miasto dochodzi nierzadko do przerwania wypalania cząstek sadzy co skutkuje rozrzedzeniem oleju silnikowego paliwem (można tak doprowadzić silnik do agoni... =duże koszty dla naszej kieszeni i środowiska). W efekcie czego zamiast np. co 15-30 tys. km wymieniać olej w silniku robimy to co 5-10 tys. km , a co za tym idzie specjalnie trzeba udać sie do serwisu (dodatkowo zużyte paliwo i inne podzespoły auta które o te przymusowe wizyty w serwisie mają krótszą trwałość niz gdyby były normalnie uzytkowane). Trzeba zużyty olej spuszczony z silnika zutylizować (szkoda nastęna dla środowiska gdyż żeby zutylizować trzeba ten olej dostrczyć do odpowiedniej firmy -paliwo, elemety auta transportującego też się zużywają, itp, wytworzyć energię elektryczną w tejże firmie, itd....) Nowy olej zalany i filtr oleju to też koszt wytworzenia tych rzeczy , oraz transportu ich do serwisu, a póżniej utylizacji.... Więc gdzie te plusy filtrów czastek sadzy ?!!! -> Na papierze w UE! A my tylko za te chore wymysły urzędasów płacimy i jesteśmy "EKO" !!!
    Daro13, 2012-12-15 17:26:48
  • avatar
    zgłoś
    Filtr cząstek stałych w nowoczesnych dieslach eliminuje sadzę ze spalin. Dbaj o niego, bo awaria może Cię drogo kosztować.Zobacz artykuł
    auto motor i sport, 2012-12-13 11:21:10
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij