Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.2

Które systemy bezpieczeństwa są tak naprawdę potrzebne?

Jazda samochodem daje poczucie wolności ale wiąże się z ryzykiem. Nawet jeśli sam nie popełnisz błędu, możesz stać się ofiarą cudzego. Przedstawiamy systemy, które pozwolą uniknąć kolizji lub przynajmniej zmniejszą jej skutki.  

Michał Hutyra 2015-02-06
Mercedes S Night Vision

Gdyby człowiek wiedział, że się przewróci, usiadłby. Mógłby też w ogóle nie wstawać. Mógłby również nie siadać za kierownicę, by nie narażać się na wypadek. Ale nie o taką profilaktykę wszak chodzi. Jako kierowcy nie jesteśmy zresztą bezbronni – nad naszym bezpieczeństwem czuwa coraz inteligentniejsza elektronika samochodowa.

Od czasu pierwszego udokumentowanego śmiertelnego wypadku drogowego, który miał miejsce w 1896 roku w Londynie, stało się jasne, że życie ludzkie w momencie kolizji jest zagrożone i należy je chronić. Na poważnie tematem bezpieczeństwa zajęto się jednak dopiero po II wojnie światowej, kiedy to w 1949 roku przeprowadzono pierwszy oficjalny test zderzeniowy. Pierwszym zaś systemem ratującym życie były trzypunktowe pasy bezpieczeństwa, wprowadzone w 1959 roku przez Volvo.

Od tamtej pory zmieniło się wiele, lecz wnioski są bezlitosne: to człowiek – a nie samochód, stan dróg czy niepogoda – jest najczęstszym sprawcą wypadków. Statystyki nie mogą się mylić. My kierowcy przeceniamy własne możliwości i nie do końca zdajemy sobie sprawę ile razy elektronika ratuje nam skórę. Co gorsza, najczęściej nawet nie potrafimy właściwie korzystać z dostępnych w naszych samochodach wspomagaczy.

Ponieważ człowieka nie da się wyeliminować z tego duetu, inżynierowie łamią sobie głowy w jaki sposób większą kontrolę nad prowadzeniem przekazać w „ręce” auta. Tempo w jakim jeszcze do wczoraj wynalazek staje się najpierw płatnym dodatkiem, a po chwili elementem wyposażenia standardowego jest imponujące. Jeszcze w 2008 roku podczas prób testowych na torze fabrycznym dziwiliśmy się, gdy VW Passat CC bez ingerencji kierowcy rozpędzał się i zwalniał, w zależności od sytuacji. Dziś aktywny tempomat jest na wyciągnięcie ręki. Inny przykład – oto Volvo XC 90 zatrzymujące się podczas prób samo (pomimo naciskania gazu) przed pojawiającym się znienacka manekinem symulującym pieszego. Dzisiaj system City Safety jest na wyposażeniu nowego Volvo S60.

Podstawowy podział systemów bezpieczeństwa to podział na systemy czynne i bierne. Czynne to te, które działają podczas mgły, w nocy, na śliskiej nawierzchni, pomagając kierowcy. Pozwalają dostrzec to, co niewidoczne, ostrzegają, monitorują, a nawet sprawdzają naszą kondycję psychofizyczną. Bierne zaczynają działać, gdy czynne nie są w stanie wybawić nas z opresji. Minimalizują skutki kolizji i starają się ratować zdrowie i życie.

My wynalazki służące bezpieczeństwu podzieliliśmy zależnie od tego jakiego rodzaju pomoc niosą kierowcy. Wszystkie można dziś kupić, jednak trzeba pamiętać, że żaden nie zwalnia od myślenia i odpowiedzialności.

 

Lepiej hamować

Co robi?
ABS MSR BAS
Jest to i najbardziej powszechny system sterowany elektronicznie, który ratuje nam skórę. Do poprawnego działania ABS-u konieczne jest silne naciśnięcie hamulca i niepuszczanie go aż do zatrzymania auta. ABS zapobiega zablokowaniu kół podczas gwałtownego hamowania, pozwalając jednocześnie na manewrowanie – ominięcie przeszkody, która pojawiła się na drodze. ABS nie skraca drogi hamowania. Śliska nawierzchnia, redukcja biegu i... zablokowanie się kół, co w konsekwencji doprowadza do poślizgu. Podczas hamowania silnikiem sam ABS nie pomoże. Wówczas uratować nas może jedynie MSR (system optymalizacji przyczepności podczas hamowania silnikiem). Jeśli go nie mamy, a czujemy, że auto wpada w poślizg, może pomóc również natychmiastowe wciśnięcie pedału sprzęgła. Skuteczne hamowanie nie zależy tylko od konstrukcji i wydajności układu hamulcowego, lecz przede wszystkim od siły z jaką naciskamy hamulec. Oczywiste jest, że drobna kobieta, na dodatek w szpilkach, zrobi to zdecydowanie słabiej niż postawny mężczyzna. System BAS podczas awaryjnego hamowania zwiększa ciśnienie w układzie hamulcowym, co wpływa na skrócenie drogi hamowania.
Czy warto?
Na szczęście, we współczesnych samochodach należy do wyposażenia standardowego. Nie mamy więc dylematu czy warto do niego dopłacać, ponieważ jest wliczony w cenę samochodu. Działa w duecie z systemem ABS, więc najczęściej jest oferowany w standardzie. Jeśli ktoś potrafi wyczuć moment zerwania przyczepności przez koła napędowe, poradzi sobie i bez niego. BAS (MBA w Skodzie) to kolejny system, który trafi ł pod strzechy. Bardziej wyrafinowane jego odmiany powodują włączenie się podczas hamowania świateł awaryjnych lub pulsowanie świateł „stop”
NIEZBĘDNY WARTO MIEĆ WARTO MIEĆ
     

 

Zachować przyczepność

Co robi?
ESP 4x4 ASR
Jeśli ze zbyt dużą prędkością próbujemy pokonać zakręt lub musimy gwałtownie ominąć przeszkodę, może się zdarzyć, że stracimy panowanie nad pojazdem. W takich sytuacjach nieoceniony jest system ESP. Mierzy on przyspieszenia boczne i ilość obrotów poszczególnych kół. Sterując przepustnicą (układ ASR) oraz korzystając z systemu ABS, potrafi przyhamować odpowiednie koło i odzyskać stabilność auta. Systemy napędu 4x4 występują w terenówkach, SUV-ach, kombi (m.in. VW, Audi, BMW, Mercedes). Subaru oferuje je w każdym swoim aucie. Zasada działania jest prosta: koło, które traci przyczepność jest pozbawiane momentu obrotowego (przy wykorzystaniu elektroniki i blokad), a ten jest przenoszony błyskawicznie na koło tej samej osi, które tę przyczepność ma; w sumie trzy napędzane koła pozwalają wydostać się z opresji. Oto mokra lub śliska nawierzchnia i próba szybkiego pokonania skrzyżowania z drogą z pierwszeństwem przejazdu – zwykle finał jest taki sam: ryk silnika, buksowanie kół i można czekać na następną okazję albo... wymusić pierwszeństwo (!). ASR optymalizuje przyczepność przy ruszaniu. Elektronika mierzy ilość obrotów kół i przepustnicą zmniejsza moc na nie przekazywaną. Przyczepność gwarantowana.
Czy warto?
Przeciętny kierowca nie potrafi w krytycznej sytuacji zareagować tak szybko i skutecznie, jak zrobi to elektronika. W przypadku wielu aut ESP jest już standardem. W autach miejskich wymaga dopłaty, ok. 2000 zł Napęd na obie osie zawsze będzie bardziej skuteczny niż na jedną. Aby się o tym przekonać, wystarczy przyjrzeć się, jak ruszają spod świateł SUV-y, a jak zwykłe auta. Dopłata, jeśli w ogóle jest możliwa, to ok. 8000 zł. System ASR coraz częściej występuje w wyposażeniu standardowym. Jeśli ESP jest poza zasięgiem finansowym, warto mieć chociaż takiego sprzymierzeńca. Najbardziej przydaje się zimą i jesienią.
NIEZBĘDNY WARTO MIEĆ NIEZBĘDNY

 

 

Co robi?
EDS Aktywne zawieszenie
To elektroniczna blokada mechanizmu różnicowego. Działa w obrębie kół jednej osi, wykorzystując do swojej pracy system ABS. Komputer rozpoznaje poślizg kół napędzanych i jeśli obroty są różne, dohamowuje to z nich, które obraca się szybciej. Stosowany jest w wielu pojazdach, także terenowych. Podczas długotrwałej jazdy w terenie może dojść do przegrzania hamulców. Wówczas EDS jest wyłączany. Twardsze, sportowe zawieszenie sprawia, że nadwozie mniej się wychyla na zakrętach, a auto prowadzi się pewniej i stabilniej. Co zrobić, jeśli zależy nam na komforcie, i nie chcemy rezygnować z maksymalnej przyczepności? Rozwiązanie jest jedno – zawieszenie aktywne. Po wciśnięciu przycisku na desce rozdzielczej, elektromagnes znajdujący się wewnątrz amortyzatora przyciąga opiłki metalu zatopione w oleju, który go wypełnia. Przepływ oleju się zmniejsza i zawieszenie auta staje się sztywniejsze.
Czy warto?
Częściej i powszechniej stosowany w autach osobowych jest system ASR. EDS to niejako proteza mechanicznej blokady mechanizmu różnicowego. Jeśli nie ma go w standardzie, to raczej nie można go dokupić. Zawieszenie aktywne to dodatek, bez którego da się żyć. Oferowane jest coraz powszechniej, jednak jego ceny, jak w przypadku wielu nowości, są wysokie. W Golfie kosztuje kilka tysięcy. W droższych SUV-ach i limuzynach to standard.
DLA WYMAGAJĄCYCH DLA WYMAGAJĄCYCH

 

 

Zapobiec zmęczeniu

Co robi?
Aktywny tempomat Klimatyzacja Line Assist
Tempomat to wygodne urządzenie, głównie na autostradzie, jednak wymaga obsługi. Aktywny tempomat wykorzystuje radar, który mierzy odległość od poprzedzającego auta i kiedy za bardzo zbliżamy się do niego – zwalnia, a nawet zatrzymuje nasz samochód! Kiedy przeszkoda znika, auto samoczynnie powraca do zadanej prędkości. Aktywny tempomat sprawdza się nie tylko na autostradzie, lecz także na zwykłych drogach.  Właściwa temperatura w aucie to nie tylko sprawa komfortu. Zbyt wysoka może prowadzić do nadmiernego i przedwczesnego zmęczenia, a także osłabiać koncentrację. Prowadzenie auta podczas upału, zwłaszcza przez osoby mające kłopoty z sercem, może prowadzić do zasłabnięć czy udarów. Ponieważ włączona klimatyzacja dodatkowo obciąża silnik, przy zakupie warto zdecydować się na mocniejszą jednostkę napędową. Utrzymywanie się na swoim pasie ruchu jest tym trudniejsze, im bardziej zmęczenie daje się kierowcy we znaki. Tzw. asystent toru jazdy rejestruje za pomocą czujników czy auto porusza się między dwiema przerywanymi liniami. Jeśli najeżdżamy na linię lub ją przekraczamy, a nie włączyliśmy kierunkowskazu może wibrować fotel kierowcy lub drżeć kierownica. W przyszłości auto będzie samoczynnie wracało na swój pas.
Czy warto?
Przyda się tym, którzy lubią nowinki techniczne, a do tego dużo jeżdżą, zwłaszcza na autostradach. Dostępny jest jeszcze w niewielu autach i należy raczej do ekskluzywnych dodatków. Kosztuje ok. 6000 zł Klimatyzacja to obecnie coraz częściej wyposażenie podstawowe każdego nowego auta. Jeśli wymaga dopłaty, to jej koszt raczej nie przekracza 2500 zł. W wersji automatycznej obsługa jest dużo łatwiejsza. Line Assist najlepiej działa w parze z aktywnym tempomatem. Kierowca jest wówczas pilnowany z każdej strony. Do poprawnego działania niezbędne są wyraźne linie oddzielające pasy na jezdni. Ceny od 2600 zł.
DLA WYMAGAJĄCYCH NIEZBĘDNA DLA WYMAGAJĄCYCH

 

 

 

Lepiej widzieć

Co robi?
Ksenony Światła adaptacyjne Martwe pole
Reflektory ksenonowe to nie tylko sposób na wyróżnienie się po zmroku. Emitują światło zbliżone do dziennego i dają większy kontrast, przez co linie na drodze są lepiej widoczne. Dodatkowa zaleta to większa żywotność i mniejszy o ok. 30% pobór energii elektrycznej. Występują zawsze z układem zmywania (czysty klosz) i automatyczną regulacją wysokości reflektorów (by nie oślepiać). Ksenony wypierane są przez światła technologii LED. Najprostszy system to doświetlanie wewnętrznej części zakrętów, zwykle reflektorem przeciwmgłowym i przy mniejszej prędkości. Bardziej zaawansowane są reflektory, które podczas pokonywania zakrętu skręcają o kilka stopni, w tę samą stronę co koła samochodu. Systemy najbardziej wyrafinowane potrafi ą, zależnie od prędkości i sytuacji na drodze, rozszerzać, zawężać, skracać i wydłużać snop światła. Zajechanie drogi podczas zmiany pasa ruchu lub omijania przeszkody to jedna z najczęstszych przyczyn kolizji w miastach i na drogach o wielu pasach ruchu. Ponieważ nawet lusterko asferyczne nie pokaże wszystkiego, wymyślono system, który za pomocą czujnika (kamery) monitoruje martwe pole – kiedy pojawia się w nim pojazd, włącza ostrzegawczą lampkę. Niektóre systemy ostrzegają także dźwiękiem.
Czy warto?
Lepsza widoczność po zmroku to konieczność. Koszt ksenonów – od 3500 zł. Lepsze rezultaty dają reflektory biksenonowe (zmienia się ogniskowa soczewki), które pełnią funkcję świateł mijania i drogowych. Najprostszy system doświetlający zakręty kosztuje około 1200 zł. Najdroższe reflektory adaptacyjne, biksenonowe – grubo powyżej 5000 złotych. Dobrze jest kupić chociaż najprostszy wariant. Dla osób, które są roztrzepane jest bezcenny. Dla tych, którzy podczas jazdy się koncentrują i mają oczy dookoła głowy – to zbytek. Nazewnictwo jest różne: BLIS (Volvo), Side Assist (Audi); ceny zbliżone, około 2500 zł.
NIEZBĘDNE WARTO MIEĆ WARTO MIEĆ

 

 

Co robi?
Rozpoznawanie znaków Czujniki zmierzchu i deszczu Ściemniające się lusterko wewnętrzne Odpocznij
Ile razy zajęci rozmową zastanawialiśmy się jaka właściwie jest dopuszczalna prędkość w miejscu, w którym się znajdujemy i czy nie było po drodze jakiegoś ograniczenia. Te same wątpliwości mogą pojawiać się wraz z zapadaniem zmierzchu. Kamera zamontowana w przedniej szybie nie przegapi niczego, a właściwy znak wyświetli się na ekranie komputera pokładowego lub nawigacji. Zwykle występują razem. Umieszczone są w przedniej szybie. Pierwszy zauważa nawet najdrobniejsze krople i włącza wycieraczki. Drugi mierzy ilość światła padającego na czujnik i w odpowiednim momencie włącza światła mijania. Bardzo przydatny w tunelu. Dodatkową funkcją czujnika zmierzchowego jest oświetlanie drogi do domu po opuszczeniu auta. Przyda się każdemu, kto podróżuje po zmroku. Składa się z dwóch warstw szkła z napylonymi elektrodami, pomiędzy którymi jest ciekły kryształ. Pod wpływem napięcia pomiędzy elektrodami, dozowanego przez fotoelement błyskawicznie „zauważający” światło, ciecz ciemnieje i nie jesteśmy oślepiani przez auto jadące z tyłu. Coraz powszechniejsze stają się lusterka fotochromatyczne zewnętrzne. Attention Assist (Mercedes) lub Driver Alert Control (Volvo) oceniają kondycję psychofizyczną kierowcy. Pierwszy analizuje całą grupę czynników: kąt wychylenia kół i częstotliwość wykonywania skrętów, pracę pedału gazu, przyspieszenia wzdłużne i boczne. Dodatkowo monitoruje częstość użycia kierunkowskazów. AC mierzy ilość przekroczeń linii oddzielającej pasy jezdni, bez używania kierunkowskazu. Jeśli system uzna, że nie do końca panujemy nad autem – proponuje przerwę.
Czy warto?
Jeden z młodszych systemów bezpieczeństwa, stosunkowo niedrogi. W Oplu Astra występuje m.in. z czujnikiem deszczu i zmierzchowym; koszt – 2200 zł. W pakiecie warto go kupić, osobno niekoniecznie. O ile czujnik zmierzchowy może być uznany za gadżet, o tyle czujnik deszczu już nie. Przekonał się o tym każdy, kto został opryskany fontanną wody z mijanego auta. Czas reakcji natychmiastowy. Cena ok. 1000 zł. Wewnętrzne lusterko fotochromatyczne kosztuje około 750 złotych. Zewnętrzne (2 sztuki) niemal 2,5 raza więcej (około 2200 zł). Z uwagi na częste u nas kradzieże wkładów lusterek, te drugie odradzamy. Dostępność urządzenia jest mocno ograniczona: występuje zaledwie w kilku luksusowych autach Mercedesa i Volvo. Warte byłoby każdej wydanej złotówki; w modelach, w których jest oferowany – nie wymaga dopłaty.
WARTO MIEĆ NIEZBĘDNE WARTO MIEĆ WARTO MIEĆ

 

Zwiększyć koncentrację

Co robi?
Wielofunkcyjna kierownica Sterowanie głosem Zestaw głośnomówiący Nawigacja
Jadące z prędkością 50 km/h auto w ciągu sekundy pokonuje prawie 14 m. Oderwanie wzroku choćby na moment od drogi może spowodować, że nie zauważymy w porę pieszego, który wtargnie na jezdnię. Kierownice wielofunkcyjne i dżojstiki, umożliwiają obsługę radia, czy tempomatu w sposób nie odwracający uwagi od drogi. Najważniejsze funkcje obsługowe znajdują się tuż pod ręką. Idea sterowania głosem różnymi funkcjami – radiem, telefonem, czy nawigacją – jest podobna jak w przypadku kierownicy wielofunkcyjnej. Zdecydowanie w mniejszym stopniu rozprasza uwagę kierowcy. Oczywiście można się zatrzymać, ustawić to co niezbędne, ale na autostradzie już niekoniecznie. Obsługa najczęściej (jeszcze) wymaga znajomości języka obcego. Nie dość że za korzystanie z komórki podczas jazdy grozi 200-złotowy mandat, to na dodatek mamy zajętą jedną rękę i w niebezpiecznej sytuacji nie jesteśmy w stanie szybko i skutecznie zareagować. Większość z nas pod tym względem to recydywiści. Zestaw głośnomówiący wykorzystuje wbudowany (zwykle koło lusterka) mikrofon i głośniki systemu audio. Z telefonem łączy się poprzez system Bluetooth. Podróż (w nieznane) można planować przeglądając wcześniej mapy, obliczając kilometry, sprawdzając gdzie znajdują się stacje benzynowe. Jeśli pobłądzimy, znalezienie właściwej drogi może się okazać trudne. Nawigacja wykorzystuje system pozycjonowania GPS, korzystający z satelitów, krążących wokół ziemi. Urządzenie ma w swojej pamięci dokładne cyfrowe mapy i zawsze pokaże drogę do celu.
Czy warto?
Wielofunkcyjna kierownica to nie tylko wygoda, ale i bezpieczeństwo. Uważamy, że to niezbędne wyposażenie i choć na ogół nie jest standardem, prawie zawsze można ją dokupić. Cena – od 1200 zł. Jest zwykle dodatkiem bezpłatnym do systemów nawigacyjnych, sprzężonych zwykle (w droższych autach) z zestawem głośnomówiącym. Jako płatny dodatek raczej nie występuje. Nie rozumiemy dlaczego nie jest jeszcze standardowym wyposażeniem każdego auta, skoro statystycznie każdy Polak ma już komórkę, a niektórzy nawet dwie. Ceny – od 1000 zł. Te z drugiej ręki są tańsze. Jej przydatność jest nieoceniona dla tych, którzy lubią odkrywać nowe miejsca. Znajdzie nocleg na trasie i drogę do domu. Ostrzeże przed remontami dróg, podpowie jak ominąć korek. Ceny – od 4000 zł.
 NIEZBĘDNA  DLA WYMAGAJĄCYCH  NIEZBĘDNY  WARTO MIEĆ

 

 

Ograniczyć skutki zderzenia

Co robi?
Airbagi Pre Safe Auto stop Po kolizji
Nie ma już auta, które nie byłoby wyposażone przynajmniej w dwie tzw. poduszki czołowe. Są jeszcze boczne, które chronią klatkę piersiową z boku i kurtynowe, które chronią głowę podczas kolizji bocznych. Nawet pasażerowie z tyłu mogą mieć dodatkowe poduszki boczne. Do prawidłowego działania poduszek niezbędne są zapięte pasy bezpieczeństwa (z napinaczami) oraz właściwie ustawiony fotel. Nieprawidłowo ustawiony fotel, źle zapięty i zbyt luźny pas bezpieczeństwa to najczęstsze przyczyny nieprawidłowego działania poduszek powietrznych. Pre-Safe oferowany jest od 2002 roku przez Mercedesa do droższych limuzyn. Auto rozpoznaje poślizg kół lub awaryjne hamowanie i „spodziewając się” kolizji w ciągu kilku milisekund ustawia do pozycji pionowej fotel, napinając jednocześnie pasy bezpieczeństwa. Wywodzi się z systemu wspomagającego awaryjne hamowanie oraz aktywnego tempomatu. Za pomocą wiązki laserowej śledzi to, co dzieje się przed autem. Jeśli kierowca nie reaguje, mimo iż niebezpiecznie zbliża się do przeszkody nieruchomej lub innego auta jadącego wolniej (nie hamuje), samochód zrobi to samoczynnie. System ten oferuje Mercedes (Active Brake Assist) oraz Volvo (w ramach pakietu City Safety). System pokolizyjny odcina dopływ paliwa, odblokowuje drzwi, włącza światła awaryjne i oświetlenie wewnątrz pojazdu. Bardziej wysublimowane odmiany łączą się z numerem alarmowym i powiadamiają o miejscu kolizji. Rozlane paliwo z rozbitego auta może skazić środowisko naturalne, a nawet zapalić się. Światła awaryjne pozwolą ostrzec innych użytkowników ruchu, a odblokowane drzwi ułatwią niesienie pomocy.
Czy warto?
Airbagi dwa lub cztery to dziś standard. Kurtynowe kosztują około 1500 zł, boczne dla pasażerów tylnej kanapy – 1600 zł. Docenimy je, kiedy zadziałają, chroniąc przed poważnymi obrażeniami. Szkoda że oferuje go na razie tylko Mercedes. Większość kierowców nie umie prawidłowo ustawić fotela i zapiąć pasów. Warto się tego nauczyć w szkołach doskonalenia techniki jazdy. Koszt szkolenia – kilkaset złotych. Niestety, nie jest oferowany przez zbyt wielu producentów aut. To kolejny wynalazek, który pilnuje kierowcę i w razie konieczności przejmuje kontrolę nad autem, biorąc sprawy w swoje ręce. W Volvo S60 to standard. W mniejszym lub większym zakresie oferuje go dziś większość producentów samochodów. Najskuteczniejszym i najbardziej rozbudowanym dysponują modele marki Subaru. Jest oznaczony skrótem ISR.
NIEZBĘDNE WARTO MIEĆ DLA WYMAGAJĄCYCH NIEZBĘDNY

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij