Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
2.8

Kupowanie nowego samochodu – salonowe sztuczki

Przychodzisz do salonu po wymarzone auto, a wyjeżdżasz inną wersją, czy innym modelem, niż chciałeś. Rzecz jasna droższym. Podpowiadamy, jak nie dać się omamić sprzedawcom, pozostać przy swoim zdaniu i nie wydać za dużo.

2011-03-14
Salon Aby nie wydać więcej pieniędzy niż planowaliśmy, trzeba dokładnie wiedzieć jaki model i wersję chcemy kupić

Zakup fabrycznie nowego auta to duże przeżycie. Przekraczając próg salonu musimy jednak zdawać sobie sprawę, że prawdopodobnie sprzedawca będzie starał się wycisnąć z nas jak najwięcej pieniędzy i że będzie namawiał na droższy towar. Nie ma się zresztą co dziwić. Sprzeda droższy, dostanie większą prowizję, a i jego szef, właściciel salonu, też więcej zarobi. Oto 10 typowych sytuacji, które mogą spowodować głębszy drenaż naszej kieszeni.

"Chciałem kupić Toyotę Corollę z bogatym wyposażeniem. Sam nie wiem, jak to się stało, ale podpisałem umowę na Toyotę Avensis, droższą o ponad 20 tysięcy złotych od Corolli, o której myślałem. Gdy wróciłem do domu, żona podsumowała, że dałem się nabrać".
Warto pamiętać, że sprzedawca potrafi - jest przecież szkolony w tym kierunku - wyczuć, ile klient może przeznaczyć pieniędzy na nowy model. Skoro w rozmowie przejście od wyższego segmentu (Corolla to kompakt, Avensis - klasa średnia) nie wzbudza naszego protestu, handlowiec będzie małymi kroczkami szedł dalej. Aby uodpornić się na takie sytuacje, trzeba dokładnie wiedzieć, jakiego modelu i jakiej wersji potrzebujemy. I tej swojej wersji się trzymamy. Zawsze należy wyznaczyć granicę wydatków (samochód plus ubezpieczenie), której nie przekroczymy za żadne skarby. Wtedy nie skuszą nas rzeczy, które nie są do szczęścia potrzebne, na przykład alufelgi, skórzana tapicerka, systemy nagłośnienia wnętrza. Podobnie pakiety. Nie wszystkich elementów pakietu pragniemy. Jeżeli interesują nas tylko podgrzewane przednie fotele, nie musimy kupując samochód decydować się od razu na cały pakiet. Może lepiej wybrać tylko te podgrzewane fotele. Uwaga - sprzedawca na 100 procent będzie nas odwodził od takiego zamiaru, argumentując na dwa sposoby. Po pierwsze, że pakiet daje finansowe korzyści, bo kosztuje mniej niż wszystkie jego elementy dobierane osobno. Po drugie, że auto tylko z podgrzewanymi fotelami trzeba zamówić i wyprodukować, a to musi potrwać. Jeżeli to prawda, poczekamy.

"Sprzedawca stwierdził, że takiego Opla Astry, jakiego chcę, z kilkoma konkretnymi dodatkami, nie ma u siebie, ani nie ma go nawet importer. Zaproponował, żebym kupił inną Astrę, ale w cenie wyższej o około pięć tysięcy, z lepszym wyposażeniem i dostępną od ręki".
Lepsze wyposażenie - typu chromowane listwy dookoła okien, nakładki na progi, aluminiowe felgi - wcale nie musi nas interesować. My będziemy jeździli tym autem, a nie osoba zatrudniona w salonie. generalnie, nie ma pośpiechu. Przy obecnej sytuacji na rynku, dealerowi bardziej zależy na sprzedaży, niż nam na kupnie. Można podpowiedzieć sprzedawcy, żeby sprawdził, czy inni dealerzy Opla nie mają egzemplarza, jakiego chcemy. Transakcje z pomocą innego salonu to nic niezwykłego, dealerzy współpracują ze sobą. Gdy poszukiwania nie przyniosą rezultatu, zamówmy samochód, o jaki dokładnie nam chodzi. Poczekajmy te trzy miesiące, aż zostanie wyprodukowany i dostarczony do dealera. Będzie taki, jak chcemy.

 

"Sprzedawca uparcie podawał ostateczną cenę auta, ale bez rozbicia jej na cenę bazową, poszczególne opcje i upust. Złożyłem zamówienie, wpłaciłem zadatek, a dopiero potem zorientowałem się, że ostateczna cena zawiera mały upust, stanowczo mniejszy niż obiecywany w reklamach".
Mniejszy upust niż w reklamach bierze się stąd, że albo dealer po prostu zarobił na nas, albo - częściej - do kwoty upustu (korzyści) nakazanego przez importera były wliczane takie rzeczy, jak zimowe opony, czy pakiet ubezpieczeń. Cóż, trzeba zawsze prosić sprzedawcę o wydruk dokładnej kalkulacji. Mazanie długopisem po cenniku nas nie interesuje, musimy mieć wydruk dotyczący naszego (ewentualnego) przyszłego auta.

"Kierownik salonu oznajmił, że większego upustu nie da, bo i tak sprzedaje auto po kosztach. Nie chce mi się wierzyć, że nic nie będzie miał z naszej transakcji".
My również nie wierzymy. Wszak celem działalności gospodarczej - przykładowo, salonu z autoryzowanym serwisem - jest zysk. Kinga Lisowska, rzecznik importera Mitsubishi ujmuje to tak: - Każdy dealer jest niezależnym przedsiębiorcą i samodzielnie kształtuje politykę swojej firmy. Importer podaje jedynie sugerowaną cenę danego produktu. Ta cena nie może być wyższa w salonie, niż podawana przez nas. Firma, która sprzedaje nie czerpiąc z tego zysku jest skazana na rynkową porażkę, a jej prezes działa na niekorzyść firmy.

"Podczas negocjacji dealer zamiast obniżki ceny zaproponował zimowe opony i bagażnik dachowy. Brać?"
Należy zastanowić się i wszystko przeliczyć, przede wszystkim porównać z upustem. Zimówki - trzeba zapytać, jaki to rozmiar, jaka marka i model opony, ile będzie kosztował montaż z wyważeniem. Może okazać się, że w pobliskim serwisie ogumienia za opony z montażem i wyważeniem zostawimy kilkaset złotych mniej. Ale może zdarzyć się i tak, że oferta dealera rzeczywiście będzie korzystna. Bagażnik - podobna sprawa; sprawdźmy, ile kosztuje gdzie indziej. A jeżeli nie planujemy wyjazdów objuczeni niczym wielbłądy, dachowy boks może nigdy się nie przydać. Będzie tylko zabierał miejsce w garażu albo piwnicy. Bo wożenie go na dachu to czysta strata na paliwie. Jeszcze jedno - dealer zestawia upust z detaliczną ceną opon, akcesoriów itd., a przecież jego te rzeczy kosztowały znacznie mniej. Procentowo zarabia na nich więcej niż na samochodach.

"Umówiłem się w salonie, że dołożą do auta, za darmo, dywaniki. Okazało się, że dywaniki były, ale tak lichej jakości, że sam bym ich nigdy nie kupił. Czuję się oszukany".
Podmianki to zjawisko z czarnej listy zachowań sprzedawców. Często dotyczą właśnie drobnych akcesoriów. Zadowoleni z negocjacji nie otrzymujemy oryginalnych, lecz niewiele warte dywaniki z supermarketu. Jak temu zapobiegać? Spisać wszystkie obietnice sprzedawcy na druku zamówienia auta. Jak pojawi się pozycja "dywaniki", trzeba uściślić, czy mają być oryginalne, sygnowane przez daną markę samochodów, czy jakieś inne. Bądźmy przy tym sympatyczni, ale konsekwentni.

"Na chwilę przed odbiorem auta okazało się, że muszę dopłacić prawie dwa tysiące złotych, bo dealer bez porozumienia ze mną zamontował bardziej rozbudowany zestaw grający i droższe aluminiowe felgi. Uważam, że postąpił nieuczciwie. Kazałem zmienić radio i obręcze, na takie jakie zamawiałem. Dobrze zrobiłem?"
Nawet bardzo dobrze. Niestety, takie triki rodem z kiepskich komisów stosuje się również "na salonach". Tuż przed wręczeniem kluczyków okazuje się, że niby należy się mała dopłata. Na szczęście, przy nowych autach nie jest to nagminne; niemniej jednak, zawsze spisujmy wszystkie ustalenia. I egzekwujmy ich realizację.

"Sprawdzałem w Internecie, ile trzeba wydać na kilka interesujących mnie modeli. Potem, w kilku salonach okazało się, że realne ceny są jednak wyższe, bo praktycznie każde auto ma co najmniej lakier metalik, często lepsze radio".
Internet jest doskonałym źródłem informacji, ale nie polegajmy na nim bezgranicznie. Niektóre cenniki zaczynają się od atrakcyjnie niskich wartości, ale auta w bazowych wersjach (np. Seat Leon E1N) to prawdziwa rzadkość w realnym świecie. Poza tym Internet daje wrażenie łatwości wynegocjowania sobie dobrej ceny. Aby naprawdę uzyskać dobrą cenę, powinniśmy pofatygować się osobiście. Tylko wtedy dostaniemy całościowe informacje o dopłatach, a także o możliwych rabatach. Wiele stron internetowych poszczególnych marek zawiera adnotacje typu: "odwiedź najbliższego dealera i dowiedz się więcej". W wielu markach panuje zasada, że drogą e-mailową możemy otrzymać co najwyżej oficjalny cennik. Ewentualne internetowe negocjacje mogą być więc iluzją, tym bardziej że często handlowcy lekceważą zapytania klientów i nie odpisują na maile.

"W moim rocznym Mitsubishi o przebiegu 15 tys. kilometrów uległ uszkodzeniu pasek napędzający klimatyzację. Ku mojemu zdziwieniu, w autoryzowanym serwisie wyjaśnili mi, że gwarancja nie dotyczy tego paska. A gdy kupowałem samochód, byłem taki szczęśliwy z trzyletniej gwarancji, rzekomo na całe auto".
Powinniśmy dokładnie przyjrzeć się warunkom gwarancji na samochód. Przede wszystkim - jakie są wyłączenia, czyli co nie podlega gwarancji, tak jak ów pasek od klimatyzacji. Umiejętność wytłumaczenia szczegółów przez sprzedawcę często okazuje się niewystarczająca. Do karygodnych zachowań należy przemilczenie rzeczywistych ograniczeń gwarancji. Wynegocjowana przez nas cena może zostać potem zniwelowana przez niespodziewane koszty napraw i wymian.

"Kiedy odbierałem nowego Volkswagena, nawet do głowy mi nie przyszło, że samochód mógł być już uszkodzony, podobno w transporcie. Myślałem naiwnie, że wszystkie auta stojące u dealera są "spod igły". Sprawa wyszła na jaw po trzech latach, po drobnej stłuczce. I jak tu ufać dealerowi?"
Niestety, klient z miernikiem lakieru - badający, czy jego samochód nie został uszkodzony - jest coraz częstszym widokiem w momencie odbioru samochodu. Zdarzały się uszkodzenia aut podczas transportu i ukrywanie tego przed nabywcą. Fakt ten może wyjść na jaw dopiero w chwili odsprzedaży samochodu. Znany jest nam przypadek, że klient został o tym poinformowany przez dział samochodów używanych u tego samego dealera! Obecnie w większości wypadków sprzedawcy informują nas o takich uszkodzeniach i proponują rekompensatę, zwykle w postaci obniżki ceny.

Tekst Jacek Dobkowski,
zdjęcia Prodakszyn/Shutterstock
amis 2/2011

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Marże dealerów to nie jakiś kosmiczny procent. Jak poczyta się więcej to różnych ciekawych rzeczy można się dowiedzieć.Salony zarabiają głównie na serwisie, czy to gwarancyjnym, czy powypadkowym, czy ogólnie na usługach.Do salonów. W zeszłym roku Auto Świat (wraz Centrum Badań Marketingowych „Test”,) zrobił siódmą edycję Wielkiego Testu Salonów. Na czele Toyota, Ford i Volkswagen - tutaj najlepsza obsługa. Potem skok w dół i Skoda, kolejny skok w dół i Honda.
    ~bosman, 2011-03-22 20:51:45
  • avatar
    zgłoś
    Przychodzisz do salonu po wymarzone auto, a wyjeżdżasz inną wersją, czy innym modelem, niż chciałeś. Rzecz jasna droższym. Podpowiadamy, jak nie dać się omamić sprzedawcom, pozostać przy swoim zdaniu i nie wydać za dużo.
    auto motor i sport, 2011-03-14 10:52:58
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij