Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Kupowanie używanego auta – stan malinowy

Samochód używany, nieźle prezentujący się na pierwszy rzut oka, może być bliski technicznej śmierci. Wystarczy sprawdzić go u dobrego majstra, na stacji kontroli pojazdów, czy w autoryzowanym serwisie. I wiele rzeczy powinno się wyjaśnić.

2011-03-15
jeżeli właściciel auta bądź komis odmawiają kontroli w serwisie,  zapomnij o tym egzemplarzu, na pewno coś nie gra

 

Czasem nawet nie trzeba sprawdzać. Jeżeli właściciel auta bądź pracownik komisu odmówi wyjazdu do mechanika czy serwisu, albo będzie robił wszystko, żeby do tego nie doszło, sprawa wygląda na oczywistą. Z autem coś jest nie tak. Doświadczony mechanik, którego darzymy zaufaniem, wiele usterek wychwyci bez większego wysiłku. Przejedzie się, dokładnie obejrzy auto z wierzchu i od spodu. Zajrzy pod maty w bagażniku, czy nie ma rdzy (powodzie zdarzają się na świecie), czy śruby mocujące drzwi nie noszą śladów odkręcania (normalnie nikt ich nie rusza), zlokalizuje ewentualne wycieki olejów i innych płynów, sprawdzi miernikiem grubość lakieru.

Jeżeli potrzebujesz dokładniejszej inspekcji, udaj się na stację kontroli pojazdów (SKP) na badanie techniczne, zwane też niekiedy przeglądem rejestracyjnym. SKP podstawowa czy okręgowa, bez różnicy, każda przyjmie osobowe auto. Termin następnego badania, wbity do dowodu rejestracyjnego, nie jest istotny i na pewno nie może być argumentem, że "przecież nie ma co sprawdzać, bo przegląd ważny". Rzecz jasna chodzi o solidny przegląd wykonany przez diagnostę, zgodnie z procedurami. Auto przejdzie więc ścieżkę diagnostyczną, zostaną zbadane takie rzeczy, jak hamulce, zawieszenie, skład spalin. I to za stosunkowo niewielką, urzędową opłatą 98 zł w przypadku samochodu osobowego. Ceny w każdej stacji kontroli pojazdów w kraju są i muszą być identyczne.

Trzecia metoda, przegląd w autoryzowanej stacji obsługi (ASO) jest najdroższa, trzeba wydać od 200 zł do 700 zł, w zależności od marki pojazdu, miasta i dealera. W czym autoryzowany serwis jest lepszy od stacji kontroli? Serwisanci mają wiedzę o usterkach typowych dla danego modelu, wersji silnikowej czy nadwoziowej. Dysponują specjalistycznymi narzędziami. Wiele informacji przyniesie podłączenie do gniazdka diagnostycznego komputera, przystosowanego do danej marki i modelu. Pracownicy serwisu mogą zweryfikować przebieg. W wypadku aut niektórych marek, jak np. BMW, wystarczy włożyć kluczyk zapłonu do czytnika. Ci co "tuningują" liczniki nie zawsze wiedzą, w ilu elektronicznych pamięciach w samochodzie jest odnotowywany przebieg. Więc jeżeli nawet zmienili dane w kluczyku, nie znaczy to, że dobrali się do wszystkich "skrytek" z zapisanymi kilometrami. Dzięki temu właśnie, zadowolony właściciel BMW serii 5, kupionego przed tygodniem, dowiedział się w ASO, że jego nowy nabytek przebył nie 160 tys. km (tyle widniało na liczniku), ale ponad 400 tys. km.

W przypadku używanych aut kosztujących ponad 20 tys. zł, czasem grubo ponad, sprawdzanie przed transakcją staje się coraz częstsze. I bardzo dobrze! Krzysztof Gerszewski z renomowanego warszawskiego komisu twierdzi, że osiem na dziesięć takich aut jest przeglądanych przed zakupem, zazwyczaj w ASO. Przegląd przeglądem, ale i tak na kilka spraw warto uczulić.

Profesjonalne zabiegi
- Należy odróżnić "picowanie" od profesjonalnego przygotowania auta do sprzedaży. To zupełnie co innego - chodzi o wyeksponowanie samochodu, o zaprezentowanie jego dobrych stron, bez pospiesznego usuwania wad. Dlatego uszkodzenia parkingowe (drobne wgniecenia, lekkie zarysowania), które są wręcz naturalne po kilkuletniej eksploatacji, nie zawsze są usuwane. Czasem celowo pozostawiane, aby klient widział, w jakim stanie auto było. Jeżeli ktoś często korzystał z automatycznych myjni, lakier będzie zmatowiały. Uważam, że lepiej zamówić specjalistyczne polerowanie, niż sprzedawać drogi wóz, za 100 czy 200 tys. zł, ze zniszczonym lakierem. Przygotowując auto do sprzedaży nie myje się silnika, gdyż mogłoby zaszkodzić to elektronice. Odświeża się natomiast plastikowe elementy w komorze silnika. Czyszczenie wnętrza, usuwanie plam to normalna moim zdaniem sprawa, nie mająca nic wspólnego z wprowadzaniem nabywcy w błąd.
Krzysztof Gerszewski,
Miasteczko Samochodowe Okęcie w Warszawie

Pobożny staruszek
Przekręcone liczniki przebiegu, sfałszowane książki serwisowe, szpachlowane elementy karoserii, silniki wymyte, aby nie było widać wycieków - nie jesteś wcale skazany na takie używane samochody. Jeżeli wierzysz, że Volkswagenem, Oplem, czy Fordem z silnikiem Diesla, sprowadzonym przez handlarza z Zachodu, jeździł dziadek w niedzielę do kościoła, a jedyne uszkodzenie to bok lekko porysowany na parkingu, jesteś po prostu łatwowierny. Czasami tłumaczenia są jak dla blondynki z dowcipów. Zniszczona skóra na kierownicy Fiata Punto II nie jest wynikiem dużego przebiegu, ale tego, że kierowcy ręce się pociły albo że zaszkodził jej freon z klimatyzacji. Tylko że akurat to konkretne auto nie miało klimatyzacji...

Salonowe - tak ale...
Rozejrzyj się przede wszystkim za autami - dotyczy to każdej marki - z polskich salonów, z przeglądami w ASO. Ale i w ich przypadku musisz być czujny. Zdarza się, choć rzadko, że dealer odbudowuje auto po poważnej kraksie i, co gorsza, wystawia je do sprzedaży jako bezwypadkowe. "Salonowe" nie znaczy więc automatycznie bardzo dobre. Jeżeli takie jest, auto znajduje nabywcę szybko, nawet już po dwóch-trzech tygodniach. Ceny oczywiście będą wyższe, około 10 procent albo i więcej (patrz tabela), ale warto tyle "przepłacić" za - nomen omen - cenę spokojnej, w miarę bezproblemowej eksploatacji kilkuletniego samochodu. Szukaj cierpliwie i sprawdzaj, aż trafisz na porządny egzemplarz.

Pieczątki a przeglądy
Książki przeglądów z lipnymi wpisami z zachodnich serwisów to, niestety, codzienność. Trzeba sporej orientacji i obycia z tymi drukami, żeby wykryć oszustwo. Ale i książki serwisowe z polskich ASO mogą wprowadzić w błąd. Sposób jest banalny - pieczątkami dokumentuje się co drugi przegląd, a przed sprzedażą odpowiednio "koryguje się" licznik. Tak więc auto ma w kołach oficjalnie, powiedzmy 120 tysięcy kilometrów, w rzeczywistości dwa razy tyle. Takie szachrajstwa dotyczą przeważnie służbowych samochodów użytkowanych we flotach i odbywają się przy współdziałaniu pracowników ASO.

Nie wierz oczom
Pewien mieszkaniec Warszawy pojechał do Wrocławia, bo znalazł w Internecie taki sam samochód, jak w stolicy, tyle że pięć tysięcy złotych tańszy i w stanie "malinowym" - niektórzy handlarze uwielbiają takie określenia. Fotografie na stronie komisu były zachęcające. Na miejscu warszawiak przeżył przykre rozczarowanie, bo model się zgadzał, ale felgi nie te, tapicerka nie taka, jak na zdjęciach i w ogóle kondycja "maliny" pozostawiała sporo do życzenia. Stracił cały boży dzień, humor i pieniądze na paliwo.

Inny przykład to auta w "politurze", czyli tak wysmarowane różnymi środkami czyszczącymi, że wręcz całe się błyszczą, łącznie z oponami. Wyglądają nienaturalnie, nie widać na nich żadnych śladów po kałużach, czy piasku z pobocza. Wniosek - taki egzemplarz prawdopodobnie nie jeździ, jest tylko przywożony na kolejne giełdy.

A giełd w ogóle unikaj, raczej nie znajdziesz tam niczego ciekawego. Chyba że na przykład interesują cię "picowane" auta z wymienioną ćwiartką, czyli dosłownie jedną czwartą karoserii, po wycięciu jej zmiażdżonej części. Albo z progami wypełnionymi gazetami i szmatami pokrytymi szpachlą lub żywicą, bo to kosztuje mniej niż wymiana progu. Takie wehikuły spotkasz także w niejednym komisie, ale na giełdzie zawsze.

Tekst Jacek Dobkowski
amis 2/2011

Wierzyć, ale sprawdzać
- Czy wierzyć w to, co podaje sprzedający? Owszem, wierzyć, lecz sprawdzić wszystko, co będzie możliwe. Polecam przegląd przedsprzedażny każdego używanego auta, niezależnie od źródła jego pochodzenia, w autoryzowanej stacji obsługi (ASO) danej marki. W stacji wybranej przez kupującego - to ważne. Można umówić się w ten sposób, że jeżeli stan techniczny okaże się taki, jak zapewniał sprzedający, my płacimy za sprawdzenie. Gdy wyjdzie coś negatywnego, co w istotny sposób wpływa na stan techniczny, rachunek obciąży dotychczasowego właściciela. Uważam, że to uczciwe stawianie sprawy. A jeśli sprzedający odmawia wyjazdu do ASO, lepiej dać sobie spokój z tą ofertą. Ktoś, kto jest pewny swego auta, pojedzie do ASO. W autoryzowanych stacjach popularnych marek koszt przeglądu waha się od 200 zł do 500 zł. Nie jest to duży wydatek. W porównaniu z tym, co może czekać nas później - po kupieniu samochodu z licznymi, ukrytymi wadami - to zerowe koszty.
Piotr Włodarczyk,
EurotaxGlass's Polska

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    nie spodziewałem się że wchodzimy w aż tak mroczne rejony ;)
    korkss, 2013-02-28 23:30:29
  • avatar
    zgłoś
    korkss, można ale pamiętaj że to co dla siły fachowej jest rutyną, dla Ciebie (czy dla mnie) może być szczytem możliwości. Jeżeli ktoś napisze dobry poradnik dla laika o kupowaniu używanego samochodu wyczerpujący zagadnienie, to w tym kraju ma wyrok... (i to nie jeden) ;)
    eri, 2013-02-28 21:12:31
  • avatar
    zgłoś
    czy w jakiś sposób można zebrać rady pozwalające poradzić sobie w najważniejszych przynajmniej sprawach bez udziału mechanika?
    korkss, 2013-02-28 19:20:44
  • avatar
    zgłoś
    Dokładnie, zgadzam się, kupowanie w ciemno niczym dobrym nie może się skończyć, jest mała szansa, że bez sprawdzania trafisz na dobre auto. Najlepszym rozwiązaniem jest sprawdzenie u mechanika, bo bardzo można tego żałować.
    janek57, 2012-10-27 09:31:40
  • avatar
    zgłoś
    Gdy ponad rok temu postanowiłem zmienić samochód przez trzy miesiące obejrzałem ponad 30 aut z ogłoszeń. Przeszło 20 było poważnie zrytych, ale w ogłoszeniach oczywiście nówka blaszka W końcu kupiłem auto, które znałem i widziałem od kilku lat, a jego historia nie była dla mnie zagadką. Taka rzecz oczywiście nie zdarza się często, ale na jej rzecz warto czasem zweryfikować swoje plany zakupowe. Ja musiałem "tylko" przekonać się do marki, bo reszta była zgodna z założeniami
    eri, 2012-08-30 19:45:12
  • avatar
    zgłoś
    Ja kilkukrotnie kupowałem auta używane. Jak jest piękne z zewnątrz, to zazwyczaj okazuje się, że pod maską coś nie gra, albo połowa części mechanicznych nie nadaje się do niczego. Za każdym razem biorę auto przed zakupem na warsztat i robię przegląd, a do tego zawsze zabieram zaprzyjaźnionego mechanika, żeby obejrzał co i jak.
    Freak73, 2012-08-29 22:08:54
  • avatar
    zgłoś
    'WiktorKandilaptis' napisał(-a):Prawda, swego czasu dobry znajomy popełnił ten błąd i nie sprawdził dokładnie u mechanika i ...... Masakra!! Oś tylna, zawieszenie przód, przewody gazowe, rozrząd, hamulce- klocki, tarcze...... to tylko niektóre "większe" żeczy które musiał robić przy samochodzie... Teraz już uważa jak coś kupuje 10 razy się zastanawia, zanim kupi !to prawda z używanymi trzeba uważać na każdy szczegół
    mejcu25, 2012-08-06 17:53:58
  • avatar
    zgłoś
    Prawda, swego czasu dobry znajomy popełnił ten błąd i nie sprawdził dokładnie u mechanika i ...... Masakra!! Oś tylna, zawieszenie przód, przewody gazowe, rozrząd, hamulce- klocki, tarcze...... to tylko niektóre "większe" żeczy które musiał robić przy samochodzie... Teraz już uważa jak coś kupuje 10 razy się zastanawia, zanim kupi !
    WiktorKandilaptis, 2012-04-06 09:59:17
  • avatar
    zgłoś
    Samochód używany, nieźle prezentujący się na pierwszy rzut oka, może być bliski technicznej śmierci. Wystarczy sprawdzić go u dobrego majstra, na stacji kontroli pojazdów, czy w autoryzowanym serwisie. I wiele rzeczy powinno się wyjaśnić.
    auto motor i sport, 2011-03-15 09:58:39
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij