Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
2.9

Najlepsze zabezpieczenia przed kradzieżą

Dzień jak co dzień – idziesz do zaparkowanego samochodu a tam… pustka albo inne auto. Taka niemiła niespodzianka czeka rocznie 16 tysięcy rodaków. Witamy w świecie złodziei samochodów.  

Michał Hutyra, Szymon Piaskowski 2014-11-05
Kradzież Golfa

Kilkanaście lat temu Polska była dla złodziei samochodów jak eldorado. Jeszcze w 2000 roku zginęło u nas aż 63 695 aut, a do właścicieli wróciło tylko niecałe 9% z nich. 13 lat później sytuacja jest na szczęście inna. 2013 rok był pierwszym, w którym liczba skradzionych aut nie przekroczyła 16 tysięcy. To między innymi zasługa specjalnych zespołów w komendach wojewódzkich policji, zajmujących się zwalczaniem tego rodzaju przestępczości. Zespoły te skupiły swoje działania na zorganizowanych grupach złodziei i paserów.

Wzrosła też skuteczność policji, która w zeszłym roku odnalazła 23% skradzionych samochodów. Odkładając jednak procenty na bok i patrząc na gołe liczby, w 2000 roku policjanci znaleźli więcej aut niż w roku 2013 – 5600 kontra 3600 w roku ubiegłym.

Złodziej-paser-sprzedawca
Scenariusz przeważnie jest ten sam, mówi policjant operacyjny z wydziału jednej z komend wojewódzkich, która zwalcza przestępczość samochodową.

Złodziej lub szajka złodziei dostaje zlecenie od pasera na konkretny model samochodu – liczy się jego rok produkcji, silnik, wyposażenie i kolor. Paser zleci rozkręcenie Twojego auta, co trwa dwie, dwie i pół godziny. I to na części pierwsze, do ostatniej śrubki. Każda część ma dla niego wartość, bo każdą będzie mógł potem upłynnić. Najczęściej na giełdach lub w zaprzyjaźnionych warsztatach, które oferują części po zadziwiająco niskich cenach. Rzadziej sprzedawane są na portalach aukcyjnych, które na bieżąco monitorują nie tylko policjanci, ale i sami poszkodowani.

Co miasto to obyczaj
Warszawa, Wrocław, Poznań – w każdym z tych miast złodzieje kradną inne samochody.

W stolicy w dziesiątce najchętniej kradzionych aut jest tylko jeden Volkswagen. Reszta to „japończyki”. Najwyżej na liście stoi Toyota Corolla, potem Hondy Civic, Accord, CR-V. Jest jeszcze Mitsubishi i Mazda. Skąd ta popularność? Otóż części do aut japońskich są przeważnie droższe niż do aut z Europy. Jak mówią policjanci z wydziałów do walki z przestępczością samochodową również we Wrocławiu i Poznaniu złodzieje mają swoje ulubione marki – na Dolnym Śląsku najczęściej giną auta niemieckie (głównie VW i Audi), a w Wielkopolsce samochody francuskie. W ostatnich latach można też zauważyć wzrost wartości kradzionych aut. Jeszcze dwa lata temu w pierwszej dziesiątce najchętniej kradzionych można było znaleźć Fiata Cinquecento.

 

03:00 – 04:00 to ulubiona pora złodziei samochodów.

Oczywiście paser nie wychyla się poza swoją dziuplę (czyli miejsce zwane w środowisku „demontownią”, na giełdę wysyła przeważnie ludzi nieświadomych skąd pochodzą części, które sprzedają. Tym trudniej dostać się policjantom do paserów, jeszcze trudniej – do złodziei. Między nimi istnieje też często zmowa milczenia – żadna ze stron w razie „rympału” (wpadki) nie jest skora do sypania drugiej. Te dwie grupy stanowią swego rodzaju rodzinę, mówi policjant, mają do siebie numery telefonów, wiedzą kto aktualnie jest na wolności, a kto na przymusowych „wakacjach w sanatorium”. Paserzy wiedzą też, która szajka będzie najlepsza do podprowadzenia konkretnego samochodu.

„Specjalizacja złodziei w kradzieży konkretnych marek i modeli to jednak mit” – mówi policjant, który przestępczością samochodową zajmuje się od 17 lat – „Tak naprawdę dobry złodziej jest w stanie ukraść auto, na które jest zapotrzebowanie. Czy to stary Golf czy nowy Bentley, nie ma to dla niego większego znaczenia”. Przekonaliśmy się o tym zresztą na własnej skórze, kiedy kilka lat temu z podziemnego parkingu zniknął biały Bentley Continental GT, który przyjechał do nas na testy. Złodziej za dnia obserwował auto, a w nocy pokonał garażową bramę i zabezpieczenia. Na szczęście po kilku tygodniach udało się Bentleya odnaleźć w całości.

Większość kradzionych aut jest rozkręcanych, ale złodzieje używają ich też do legalizacji metodą „na wraka” lub „na dubla”. W pierwszym przypadku skradzione auto dostaje nową tożsamość – najczęściej wcześniej kupionego wraku. W drugim przypadku – innego, legalnie zarejestrowanego auta, które jeździ już po Polsce.

Zadziwiająco popularnym procederem (szacunki mówią nawet o 20-30% kradzieży) są też próby wyłudzenia odszkodowania z ubezpieczenia. Szczególnie popularne są wśród właścicieli komisów, którzy nie mogą pozbyć się aut z placu, lub leasingobiorców, którzy nie są w stanie zarobić na spłatę rat.

Parkingi podziemne – raj dla złodziei
Dostanie się na zamknięty parking podziemny to dla przestępców żaden problem. „Przeważnie pokonują zabezpieczenia drzwi do klatki schodowej (tani i łatwy do sforsowania zamek) i przez nią wchodzą na poziom minus 1” – mówi policjant z wydziału do walki z przestępczością samochodową. „Podziemne garaże zapewniają złodziejom prawie stuprocentową anonimowość. Wchodzą do nich zazwyczaj wcześnie rano, kiedy mieszkańcy śpią smacznie kilka pięter wyżej. Złodzieje mają wtedy dużo czasu, żeby zbadać teren i wybrać łup.

Do garażu potrafią wpaść nawet w czterech, dwóch stoi na czatach, dwóch wybiera i kradnie auta” – mówi „operacyjniak”. Potem przyciskiem awaryjnym otwierają bramę i... droga wolna. Ulubione parkingi złodziei to te na osiedlach w pobliżu dróg wylotowych – oko kamer monitoringu ma wtedy szansę ominąć ich podróż z miejsca kradzieży do dziupli lub tymczasowego postoju. Kamery osiedlowe to nie jest jednak duży straszak. Wystarczy, że przestępca ubierze się na czarno, a na głowę założy czapkę z daszkiem i zarzuci kaptur. Zdarza się, że złodzieje zostawiają auto na innym parkingu i obserwują je przez kilka dni. Może się przecież okazać, że samochód był pułapką policji albo właściciel zamontował w nim zmyślny monitoring.

Wejście do auta – jak po swoje
Niestety, nie mamy dobrych wiadomości. Jeśli złodziej ma upatrzone konkretne auto, to dobranie się do niego zajmie mu maksymalnie kilkadziesiąt sekund. „Otwarcie auta i odpalenie silnika to dla wyspecjalizowanych złodziei pestka, oczywiście jeśli auto nie jest zabezpieczone czymś więcej niż alarmem i fabrycznym immobilizerem” – mówi Marcin Choły monter zabezpieczeń i właściciel serwisu z Wrocławia. Potwierdza to policjant – „Dobry złodziej otworzy auto tak naturalnie, jakby robił to jego właściciel. Nie zajmie mu to zresztą więcej czasu”.

6 złodziejskich metod
Jedna z nich – wywabienie kierowcy z auta. Dlatego zawsze przed wyjściem zgaś silnik i weź kluczyki ze sobą.
Otwierakiem lub sztosem
Sprzęt służący do wyłamywania zamków (sztos) zyskał za granicą nazwę „polskiego klucza”. To nic innego jak wyprofilowany grot, który niszczy mechanizm zamka. Po takiej akcji zamek nadaje się oczywiście do wymiany, ale złodzieje wliczają to w koszty.
„Dziabiągiem” lub „Slim-Jimem
Złodzieje przyssawką odciągają ramę drzwi, następnie pompują np. piłeczkę, żeby powiększyć otwór, w który wsadzają przewód z pętelką lub cienką blaszkę z końcówkami do odblokowywania zamków lub klamek.
Na butelkę
W nadkole złodzieje wkładają plastikową butelkę z wodą gazowaną. Przy ruszaniu butelka pęka i robi hałas, a kierowca wybiega sprawdzić, co się stało. Finału tej metody nie trzeba się domyślać.
Przy sprzedaży
Niby-klient chce sprawdzić czy drugi komplet kluczyków działa. Zapamiętuje przy tym jego wygląd. Na drugi dzień przychodzi kolejny podstawiony klient, który niepostrzeżenie zamienia drugi komplet na fałszywkę.
Kradzież kluczyków
W restauracjach, na ulicy czy w supermarkecie – okazji do podprowadzenia kluczyków jest wiele. Dlatego ważne, żeby trzymać je zawsze w zapiętych, najlepiej wewnętrznych kieszeniach ubrania.
Na śpiocha
Jedna z bardziej bezczelnych metod – kradzież kluczyków w nocy z domu podczas snu właścicieli i wyjazd autem z garażu.

 

Jak to robią? Złodziej podchodzi do auta i specjalnym otwierakiem lub kluczem typu goso (te urządzenia są dostępne w internecie) wyłamuje zamek (z zewnątrz wygląda jakby otwierał go kluczykiem). Kiedy jest w środku, podpina się pod stację OBD, dzięki której uruchamia silnik.

Całość trwa mniej więcej tyle czasu, ile Tobie zajmuje zajęcie miejsca za kółkiem i zapięcie pasów. Każdy dodatkowy rodzaj zabezpieczenia to dla złodzieja kolejne sekundy, które będzie musiał poświęcić na jego unieszkodliwienie. Jak mówi policjant operacyjny – „Prosta blokada pedałów czy skrzyni biegów może okazać się skuteczna, bo złodziej nie będzie poświęcał czasu na ich odpiłowywanie. W takich wypadkach profesjonalni złodzieje raczej odstąpią od kradzieży i będą czekać na inną okazję, czyli takie samo auto, ale bez zabezpieczeń”.

Jeśli złodziej ma „szybkie” zlecenie na konkretny model samochodu, proste zabezpieczenie mechaniczne nie będzie przeszkodą i nie zadziała jako straszak. Złodzieje nie przebierają w środkach i żeby osiągnąć swój cel, nie cofną się nawet przed pewną formą wandalizmu. Jeśli będzie tego wymagać sytuacja, połamią plastikowe elementy wykończenia kabiny, przetną koło kierownicy albo wygną dźwignię zmiany biegów.

Wszystko po to, by móc jak najszybciej odjechać z miejsca przestępstwa. W takich sytuacjach złodziej ma jednak świadomość, że zarobi mniej, bo uszkodzony pojazd będzie dla pasera mniej wartościowy. Każdy złodziej daje sobie konkretny czas na otwarcie auta i ucieczkę. Jeśli ze względu na okoliczności ten czas zostanie przekroczony, przestępca odpuszcza. Najważniejsza dla niego nie jest kradzież samochodu, ale pozostanie niezauważonym.

Nie tylko całe samochody
„Kradzieże radia odchodzą w przeszłość. W czasach kiedy nowe radio w supermarkecie kosztuje 200 zł to się po prostu nie opłaca”– mówi policjant. Ale pomysłowość złodziei kradnących części jest nieograniczona.

Ostatnio hitem stały się katalizatory samochodowe, jak wyjaśnia Rafał Pyszny ze sklepu webautoservice.pl specjalizującego się w sprzedaży tłumików i układów wydechowych – „Katalizatory zbudowane są z metali szlachetnych, w tym platyny, palladium i rodu.

Szacuje się, że minimalna wartość metali zawartych w katalizatorze sięga około 200 zł. Straty ponoszone przez poszkodowanego właściciela wynoszą zazwyczaj co najmniej kilkaset złotych”. Na kradzież najchętniej wybierane są auta wysoko zawieszone (SUV-y, auta dostawcze), gdyż dostęp do podwozia jest w nich łatwiejszy. Złodzieje kradną też filtry cząstek stałych (DPF), koła, wycieraczki, wkłady lusterek i reflektory, głównie do drogich aut. W Holandii swego czasu dużą popularnością cieszyły się przednie światła z Porsche Cayenne i Panamery – ponoć świetnie nadające się, dzięki temu, że wyróżniają się niskim poborem energii, do domowej uprawy… konopi indyjskich. Łupem złodziei padają też reflektory z BMW X5 i X6 – żeby je zdobyć, przestępcy wycinają kawałek błotnika. Straty w tych przypadkach wynoszą ok. 20 000 zł.

Popularne wśród amatorów cudzej własności są też wkłady lusterek do BMW. Sami się zresztą ostatnio o tym przekonaliśmy, gdy z testowanego przez nas modelu i3 zniknęły oba „szkła”. Zdziwieni popytem na części do nowego i rzadkiego u nas auta dowiedzieliśmy się w serwisie, że wkłady z i3 pasują również do innych modeli BMW.

Przeszczepianie części to jeden z powodów, dla którego w pierwszej piątce najchętniej kradzionych aut są samochody z jednego koncernu. Nie dość, że popyt na części do nich jest u nas wysoki, to jeszcze podzespoły np. z Volkswagena Golfa można sprzedać jako części do wielu innych modeli, np. Skody Octavii, Seata Leona czy nawet Audi TT. W dodatku otwarcie tych aut wymaga podobnych narzędzi, więc koszt „inwestycji” włamywacza spada.

7 patentów na ochronę przed kradzieżą
Blokada skrzyni biegów lub pedałów
Skuteczna, bo może odstraszyć złodzieja zanim ten zdoła dostać się do kabiny. Często włamywacze widząc takie blokady rezygnują z kradzieży samochodu. Usuwanie stalowych trzpieni, które uniemożliwiają zmianę przełożenia, trwa przynajmniej kilka minut i nie należy do najcichszych czynności. Koszt blokady to około 500 zł wraz z montażem.  
Alarm
Większość fabrycznych alarmów ma tę wadę, że w razie odryglowania zamków wyłącza się. Zakładając alarm w serwisie warto zapytać sprzedawcę o taki, który za każdym razem emituje inny kod. Utrudni to życie złodziejom, którzy specjalnymi urządzeniami potrafią zapisywać kody i wykorzystywać je do programowania własnych kluczyków. Ceny alarmów wahają się od 200 do nawet 1000 zł.  
Znakowanie części
W Polsce fabryczne znakowanie mają trzy marki: Jaguar, Land Rover i Subaru. Jako że większość aut kradnie się na części, znakowanie elementów samochodu powoduje, że stają się one „śliskim towarem”, który trudno sprzedać. Cena znakowania (czyli nanoszenia na części poliestrowych cząsteczek widocznych tylko w świetle promieni UV) wynosi około 700 zł.  
Wyłącznik zapłonu lub pompy paliwa
O jego istnieniu i umiejscowieniu powinni wiedzieć tylko użytkownicy samochodu. Ważne też, żeby jego włączanie i wyłączanie nie wymuszało nienaturalnych ruchów ciała, np. schylania się pod kolumnę kierownicy. To, gdzie jest umieszczony włącznik i jak się go dezaktywuje należy skonsultować ze specjalistą podczas montażu. Koszt takiego rozwiązania to tylko 150 zł.
Wyłącznik OBD lub fałszywe OBD
Dzięki temu zabezpieczeniu złodziej nie będzie w stanie połączyć się ze złączem diagnostycznym OBD, co uniemożliwi mu wyłączenie immobilizera. Koszt mniej więcej taki, jak w przypadku wyłącznika zapłonu – około 150 zł.
Lokalizowanie przez GPS /GSM
Namierzanie GPS nie jest dla złodziei wielką przeszkodą, ale na pewno utrudnieniem. Sygnał z satelity zagłuszają oni tzw. jammerem. Miesięczny abonament kosztuje przeważnie 40-80 zł, sam nadajnik to wydatek rzędu 400-700 zł. Namierzanie radiowe
Urządzenie wielkości telefonu komórkowego nie traci sygnału w parkingach podziemnych czy kontenerach, ma własne zasilanie i znajduje się w stanie uśpienia do chwili, gdy właściciel zgłosi kradzież auta. Potrafi ustalić miejsce przebywania pojazdu z dokładnością do 3 cm. Kosztuje sporo – 1000 zł plus roczny abonament (990 zł netto).

 

Jak nieświadomie nie zostać paserem
Stara kupiecka maksyma głosi, że popyt nakręca podaż. Nieprzypadkowo więc auta, które najczęściej padają łupem złodziei to modele popularne, najbardziej poszukiwane na rynku wtórnym. Ich właściciele sami nakręcają złodziejską koniunkturę, kupując do napraw (pokolizyjnych lub mechanicznych) części używane. Powód jest oczywisty – są kilka, a nawet kilkadziesiąt razy tańsze od części nowych. W przypadku elementów karoserii czy wyposażenia wnętrza (fotele, deski rozdzielcze, tapicerki, poduszki powietrzne) kupujący nie jest w stanie zweryfikować źródła ich pochodzenia. Inaczej ma się sprawa z elektroniką samochodową. Systemy nawigacyjne, sterowniki (silnika, klimatyzacji) oraz liczniki mają zakodowany numer nadwozia. Elektronik lub elektromechanik montując taki podzespół w naszym aucie zastępuje oryginalny numer nadwozia numerem nadwozia naszego samochodu.

Dla własnego bezpieczeństwa dobrze sprawdzić czy instalowana część nie pochodzi z auta kradzionego. Informację taką można uzyskać od policji. I choćby z tego powodu należy każdorazowo domagać się od sprzedawcy dokumentu potwierdzającego zakup, tj. paragonu lub faktury. Tylko w ten sposób możemy udowodnić, że działaliśmy w dobrej wierze oraz odzyskać pieniądze, jeśli nabyta część pochodziła z kradzieży.

Nie ułatwiaj pracy złodziejowi
Warto pamiętać o kilku sprawdzonych regułach, które w połączeniu z opisanymi wcześniej zabezpieczeniami zdecydowanie zmniejszą ryzyko utraty samochodu. Jak mówi podinspektor policji Grażyna Puchalska – „Nie przyklejajmy na szyby naklejek z informacją, jaki typ alarmu chroni nasze auto. Wyłączajmy urządzenia alarmowe przed oddaniem samochodu do warsztatu.

Parkujmy w miejscach strzeżonych (najlepiej objętych monitoringiem). Pilnujmy kluczyków zarówno wtedy, gdy nosimy je przy sobie, jak też w innych sytuacjach – nie zostawiajmy ich w kurtce wiszącej w restauracyjnej szatni”.

Czy jest jakiś pewny sposób, by nie stracić samochodu? Nie. Wygląda na to, że jedynym zabezpieczeniem przed skutkami kradzieży jest polisa autocasco.

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij