Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.4

Używane z USA

Auta ze Stanów. O ich atrakcyjności decyduje kurs USD. Obecnie jest wysoki, więc import stał się mało opłacalny. Oczywiście gdy bierzemy pod uwagę egzemplarze bezwypadkowe.

2012-02-27
Auta używane Czerwony Cadillac de Ville rocznik 1966 i biały Cadillac Eldorado z 1972 r. Samochody zabytkowe są obciążone tylko 8-procentowym VAT-em, nie ma na nie cła ani akcyzy

Jacek Gnoiński - kierownik działu analiz rynku Info-Eksperta - jest jednak przekonany, że transatlantycki handel ruszyłby znowu, gdyby dolar spadł poniżej 3 zł. Zdaniem Bogdana Górnika - współwłaściciela warszawskiej firmy Auto Tim, zajmującej się sprowadzaniem aut zza Oceanu - pożądany kurs "zielonego" to 2,60-2,80 zł. Obecnie, jeżeli już opłaca się je importować, to głównie drogie i bardzo drogie - jak Porsche Cayenne i Panamera, Mercedes ML i GL, BMW X6, Infiniti FX, zazwyczaj jako demonstracyjne z salonu. Co ciekawe, wśród tych rarytasów nie widać ani jednego modelu typowo amerykańskiego. Wszystkie wymienione to auta marek niemieckich i japońskich, dostępne także w polskich salonach.

 

Jacek Zastawny z Grudziądza (woj. kujawskopomorskie), prowadzący firmę Amer-Auto, uważa że nie ma obecnie sensu sprowadzanie pojazdu kosztującego w Polsce, po opłatach, mniej niż 100 tys. zł. Oznacza to, że trzeba interesować się egzemplarzami za co najmniej 15-17 tys. dolarów.

W przypadku Niemiec czy innych bliskich krajów można próbować kupić auto samemu. Wycieczka do Ameryki jest dużo droższa, dłuższa, no i trzeba mieć wizę. Dlatego często lepiej zdać się na pośredników, mających rozeznanie w amerykańskim rynku, współpracujących z tamtejszymi sprzedawcami. Jak można wyczytać na internetowej stronie jednego z nich, prowizja, zależna od ceny auta w Stanach, wynosi od 2500 zł netto (3075 zł brutto) do 7000 zł netto (8610 zł bruto). Najczęściej trzeba dać 4500 zł netto (5535 zł brutto). Cena uwzględnia dostawę towaru pod dom, z papierami, takimi jak rachunek/faktura za auto, akt własności (Certificate of Title), faktura za transport morski, dokumenty poświadczające opłacenie cła, akcyzy, VAT-u. Resztę formalności związanych z rejestracją trzeba załatwić samemu.

Źródła używanych aut to komisy dealerskie, aukcje, ogłoszenia prywatnych osób. Najlepsze i najdroższe zarazem są egzemplarze od dealerów. Dostęp do aukcji mają zazwyczaj tylko zarejestrowane w USA firmy trudniące się obrotem używanymi autami. Właśnie z nimi współpracują polscy prywatni importerzy. Samochody z aukcji są tańsze, bo po pierwsze zazwyczaj po stłuczkach albo (odpukać!) po powodziach, zaś po drugie nierzadko kupowane hurtowo, po kilka sztuk. Z kolei prywatni sprzedawcy to cenne źródło aut nietypowych czy wręcz zabytkowych, powyżej 25 lat.

POLICZ WSZYSTKO...
...i to starannie. M.in. koszty transportu lądowego po USA - 1-1,2 dolara za 1 milę (1,609 km); zazwyczaj około 500 USD, gdyż żaden pośrednik nie będzie się fatygował po auto dalej niż 400-500 mil. Transport morski zależy od portu przeznaczenia (Gdynia drożej, Bremenhaven taniej) i od tego czy w kontenerze zostaną upakowane dwa czy trzy automobile. To wydatek od 1200 do 1700 USD. Opłata portowa wynosi 400 euro względnie 1700 złotych. Do tego dochodzą wysokie należności celne, czyli 10% cła, 18,6% akcyzy (3,1%, przy pojemności do 2.0), a na to wszystko na koniec 23% VAT-u. I jeszcze prowizja pośrednika. Wyliczenia dotyczące trzech samochodów prezentujemy w ramce. "Amerykańska" cena rośnie nawet ponad 90 procent i przy drogim dolarze nie ma zysku. Tym bardziej że roczne czy niespełna dwuletnie auta z polskich czy europejskich salonów szybko tracą na wartości i stają się bardzo konkurencyjne cenowo wobec "amerykańskich".

UWAGA NA ZŁOM
Także w przypadku aut z Ameryki można zdrowo się naciąć. Przy drogim dolarze importerów może brać się właśnie z kupowania aut po przejściach. Żadna to zresztą nowość.

- Kiedyś przez dłuższy okres co jakiś czas dzwoniła do mnie pewna pani, która kupiła w komisie Chryslera Voyagera, ponoć od krewnego właściciela komisu - opowiada Marcin Barankiewicz, dyrektor biura Polskiej Izby Stacji Kontroli Pojazdów. - Miał być w superstanie. Niedługo po zakupie rozsypał się rozrząd, przy okazji okazało się, że ma nieprawidłowe światła, ale to była błahostka. Dopiero wtedy pani zaczęła badać historię auta i wyszło na jaw, że jest po powodzi, było kompletnie zalane i przeznaczone do kasacji.

Jak dowiadujemy się od Marcina Glenszczyka, rzecznika prasowego firmy VIN-Info, około 70% pojazdów sprawdzanych przez ich klientów w amerykańskiej bazie Carfax miało jakieś problemy. Najczęściej chodziło o powypadkową przeszłość danego egzemplarza.

Legalny raport Carfax z VIN-Info kosztuje 89 złotych, ale w internecie roi się od propozycji za 25-30 zł. Marcin Glenszczyk wyjaśnia, że konkurencja kupuje pakiety raportów a potem odsprzedaje raporty pojedynczo, wbrew zapisowi w regulaminie Carfaxu zabraniającemu takich praktyk.

WOLNA AMERYKANKA ZE ŚWIATŁAMI
Newralgicznym elementem może okazać się oświetlenie, wiele modeli z USA nie odpowiada polskim przepisom. Jeżeli chcesz mieć wszystko OK i nie bać się policyjnej kontroli, doprowadź auto do porządku przed pierwszym badaniem technicznym na stacji kontroli pojazdów (badanie kosztuje 98 zł). W naszym kraju światła pozycyjne muszą być białe, mijania asymetryczne, kierunkowskazy żółte, a tylne kierunkowskazy nie mogą jednocześnie pełnić funkcji świateł stopu. Musi być jeszcze przeciwmgielne tylne. Ot i wszystko. Często trzeba wymienić przednie reflektory, a tylne przerobić w warsztacie zajmującym się takimi praktykami.

CZĘŚCI NIE BRAKUJE
Przed laty mówiło się, że auta z Ameryki są drogie w eksploatacji i że brakuje do nich części, a jeżeli już są, to drogie. Pierwsze twierdzenie jest nadal aktualne, bo lubią spalić kilkanaście i więcej litrów benzyny na setkę (dlatego część użytkowników zakłada instalacje LPG), drugie natomiast to już przeszłość.

- Części zawieszenia, silnikowe, elementy układu elektrycznego, napędowego, chłodzenia i oświetlenie sukcesywnie sprowadzamy, a do popularnych modeli Jeepa, Chryslera, Dodge'a i Forda są dostępne od ręki - deklaruje Przemysław Kraska z działu rozwoju samochodów amerykańskich Inter Cars SA, największego dystrybutora części w Polsce. - Jedynie części nietypowe, jak karoseryjne czy wyposażenie wnętrza, mogą sprawić problem. Na sprowadzanie ich zza Oceanu drogą morską trzeba poczekać ponad miesiąc, ale drogą lotniczą już tylko kilka dni.

 

ZA AUTEM Z USA

- bogate wyposażenie
- przystępne, w większości, ceny części zamiennych
- niektóre modele są bardzo rzadko spotykane w Polsce

PRZECIW AUTU Z USA

- aut wartych poniżej 100 tys. zł nie opłaca się sprowadzać
- stosunkowo droga eksploatacja
- niekiedy konieczne przeróbki oświetlenia

Tekst Jacek Dobkowski,
zdjęcia Shutterstock

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Auta ze Stanów. O ich atrakcyjności decyduje kurs USD. Obecnie jest wysoki, więc import stał się mało opłacalny. Oczywiście gdy bierzemy pod uwagę egzemplarze bezwypadkowe.
    auto motor i sport, 2012-02-27 10:48:45
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij