auto motor i sport

Prenumerata

Płacisz za 10, otrzymujesz 14!

  • Szczegóły
  • Prenumeruj
Strona główna > Sport > Formuła 1 – nie tylko wyścigi
18.11.2009 10:13

Formuła 1 – nie tylko wyścigi Dodaj do bagażnika

F1  |  Formuła 1  |  afery  |  McLaren  |  Renault  |  crashgate
Bolid Red Bull

Krótki bilans ostatnich parunastu lat: afera z kontrolą trakcji i z wymontowaniem filtra z węża tankującego w Benettonie, afera z cofnięciem dyskwalifikacji ewidentnie nielegalnych Ferrari, afera o szpiegostwo przemysłowe pracowników Toyoty, afera szpiegowska najpierw McLarena, a potem Renault. Ale 2009 rok przebija wszystko.

Galeria
Lewis Hamilton

Czy te czy mogą kłamać? Afera rozpętała się już po pierwszym
wyścigu sezonu, kiedy na mecie mistrz świata Lewis Hamilton
okłamał sędziów, w wyniku czego ukarali oni Jarno Trullego.
Hamilton zyskał 3. miejsce i 1 punkt ekstra. Sprawa szybko wyszła na jaw, a Hamilton zamiast się przyznać, kręcił, że go zmuszono do kłamstwa.

Bolid Red Bull

F1 uwielbia afery, afery zaś uwielbiają F1. W tym roku Formuła 1 to mistrzostwa świata w wielkich aferach i gigantycznych skandalach. Wyścigi Grand Prix gnają poboczem, i to na całego.

Formuła 1

Jaka piękna katastrofa... Start GP Malezji przesunięto z godz. 14.00 na 17.00, żeby w Europie transmisja była o przyzwoitej porze. W połowie GP lunęło tak, że imprezę przerwano i przez dobre 40 minut nikt nie wiedział co zrobić. W końcu zadecydowano o restarcie, ale było już za ciemno, by kontynuować. W 2010 r. Grand Prix Malezji startuje o 16.00.

Więcej zdjęć

Sezon ruszył z kopyta parę tygodni przed startem pierwszego GP w Melbourne, kiedy FIA ni stąd ni zowąd ogłosiła zmianę sposobu wyłaniania mistrza świata. Mistrzem - subtelna różnica - miał zostać nie zdobywca największej liczby punktów, lecz zwycięzca największej liczby wyścigów. Naturalnie - wrzask, oburzenie, protesty zespołów, pukanie się w czoło przez kierowców. FIA usprawiedliwia tylko to, że Max Mosley był wtedy na urlopie, bo co jak co, ale on raczej nie dopuściłby, żeby FIA wydaliła z siebie takiego gniota.

Zespoły skontrowały przedstawiając swoją propozycję zmiany punktacji (12-9-7-5-4-3-2-1 zamiast 10-8-6-5-4-3-2-1). W rezultacie, tuż przed startem sezonu nie było wiadomo na jakich zasadach będzie w tym roku wyłoniony mistrz świata, a kiedy dziesięć dni przed rozpoczęciem pierwszych wolnych treningów do GP Australii FIA oficjalnie „klepnęła" nowe zasady, zrobiło się śmiesznie.

W końcu pomysł padł, bo został wprowadzony niezgodnie z procedurą. Federacja musiała się wycofać, przy czym zrobiła to z zastrzeżeniem, że „wprowadzenie nowego systemu zostaje odłożone do 2010 r." Gdyby w tym sezonie mistrzem został zwycięzca największej liczby wyścigów, Jenson Button byłby nim już w Singapurze, czyli na trzy Grand Prix przed zakończeniem sezonu. A to kiepsko z punktu widzenia wszechmocnej telewizji, bo przypadkowy widz traci w takiej sytuacji zainteresowanie.

W międzyczasie pięknie rozkwitła kłótnia o tzw. podwójne dyfuzory. Brawn, Williams i Toyota wykorzystały lukę w regulaminie i skonstruowały auta z wyższymi (czyli bardziej efektywnymi) dyfuzorami niż teoretycznie dopuszczały to przepisy. Naturalnie - wrzask, oburzenie, protesty. A jak zauważył Ross Brawn, rok wcześniej była okazja do usunięcia tej i innych luk, tylko zespoły się do tego nie kwapiły. W końcu rozwiązania Brawna, Williamsa i Toyoty zostały uznane za legalne i inni musieli pójść ich śladem.

To były jednak tylko przygrywki do tematu, który czaił się za rogiem. Zanim sezon rozpędził się na dobre, niesamowitej dynamiki nabrała bitwa o kształt Formuły 1 w najbliższych latach, czyli w przełożeniu na ludzkie - o wpływ na kształt przepisów i podział pieniędzy. Niewiele brakowało, a F1 rozpadłaby się na dwa kawałki.

REKLAMA

Obydwie strony - FIA z właścicielem komercyjnych praw (firmami Ecclestone'a) z jednej strony i zespoły F1 z drugiej - ostrzyły noże już od jakiegoś czasu. Kiedy Jenson Button zaliczał swoją serię zwycięstw w Bahrajnie, Hiszpanii, Monako i Turcji, poza torem toczyła się już regularna wojna. O rozpadzie Formuły 1 i utworzeniu dwóch serii wyścigów nie mówiło się szeptem, lecz od tego rozpoczynała się i na tym kończyła każda rozmowa. W wyniku rozłamu straciliby wszyscy, ale wyglądało na to, że chyba nie będzie innego wyjścia.

ŚP. KERS

System KERS

Na rozwój hybrydowego systemu zespoły F1 wydały łącznie ponad 100 mln euro. Miało być pięknie - nowa technologia, związek z autami drogowymi i „eko" pełną gębą. Prawie zielona F1. Systemu KERS używały jednak tylko cztery ekipy, a kierowcy go szczerze nie cierpieli. Po zaledwie czterech (!) wyścigach BMW i Renault dały sobie spokój i z hybrydą zostały tylko McLaren i Ferrari. KERS pozostaje w przepisach na 2010 r., ale zespoły umówiły się, że o nim zapomną. Ktoś mówił o wyrzucaniu pieniędzy w błoto?

 


Dodaj do:

5.00/2

Oceń artykuł:

  • Wyślij znajomemu
  • Dyskutuj na forum
  • Wydrukuj
Wasze opinie na forum
Ten artykuł nie został‚ jeszcze skomentowany.
Bądź pierwszy i wypowiedz się w dyskusji!
  • « Wstecz
  • Do góry
Strony internetowe grupy Motor-Presse
auto motor und sport (Niemcy) | L' Automobile Magazine (Francja) | auto Illustrierte (Szwajcaria) | autopista | Automercado En Marcha (Hiszpania) | autohoje
Guia do AUTOMÓVEL Classificados (Portugalia) | AutoTest (Argentyna) | CarroRacing (Brazylia) |AUTOMOVIL (Meksyk) | auto motor i sport (Chorwacja) |
auto motor a sport AUTO 7 (Republika Czeska) | Auto Magazin Auto Piac (Węgry) | auto motor si sport (Rumunia) | Motor News (Ukraina) |
auto motor und sport (Grecja) | auto motor og sport (Norwegia) | auto motor & sport (Szwecja)
Dla mężczyzn |Motocykl | Fitness|Sex | Zdrowie | Styl | Dieta | Dieta ABS