O sukcesie lub porażce w Formule 1 decyduje jakość narzędzi. McLaren w pracach rozwojowo-badawczych postawił przede wszystkim na symulatory, tunel aerodynamiczny, stanowiska kontrolne i potężną moc komputerów.
Zobacz również
Galeria

Ostatecznym sprawdzianem symulacji, obliczeń i produkcji wciąż jest żywy test prawdziwego auta na prawdziwym asfalcie.

Kierowca testowy Pedro de la Rosa kręci w symulatorze prawdziwą kierownicą.

Tunel aerodynamiczny McLarena nie jest najnowszy. Liczy się jednak to, by wyniki laboratoryjne jak najdokładniej przystawały do rzeczywistych.

Dolina Krzemowa Formuły 1 znajduje się na przedmieściach Londynu. 15 minut jazdy na południe od lotniska Heathrow, tuż przed miejscowością Woking - drugi zjazd z ronda prowadzi do najnowocześniejszego obecnie zakładu F1 na świecie. McLaren Technology Centre z zewnątrz jest niemal niewidoczny. Niski, owalny budynek wzniesiono w obniżeniu terenu, otoczonym lasem i łagodnymi pagórkami.
Równie pilnie jak sam obiekt są strzeżone wirtualne tajemnice MTC. Jeden z szefów McLarena, Jonathan Neale, mówi, że 70% wszystkich prac nad przygotowaniem auta opiera się na symulacjach komputerowych. W takich wypadkach gracze nie lubią, gdy ktoś zagląda im w karty. „W czasie jazd testowych tylko optymalizuje się to, co zostało opracowane w fabryce" - dodaje szef zespołu Ron Dennis. W F1 królują dziś komputery, dane i pliki. Ponieważ możliwości prowadzenia „żywych testów na żywych torach" są coraz bardziej ograniczane, tory tworzy się w laboratorium. Najlepszym przykładem jest symulator jazdy. Taką superkonsolą do gier dysponują w tej chwili jedynie McLaren i Williams. Ferrari i Red Bull swoje zabawki będą miały latem. Symulator jest umieszczony w komorze o wymiarach 15 m na 15 m, a to, co dzieje się w środku - zapiera dech.
Złudzenie optyczne jest doskonałe. Na poprzecznych nierównościach i krawężnikach obserwator czuje się, jakby się znalazł w bębnie pralki. Kierowca testowy Pedro de la Rosa siedzi w podłączonej do specjalnego zestawu siłowników kabinie McLarena, wiernie odtwarzającej wrażenia z toru. Tu wreszcie widać, jak bardzo w Formule 1 każdy zakręt jest tańcem na ostrzu brzytwy. Obraz telewizyjny pochodzący z kamer pokładowych często sprawia wrażenie, jakby kierowca był na miłej niedzielnej przejażdżce. Dopiero w symulatorze widać, jak bardzo rzuca tyłem bolidu na każdym zakręcie. „Czasem w ogóle nie potrzebujemy danych, żeby ocenić, czy samochód dobrze trzyma się drogi. Widzimy to na własne oczy" - dorzucają dwaj inżynierowie asystujący Pedro de la Rosie.

Wasze opinie na forum
- Użytkownik esper 20.11.2009, 22:05
- Użytkownik czteryznaki 20.11.2009, 19:17
Szkoda ze Roberta nie ma Mclarenie. Niestety czekoladka jest tam raczej nie do ruszenia.

















Opel Vectra II
Mocne uderzenie