Zobacz również
Galeria

Kamui Kobayashi stał się objawieniem ostatnich GP. Czy pomimo odejścia Toyoty Japończyk znajdzie miejsce w F1?

Po kiepskim sezonie 2009, Ferrari liczy na sukcesy w przyszłym roku, kiedy czerwony kombinezon założy Fernando Alonso.

Jenson Button wygrał 6 z 7 pierwszych Grand Prix i utrzymał przewagę do końca sezonu. Mistrzem świata został przed czasem, bo po GP Brazylii.

Największymi przegranymi roku są oczywiście Ferrari, McLaren i BMW. Najlepsze zespoły 2008 r. w sezonie 2009 generalnie były w polu. Wszystkie zainwestowały ogromne środki w system KERS (z najlepszymi efektami - McLaren) kosztem rozwoju aerodynamiki i wszystkie za to zapłaciły fatalną formą. McLaren i Ferrari tylko dzięki potężnemu zapleczu uratowały 3. i 4. miejsca w klasyfikacji konstruktorów, przez większą część sezonu koncentrując uwagę na przyszłorocznych autach. BMW Sauber nie posiada aż takiej siły technicznej i Kubica z Heidfeldem często walczyli o 15. miejsce, aż zarząd BMW podjął decyzję o wycofaniu z F1 (chociaż ta miała więcej wspólnego z polityką koncernu niż bieżącymi wynikami na torze).
Na zakończenie sezonu F1 zafundowała nam coś, co w konkursie na kicz roku zdobywa pierwszą nagrodę dystansując nawet nocne GP Singapuru. Na niespotykane dotąd wyżyny wzbiło się nowiutkie Grand Prix Abu Zabi, z torem zbudowanym na sztucznej wyspie, pięknymi trybunami oraz trasą biegnącą slalomem przez port z jachtami i wśród jednych z najbardziej luksusowych hoteli świata. Pompa, pieniądze, gwiazdy, VIP-y, wielki pawilon Ferrari, start za jasnego, meta przy sztucznym świetle.
Na kolejnym torze, narysowanym ma się rozumieć przez nadwornego architekta F1 Hermanna Tilkego, odbył się kolejny nudny wyścig. Na dodatek po raz kolejny przy sztucznym oświetleniu. Ktoś w F1 najwyraźniej uznał, że w telewizji lepiej wyglądają hotele ubrane w zmieniające kolor, idiotyczne lampki niż ściganie z prawdziwego zdarzenia. To podejście do imprez Grand Prix staje się niestety w ostatnich latach coraz bardziej ekspansywne. Sam wyjazd z pit lane przez tunel to kompletny kretynizm, który aż się prosił o katastrofę. Kierowcy byli oczywiście zdyscyplinowani i nie ocierali się o murek, ale przecież nie tylko błędy kierowców się zdarzają; usterki techniczne i niedokręcone koła również. Co by było, gdyby ktoś się w tym tunelu rozbił/zepsuł/zatrzymał i inni zawodnicy nie mogliby wydostać się z alei serwisowej na tor? Słowa F1 i kabaret byłyby obok siebie na czołówkach gazet. Następnym etapem może być już Grand Prix rozgrywane na piętrowym parkingu (na zwykłym już kiedyś było w Las Vegas). I czy ktoś w końcu byłby uprzejmy nam wyjaśnić, co z tak umiłowaną w ostatnim czasie przez F1 ekologią ma wspólnego sztuczne oświetlenie, które jedyne co robi, to generuje tony dwutlenku węgla?
Sezon 2009 będzie niestety pamiętany jako rok, w którym kompletnie padła koncepcja F1 opartej za zespołach wystawianych przez wielkie firmy samochodowe. Odeszły Honda, BMW i Toyota, pożegnanie z F1 pod koniec przyszłego roku zapowiedział Bridgestone. Takie coś nazywa się pogrom. Przy czym trudno jest którejkolwiek z tych firm mieć za złe, że uznała wyścigi za luksus, na który jej nie stać albo który jest niepotrzebny w sytuacji, kiedy główna działalność koncernu wymusza cięcie kosztów. Masowe odejście producentów jest to klęska zarówno FIA, jak i stowarzyszenia zespołów FOTA. Ani jedna, ani druga organizacja nie potrafiła na czas stworzyć warunków, w których nawet w trudnych czasach producenci uważaliby F1 za dobrą inwestycję. A rok się jeszcze nie skończył - jeśli wierzyć wiewiórkom, udział Renault w F1 wciąż jest pod znakiem zapytania. Jakie wiadomości czekają nas przed świętami?
Tekst: Roman Popkiewicz
Wasze opinie na forum
Ten artykuł nie został‚ jeszcze skomentowany.Bądź pierwszy i wypowiedz się w dyskusji!

















To już 5 lat!
Pirelli w "Brazylli"