Karuzela F1 zaczęła się kręcić już bez Michaela Schumachera. Ferrari zdominowało GP Australii, ale McLaren zacisnął zęby i w Malezji przypuścił udany kontratak. Można liczyć na to, że im dalej w sezon, tym będzie ciekawiej.
Zobacz również
Na mecie GP Australii perspektywa sezonu nie wyglądała różowo. Kimi Raikkonen po starcie z pole position zwyciężył bez wysiłku, „zaliczając" najszybsze okrążenie wyścigu, z czasem o ponad sekundę lepszym niż pierwszy z pozostałych - Fernando Alonso. Linię mety następca Michaela Schumachera minął z przewagą tylko siedmiosekundową, ponieważ pod koniec zwolnił; przyznał też, że na żadnym etapie wyścigu nie był zmuszony jechać na sto procent. Beznamiętne wyznanie Fina mogło tylko zmrozić krew w żyłach rywali. Jeśli taka była przewaga Ferrari, to sezon 2007 malował się w kolorach mocno czerwonych.
Chyba lepiej oglądać Kubicę w czołówce – nawet, jeśli jego auto czasem się popsuje – niż gdyby niezawodnym bolidem dojeżdżał na 15. miejscu?
Raikkonen - jako pierwszy kierowca od czasów Juana Manuela Fangio (w GP Argentyny w 1956 roku) - występy w Ferrari rozpoczął od zdobycia pierwszego miejsca startowego. Jako pierwszy po Nigelu Mansellu, triumfującym w GP Brazylii w 1989 roku, wygrał też swój debiut w barwach Scuderii. Miałby też zostać pierwszym - od czasów Jody Schecktera, czyli od 1979 roku - który debiutancki w barwach Ferrari sezon zakończy z tytułem mistrza świata?
Dominacji jednego zespołu czasem nie da się uniknąć i sama w sobie nie jest ona zła, bo oznacza, że ktoś odrobił zimowe zadanie domowe lepiej niż inni. Nie jest wtedy jednak zbyt ciekawie. Na szczęście refleksem wykazał się McLaren, który w ciągu trzech tygodni oddzielających GP Australii i GP Malezji zapracował na to, by móc urwać ułamki sekund i praktycznie zniwelować przewag ę Ferrari. Na pierwszym miejscu startowym w Malezji ustawił się Felipe Massa (Ferrari), ale Brazylijczyk najpierw przegrał start z Alonso, po czym dał się wyprzedzić Hamiltonowi (obaj McLaren), by kilka okrążeń później wyjechać poza tor przy próbie odzyskania drugiego miejsca. Hamilton, wynoszony przez brytyjską prasę pod niebiosa po znakomitym debiucie w Melbourne (3. miejsce), tym razem zachował się jak stary lis, zmuszając Massę do ataku po wewnętrznej i spokojnie czekając aż Brazylijczyk przesadzi z opóźnieniem hamowania i „wywiezie się" poza tor. W drugim GP w karierze Hamilton zameldował się na mecie na drugim miejscu.
Wasze opinie na forum
Ten artykuł nie został‚ jeszcze skomentowany.Bądź pierwszy i wypowiedz się w dyskusji!




















To już 5 lat!
Pirelli w "Brazylli"