Małe coupé - jedno z nich każdy powinien mieć w garażu. W tym roku wysyp modeli. Nie mogło wśród nich zabraknąć Audi TT - w teście wersja z silnikiem 2.0 TFSI.
Zobacz również
Z przodu wygląda jakby było wykonane z litego aluminiowego bloku. To jeden z lepszych efektów stylizacyjnych ostatnich lat, uzyskany przez takie ukształtowanie płaszczyzn, żeby nie było widać miejsc łączenia elementów nadwozia ani szczelin. Znajdują się one tylko po bokach i są zamaskowane w załamaniu, biegnącym od przednich do tylnych lamp. Dodatkowo schowano spryskiwacze przedniej szyby. Nadwozie wygląda na wykonane tylko z kilku podstawowych elementów. Jak studyjne modele Audi z ostatnich lat.
Podobną dbałość o szczegóły można dostrzec we wnętrzu. Jakość materiałów i wykonania, wrażenia dotykowe, zapach, jakość podświetlenia, działanie układu klimatyzacji, nawet klikanie przełączników - wszystko jest dopieszczone nie gorzej niż detale nadwozia. Na dodatek za kierownicą siedzi się jak w czymś dwa razy szybszym. Fotel jest zamontowany nisko, dach znajduje się niedaleko nad głową, przedni słupek jest krótki, boczne szyby niskie, tunel środkowy wysoki, a spłaszczona w dolnej części kierownica nie pozostawia wątpliwości, że w tym aucie dzieją się poważne rzeczy.
Z tyłu Audi ma miejsca typu „+2". Jak sama nazwa wskazuje, nadają się one do wszystkiego, tylko nie do siedzenia. Co prawda, do tyłu da się wcisnąć dwie osoby, które na krótką metę nawet nie będą protestować, ale do tego trzeba ustawić przednie fotele tak, że wygodnie nie siedzi się wtedy ani z przodu, ani z tyłu. Oparcia tylnych siedzeń można złożyć powiększając bagażnik z 290 do 700 litrów, a najlepszym udogodnieniem jest siatka do trzymania bagażu - nieodzowna w aucie tego typu, żeby klamoty nie fruwały po bagażniku.
Po pierwszych kilku metrach wydaje się, jakby TT był trochę za „miękki", jakby zatrzymał się w pół drogi między zwykłym autem i sportowym. Zawieszenie jest zestrojone sztywno, ale jakby bez przekonania, na ruchy kierownicą auto reaguje szybko, ale jakby czegoś brakowało. Z każdym kilometrem przekonujesz się jednak coraz bardziej, że zestrojenie auta jest dużo ostrzejsze niż się na początku wydawało, a do tego tak dobrane, żeby TT nadawało się do codziennego użytku. Układ kierowniczy okazuje się znacznie bardziej żywy (chociaż za sprawą elektrycznego wspomagania nieco „oderwany od kół"), zawieszenie sztywne (ale nie twarde) akurat na tyle, żeby zapewniać przyczepność ale nie męczyć, mechanizm skrzyni biegów superprecyzyjny, a hamulce - jak żyletki. I że całość jest lepsza niż suma tych wszystkich elementów.
Wasze opinie na forum
Ten artykuł nie został‚ jeszcze skomentowany.Bądź pierwszy i wypowiedz się w dyskusji!






















To już 5 lat!
Pirelli w "Brazylli"