Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Bokiem po gumnie

Pierwsze kroki w terenie. Realnie politycy już nawet nie obiecują nowych dróg. Jedynie stadiony na igrzyska. Istniejące drogi są pełne. Więc może nie asfaltem, ale bokiem?

Julian Obrocki 2008-08-26
Dakar-cross PRÓBA PIACHU Na zwykłych wertepach tak piaszczystych, jak i kamienistych przewaga motocykla jest miażdżąca. Jest mniejszy, sprytniejszy, zwinniejszy. Całe "pakiety przeszkód" (muldy, rowy) może przeskoczyć na raz. (Ale byle amator tego nie zrobi.) Samochód jest odrobinę łatwiejszy. Ale przegrywa.

Nasze drogi jakie są każdy widzi. Tzn. jakie nie są albo jakich nie widzi. W sposób oczywisty nasuwa się więc pomysł szukania rozwiązań alternatywnych. A jeśli nie po drogach, to gdzie? A jeśli nie pojazdami asfaltowymi, to czym? Do poważnej jazdy terenowej można wykorzystać realnie tylko pojazdy, które takiemu zadaniu mogą podołać - więc nie SUV-y, ale prawdziwe terenówki. Do oceny możliwości dotarcia bokiem do każdego bezasfaltowego miejsca wybraliśmy ludzi i sprzęt o potencjale najwyższym: wyczynowy samochód zbudowany na Rajd Dakar - Land Rover Discovery Evo Dakar z ostatnim Polakiem, który ten rajd pokonał, czyli Albertem Gryszczukiem za kierownicą - i wyczynowy motocykl terenowy KTM EXC 530 dosiadany przez byłego mistrza świata Wojciecha Rencza. Miejsce akcji - Pustynia Żagańska, doprowadzona do kompletnej demolki przez rozgrywane tu przez ostatnie 60 lat potrzebne i niepotrzebne wyścigi czołgów.

Próby robiliśmy przeróżne - przyspieszenie, zwrotność, szybkość maksymalna, jazda podwodna. Dla laika wynik jest oczywisty - przecież samochód jest kuty na cztery koła, stabilny, niewywrotny. Jest w nim zawsze sucho, zawsze ciepło, zawsze pewnie. I siedzi się jak przed telewizorem. W motocyklu wszystko odwrotnie - przecież to narowisty dzikus, chybotliwy, wywrotny, stający dęba, że trudno go poskromić nawet lassem.

I wyniki są zdumiewające. The winner is... motocykl. I to zwycięzca bezdyskusyjny. Obaj kierowcy mają doświadczenie z Dakaru, w czasie naszej zabawy batożyli swoje rumaki bezlitośnie, kunszt pokazali wyborny, więc czynnik ludzki tu nie decydował. Samochód faktycznie jest stabilniejszy. Zwłaszcza przy dużych szybkościach. (To jedyna próba - jazda powyżej 100 km/h po bardzo miękkim piasku, gdzie samochód jest lepszy, a motor wcześniej traci stabilność.) Ale stabilniejszy to nie do końca zaleta; to również - mniej finezyjny i bardziej ociężały w realizacji poleceń kierowcy. Jeśli przy dużej szybkości przed dziwną przeszkodą braknie drogi hamowania - w aucie zostaje modlitwa, a motocyklista (jeśli umie!) może jeszcze przeskoczyć czy śmignąć boczkiem po jakiejś półeczce, na której samochód się po prostu nie mieści.

W gęstym lesie motor dotrze dalej i łatwiej się wycofa. Wreszcie dużo szerszy przecież samochód często musi jechać tak jak droga prowadzi, a węższy motocykl może takie łuczki bez odjęcia gazu prostować. Doskonale odzwierciedla to zjawisko porównanie czasów odcinków specjalnych Rajdu Dakar, gdzie na krętych i wąskich fragmentach sprytny motor wygrywa wyraźnie, natomiast na bardzo łatwych przestrzeniach otwartych wyższą szybkość maksymalną ma samochód, a motoru nie da się już utrzymać w rękach. W Rajdzie Dakar wadą samochodu jest zupełnie odmienne zachowanie podczas długich skoków... rano i wieczorem (inna ilość paliwa).

Osobny temat to jazda podwodna. (Jeśli naprawdę chcemy jeździć najkrótszą drogą, to nie będziemy szukać takich dupereli jak mosty. I tak najczęściej bezskutecznie.) Zakładamy, że oba pojazdy wiedzą, jak się żyje pod wodą i wloty filtrów powietrza mają wysoko. (Bo jak nie, to nie ma ratunku.) Samochód przy średnich rzeczkach daje nadzieję (i ludzie w to wierzą), że przejedziemy w ogóle na sucho. Jeśli nie mamy stu dziur w podłodze. I jeśli akurat nie mamy, to też źle, bo wtedy woda może auto, jak łódeczkę, na chwilę unieść i... tracimy kontrolę nad czymkolwiek. Oczywiście trzeba natychmiast otworzyć drzwi i zabalastować auto wodą... Ale nie o to chodziło. Motocykl w wodzie, przy kamienistym dnie, jest wywrotny, ale radzi sobie nieźle. W bardzo ciężkiej sytuacji można iść obok i prowadzić go z zapalonym silnikiem. Na brzegu nie trzeba wylewać wody (w aucie wody może być nawet tona!) i w całej rzece szukać bagażu. Często po takiej próbie motocyklista jest bardziej suchy niż samochodziarz. Zwłaszcza jeśli samochód pośrodku rzeki zalany po lusterka zgaśnie.

Jeśli więc nie jesteś pasjonatem stania w korkach, pomyśl o pojeździe, który te obstrukcje lekce sobie waży. Motocykl jest trudny i nadpobudliwy, fantazyjny i ułański, charakterny i żylasty. I musisz mu dorównać. Terenowy motor to nie zabawka dla mięczaków. Samochód jest banalniejszy, mniej taneczny, mniej rozbrykany, ale za to wygodniejszy, i bezpieczniejszy. Jeździ się pod opieką wygodnych foteli, wyłącznie na siedząco, trochę jak w kinie. Bardziej kurczowo trzymając się ziemi. Więc i adrenalina ma w nim łagodniejszy smak. I prawdziwy smak owadów w zębach w aucie nieczęsto jest serwowany. Samochód i w momencie kupna, i "potem" jest też niestety droższy. Wygoda i komfort zawsze kosztują.

I jest jeden wspólny kłopot dla obu tych pojazdów. Trudniejszy od wjechania do rzeki, od pokonywania w terenie kosmicznych wertepów. To pokonanie własnego lenistwa. Przecież w korku, jak przy stole z kryształem, jest tak bezpiecznie, SMS-owo i bezstresowo. I na pewno mniej rzeczy do prania.

Tekst: Julian Obrocki
Zdjęcia: Mariusz Barwiński

Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 166 200 PLN
Dostępne nadwozia: suv-5
SPRAWDŹ OFERTY

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Pierwsze kroki w terenie. Realnie politycy już nawet nie obiecują nowych dróg. Jedynie stadiony na igrzyska. Istniejące drogi są pełne. Więc może nie asfaltem, ale bokiem?
    auto motor i sport, 2008-08-26 11:08:24
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij