Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.7

Chiny z Audi Q3

Chiny zza kierownicy. Wiele się o tym kraju mówi, ale mało kto wie jak wygląda on z perspektywy zwykłej ulicy. Uzbrojeni w obowiązkowe chińskie prawo jazdy wyruszyliśmy nowym Audi Q3 w podróż po Państwie Środka.

Roman Skąpski 2012-01-18
Chiny z Audi Q3 Autostrady są nowe, a z dala od miast ruch na nich niewielki. Przejazd dość słono kosztuje – za 100 km trzeba zapłacić około 30 zł

Chociaż Chiny to kraj wielkich liczb, te małe też mają znaczenie. Miliard trzysta milionów ludzi uwija się co dzień pilnie w trzecim co do wielkości państwie świata, ponad 12 milionów nowych aut osobowych wyjeżdża każdego roku z salonów sprzedaży, by krążyć po trzech milionach kilometrów dróg. A jednak zwykłe 6,1 centymetra dobrze opisuje mentalność bogacących się Chińczyków. O tyle większy rozstaw osi ma przedłużona wersja Audi A4 w porównaniu z wersją standardową. Takie auto to ewenement na skalę światową - pierwszy samochód średniej klasy w wersji long, opracowany specjalnie na chiński rynek, tam produkowany i tylko w Chinach sprzedawany. Bo europejski standard nie każdemu tutaj wystarcza, bo Chińczyk lubi "na bogato".

Gdy lądujemy w Changchun na północnym wschodzie kraju, by zwiedzić fabrykę Audi, już w drodze z lotniska w oczy rzucają się nam podświetlane olbrzymie reklamy luksusowych samochodów, banków, perfum i wszelkich ekskluzywnych towarów. Kolorowe billboardy błyszczą światłem na tle jesiennego nieba, nad nimi umocowano czerwone pięcioramienne gwiazdy - nie są podświetlane i coraz trudniej je dojrzeć w zapadającym zmierzchu. Te gwiazdy to jedyny, jakby wstydliwie skrywany, ideologiczny akcent na ponad 800-kilometrowej trasie naszej samochodowej podróży po Chinach. W ciągu kilku najbliższych dni oglądać będziemy cuda, jakie czyni tutaj inna ideologia - przedsiębiorczości i szybkiego bogacenia się.

Samolotem przenosimy się o 2,7 tysiąca kilometrów, na południe Chin. Teraz naszym środkiem lokomocji zostaje Audi Q3, które, podobnie jak w Polsce, w Chinach wejdzie do sprzedaży w 2012 roku. Po Q7 i Q5 to najmniejszy SUV Audi, więc firma liczy na sprzedaż głównie wśród kobiet i młodych kierowców. Żeby nie było wątpliwości - ceny samochodów w Chinach są jak najbardziej światowe, taryfy ulgowej się nie przewiduje. Cena Q3 nie jest jeszcze znana, ale najtańsze Audi Q5 kosztuje 45 tysięcy euro, czyli więcej niż w Polsce. Jednak to nie jest problem. W 2010 roku Audi sprzedało w Chinach tyle samochodów co w Niemczech, prawie 228 tysięcy (wzrost o 43,4 procent w porównaniu z poprzednim rokiem) i ponad dwa razy więcej niż w USA.

Jeśli takie nazwy, jak Shenzhen, Guangzhou czy Wuzhou nic wam nie mówią, nie musicie się wstydzić. Nie są to nazwy chińskich marek samochodowych, lecz miast, które 20 lat temu liczyły kilka tysięcy mieszkańców, a dzisiaj - kilka milionów. Podróżując naszym Audi Q3 co rusz napotykamy takiego kilkumilionowego molocha, granice między nimi zacierają się, na horyzoncie stale widoczne są skupiska wieżowców - raz są to tylko trochę mniejsze "manhattany", innym razem rozrośnięte to absurdalnych rozmiarów "ursynowy". Już dwie godziny jedziemy z przepisową, autostradową prędkością 120 km/h, a za oknem cały czas miasto - nawigacja podpowiada, że co kwadrans inne.

Jak się w tym nie zgubić? Na szczęście drogowskazy i oznaczenia sporządzono także po angielsku. Ale to za mało. Bez nawigacji ani rusz. Ponieważ z Chin nie wolno wywozić żadnych map, Audi utworzyło w Pekinie specjalny oddział, który na bieżąco aktualizuje chińską sieć dróg. Nie jest to proste - np. w Szanghaju istnieją wręcz usiane zjazdami wielopiętrowe autostrady, które dla twórców elektronicznej mapy są horrorem. Pracy nie ułatwiają też władze, które wprawdzie informują twórców nawigacji, gdzie powstanie nowa droga, ale nie mówią jakiego rodzaju. A nawigacja Audi uwzględnia liczbę pasów na jezdni i inne detale, trzeba więc mapę uzupełniać, gdy droga już powstanie. A powstaje szybko, o czym sami się przekonaliśmy. W planach podróży mieliśmy przejazd szutrowym traktem między wioskami wśród ryżowych pół. Pola owszem były, ale droga szutrowa w ciągu kilku tygodni zamieniła się w gładką betonową, zamiast po szutrze przejechaliśmy więc przez plac budowy.

Mimo to chińska prowincja w porównaniu z miastami wciąż wygląda, jakby była z innego świata. Królują ceglane niskie domki pamiętające chyba czasy rewolucji kulturalnej, wokół nich rozbabrane podwórka. W małych mieścinach kwitnie handel. Sklepy urządzono na parterach budynków, w pomieszczeniach przypominających garaże, w co drugim znajdują się rzemieślnicze warsztaty, na zapleczu mieszkania - tu czasu nie dzieli się na ten w pracy i ten po pracy. Zatrzymujemy się na lokalnym targu. Bazar wygląda zrazu niewinnie, stosy mandarynek, worki ziarna, suszone ryby. Wokół sprzedawcy i klienci o zmęczonych, lecz uśmiechniętych twarzach; dla nich przybysze o tak egzotycznym wyglądzie jak nasz są sensacją znacznie większą niż luksusowe Audi. Dla nas sensacyjne okazuje się stoisko mięsne - rozpłatana i w całości ususzona kaczka budzi tylko zaciekawienie, za to widok psów i kotów, ściśniętych w klatkach obok, wywołuje grozę. Zarządzamy natychmiastowy odwrót.

Ruch na lokalnych drogach jest niezbyt duży. Królują wszelkiej maści wehikuły na bazie motoroweru. Obciążone girlandami klatek z drobiem, piramidą bambusowych tyczek albo po prostu świńską półtuszą zawadiacko przerzuconą przez siedzenie kierują się, tak jak samochody, własnymi zasadami ruchu drogowego. W programie - zawracanie tam, gdzie normalnie "się nie da", jazda pod prąd, parkowanie na skrzyżowaniu, przejazd po pasach dla pieszych (z jednej strony jezdni na drugą) i standard, który poznaliśmy wcześniej na autostradach, czyli wyprzedzanie każdym pasem, który akurat jest wolny. Ta ostatnia przypadłość nam, przybyszom z Polski, nie wydaje się znów tak niezwykła. Jednak w Chinach system powolnej jazdy lewym, najszybszym pasem, gdy do dyspozycji pozostają dwa inne został wyniesiony na wyższy poziom sztuki. Na nic wyprzedzanie takiego jegomościa z prawej i szybki wjazd przed niego "żeby zrozumiał, swój błąd". Uśmiechnie się, czasem przyjaźnie pomacha i spokojnie dalej będzie jechał swoje 60 km/h.

Zaczyna nas to bawić, zwłaszcza że ruch odbywa się przy bezpiecznych prędkościach. Uświadamiamy sobie, że za kierownicą tych milionów aut, które co roku sprzedawane są na chińskim, największym na świecie motoryzacyjnym rynku, zasiada pierwsze pokolenie kierowców. Na drogach zaś widać pierwsze pokolenie samochodów. Tutaj nie ma rdzewiejących pseudooldtimerów, dominują marki chińskie, widać też wszystkie znane z Europy, Japonii, Korei czy USA. Chiński kierowca nie jest przywiązany do marki, bo jeszcze nie zdążył się przywiązać - przecież kupił właśnie swój pierwszy samochód. Firmy walczą więc, by zapewnić sobie wierność klientów. Audi np. oferuje w swoich serwisach masaż i manicure, w czasie gdy samochód znajduje się na przeglądzie. Właściciel oddając się zabiegom kosmetycznym obserwuje na ekranie, co dzieje się z jego autem. Salony otwarte są przez siedem dni w tygodniu, a kupujący to w 80 procentach osoby prywatne.

PRAWKO NA SŁODKO-KWAŚNO

Chcesz się wybrać samochodem do Chin? Ciężka sprawa, bo uznaje się tam tylko chińskie prawo jazdy. Ani polskie, ani międzynarodowe się nie przyda. Żeby wyrobić chińskie, trzeba przywieźć ze sobą uwierzytelnioną i przetłumaczoną kopię własnego prawa jazdy i już po trzech miesiącach można dostać tamtejsze. Chodzą słuchy, że w Pekinie na lotnisku jest punkt, gdzie całą procedurę załatwia się w miarę szybko - łącznie z badaniem wzroku i słuchu. Trzeba przywieźć ze sobą zdjęcie - en face, z widocznymi uszami, bez okularów, z niewidocznymi zębami. Chodzi o to, że dla Chińczyków wszyscy wyglądamy... identycznie, więc żeby nas odróżnić, muszą mieć fotkę zrobioną według jednego wzorca.

Wjeżdżamy na najbardziej malowniczy etap naszej chińskiej eskapady. Prowincja Guangxi to miejsce wakacyjnych wojaży nie tylko chińskich turystów. Ponad eukaliptusami, kępami bambusów i ryżowymi polami wznoszą się ku niebu wysokie na kilkadziesiąt metrów skalne ostańce. Przypominają naszą swojską Maczugę Herkulesa spod Ojcowa, tyle że są ich tu setki i są znacznie większe - jak to w Chinach. Widoki piękne, zwłaszcza gdy podziwiamy je podczas spływu bambusową tratwą po krętej rzece Yulong He.

Rozstajemy się z Audi Q3. Miało z nami lekki żywot - podróżowaliśmy nieśpiesznie i po równych albo prawie równych drogach. Układ napędowy Quattro nie miał wiele do roboty. Dwulitrowy, 211-konny silnik wypijał od 7,9 do 9 litrów benzyny na 100 km. Na pokładzie pełna wygoda i swoboda. Jeśli więc o naszą trzyosobową załogę chodzi, werdykt jest jednoznaczny - Q-trójka w wersji long nie jest światu potrzebna. Ale Chiny to świat sam w sobie, więc nie zdziwimy się, gdy zaczną tu taką produkować.

Tekst Roman Skąpski

Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 147 200 PLN
Dostępne nadwozia: suv-5
SPRAWDŹ OFERTY

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Przyjemny artykuł.
    ~Samuraj, 2012-01-18 19:22:43
  • avatar
    zgłoś
    Chiny zza kierownicy. Wiele się o tym kraju mówi, ale mało kto wie jak wygląda on z perspektywy zwykłej ulicy. Uzbrojeni w obowiązkowe chińskie prawo jazdy wyruszyliśmy nowym Audi Q3 w podróż po Państwie Środka.
    auto motor i sport, 2012-01-18 12:00:12
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij