Małe, kolorowe, z mocniejszymi silnikami i lepszymi fotelami. Citroën C2 VTS, Seat Ibiza FR i Suzuki Swift Sport, czyli koty, które bardzo chcą być tygrysami.
Zobacz również
Ponieważ chodzi głównie o pokazywanie pazurów, jest kilka rzeczy, bez których takie kocie tygrysy nie mogą się obejść. Przede wszystkim więc zachmurzony wyraz twarzy, załatwiany za pomocą zderzaka. Dolna krawędź bliżej asfaltu oraz duże wloty powietrza mają sugerować, że potrzebny jest nieskrępowany oddech, bo na tlen czeka dużo mięśni. Z tyłu pobłyskują rury wydechowe obok plastikowej nakładki udającej dyfuzor. Do kompletu, obowiązkowe duże obręcze kół - w wypadku Citroëna i Suzuki 16-calowe, u Ibizy zaś „siedemnastki".
Najbardziej oryginalne nadwozie ma Citroën, mały C2 niczego bowiem nie naśladuje. Krótka, 3,7-metrowa buda ma pionowe boki i pionowy tył, przez co C2 wygląda jak zabawka w rozmiarze king size. Z kolei przednie słupki oraz linia błotników to typowe dla Citroëna cyrklowe krzywizny. We wnętrzu plastikowo, tablica przyrządów z cyfrowym prędkościomierzem oraz świetna, metalowa gałka dźwigni zmiany biegów. Zimna, kiedy rano wybierasz jedynkę.
Seat i Suzuki bawią się w naśladowanie gwiazd. Pierwszy chce być Włochem, drugiemu marzy się uroda pewnego słynnego malucha. Obydwaj wiedzą co robią, bo Alfa i Mini - dwie ikony stylizacji - są atrakcyjne dziś i pozostaną takie jutro, pojutrze, a prawdopodobnie nawet za rok i dwa. Wnętrze Ibizy kusi świetnymi fotelami, Swifta zaś - bardzo atrakcyjnym wykończeniem.
Wszystkie trzy stosują stary jak świat trik z lekko burczącym wydechem, jakoś trzeba bowiem obecność tych hord koni mechanicznych zaznaczyć. Przekręcasz kluczyk, silniki ożywają, a wydechy zaczynają „gadać". Niekoniecznie przestraszą, ale przynajmniej widać, że mają charakterek.





















To już 5 lat!
Pirelli w "Brazylli"
