Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Dodge Challenger SRT8 - Pomarańczowa Hemisfera

Dodge Challenger i Hemi. Już z daleka pachnie potężnym ośmiocylindrowym silnikiem, gumami palonymi na asfalcie i dzikim rykiem wydechu. Kultowy samochód lat 70. znów obudził się do życia.

GÖtz Leyrer 2009-02-05
Dodge Challenger SRT8 5,5 sekundy do setki to wynik godny respektu - kiedyś Challenger był koniem spacerowym, dzisiejszy jest stworzony do galopu.

W historii z Challengerem Mr. Kowalski jest tak samo niezbędny, jak ketchup w hamburgerze. W kultowym filmie "Znikający punkt" Kowalski alias Barry Newman przemierza zachodnie Stany za kierownicą Challengera Hemi, rocznik 1970 - z Denver do San Francisco dociera w ciągu 15 godzin, bo tak się założył. Szaleńczej jeździe kładzie kres niezwykle efektowne zderzenie na zamkniętej dla ruchu ulicy. To już koniec dla Kowalskiego.

Ale nie dla Challengera. Dodge jest dla producentów filmu zbyt drogi, żeby go tak po prostu roztrzaskać, jako dublera angażują Chevroleta Camaro. A Challenger żyje sobie nadal i to nie tylko w filmie.

Gdy Daimler-Chrysler postanawia stworzyć współczesną wersję tego auta, fani amerykańskich muscle cars szaleją z radości. Samochody wykupywane są na pniu.  Pierwsze Challengery "ery nowożytnej" są jednakowe - mają najmocniejszą wersję ośmiocylindrowego silnika Hemi 6.1 i pięciostopniową automatyczną skrzynię biegów.  W 2009 roku pojawią się też bardziej cywilne odmiany, tańsze i z silnikami o sześciu cylindrach. 

Do modeli z lat 70. nawiązują już sam pomarańczowy lakier i czarne pasy na nadwoziu. Nie inaczej jest z sylwetką auta stworzoną przez stylistów skupionych wokół Chipa Foose'a. Ich dzieło to perfekcyjna interpretacja klasyka sprzed prawie 40 lat, za którego, w wersji oryginalnej, miłośnicy oldtimerów są gotowi zapłacić dzisiaj każde pieniądze.

Samochodowi ortodoksi mogą się krzywić, że współczesny Challenger jest zbyt potężny w porównaniu z oryginałem, że rzuca się w oczy jak pingwin na plaży nudystów. Rzeczywiście - 20-calowe koła i chromowana tabliczka z oznaczeniem "Hemi 6.1" na masce mówią wyraźnie: tu się będzie działo!

Po naciśnięciu przycisku rozrusznika pryska wspomnienie o szalonych latach amerykańskiej motoryzacji. Odzywa się grzeczny ośmiocylindrowiec uładzony na współczesną modłę, który coś tam sobie nienachalnie mruczy i równiutko tyka na wolnych obrotach. Ani myśli ryczeć jak jego protoplasta, który powodował drgania przepony u kierowców i z biegiem lat stał się legendą.

Wciskamy gaz, wskazówka obrotomierza wystrzela w górę. A jednak Challenger ma coś z praprzodka. Silnik wystukuje ten sam rytm, co kiedyś, może nieco bardziej unisono, tak jak nakazuje dzisiejsza etykieta, ale jednak robi duże wrażenie. A gdy skrzynia wybiera wyższy bieg, z obydwu rur wydechowych dobywa się hałas podobny wybuchom.

DANE TECHNICZNE DODGE CHALLENGER SRT8

DANE TECHNICZNE DODGE CHALLENGER SRT8

Cena (w Niemczech)53 900 euro
KonkurenciChevrolet Camaro, Ford Mustang
Silnikbenzynowy, V8, 6.1
Moc/przy obrotach425 KM/6200 obr/min
0-100 km/h5,5 s*
Prędkość maksymalna250 km/h
Zużycie paliwa17,1 l/100 km*
Emisja CO2b.d.
Silnikpojemność 6059 cm3, 569 Nm przy 4800 obr/min, skrzynia biegów 5A, napęd na tylne koła.
Wartości zmierzone
Przyspieszenie
0-50 km/h2,3 s
0-100 km/h5,5 s
0-160 km/h12,0 s
0-200 km/h18,8 s
Droga hamowania
ze 100 km/h na zimno (nieobciąż.)39 m
ze 100 km/h na zimno (obciąż.)40 m
ze 100 km/h na cieplo (obciąż.)40 m
Nadwozie2-drzwiowe, 5-miejscowe coupé, dług. x szer. x wys. 5023 x 1923 x 1449 mm, rozstaw osi 2946 mm, masa własna 1872 kg, dopuszczalne obciążenie 533 kg, pojemność bagażnika 459 l.
Zawieszenieniezależne zawieszenie kół, z przodu na podwójnych wahaczach trójkątnych, sprężynach śrubowych i amortyzatorach, z tyłu na wahaczach poprzecznych, wzdłużnych i sprężynach śrubowych. Stabilizator z przodu i z tyłu, hamulce tarczowe chłodzone powietrzem z przodu i z tyłu, opony o rozmiarze 245/45 ZR 20 Goodyear Eagle F1 Supercar na kołach z lekkich stopów, o rozmiarze 9J x 20.

Przy tym wszystkim współczesny Challenger wyrywa do przodu z taką energią, że jego pradziad z zazdrości mógłby zgubić lakier. Dzisiejszy Challenger potrzebuje 5,5 s by rozpędzić się do 100 km/h, prędkość maksymalną (ograniczoną do 250 km/h) uzyskuje błyskawicznie. Automatyczna skrzynia pracuje dyskretnie i efektywnie, tryb D wystarczy, by auto poruszało się sprawnie. Jednak ręczne wybieranie przełożeń daje o wiele więcej frajdy, już choćby dzięki samym wrażeniom akustycznym.  Automat nie miesza szyków kierowcy, np. czwarty bieg naprawdę pozostaje czwartym biegiem i nawet kickdown nie jest tego w stanie zmienić.  

Ponieważ dla Amerykanów liczy się tylko przyspieszenie, miłym dodatkiem okazuje się wyświetlacz, pokazujący co Challenger potrafi. Można z niego odczytać przyspieszenie od zera do "setki" albo ile sekund potrzeba na przejechanie 1/4 mili, kto ciekaw - znajdzie na ekranie informację o drodze hamowania albo o przeciążeniu w zakrętach.

Challenger okazuje się autem ascetycznym, bez ozdobników, bardzo porządnie wykonanym i z wygodnymi fotelami, świetnie przytrzymującymi ciało kierowcy. I nagle pojawia się wspomnienie zupełnie innego rodzaju. Jasne! Dźwigienka po lewej stronie kierownicy służąca jako włącznik kierunkowskazów i wycieraczek - przecież to jest wszystko potrafiący wynalazek Mercedesa, z gatunku tych, co to "krawaty wiąże, usuwa ciąże".

To auto ma zresztą znacznie więcej z Mercedesa - powstawało, gdy o rozwodzie Chryslera z Daimlerem nikt jeszcze nie myślał. O intymnych związkach świadczy np. zawieszenie. Skomplikowana tylna oś, w stylu tej z E-klasy, zapewnia stabilność podczas jazdy. Zachowanie samochodu jest przewidywalne, a ESP skutecznie chroni przed niepożądanym wpływem nadmiaru koni mechanicznych na tylną oś. Ale i tak pozostaje dość miejsca na zabawę, bo czym byłby muscle car, gdyby jego tył nie potrafił żyć własnym życiem.

O związkach z Mercedesem jeszcze wyraźniej świadczy komfortowe resorowanie. Dopóki samochód jedzie powoli, potężne opony potykają się dość nieporadnie o wyboje na drodze, ale im szybsze jest tempo jazdy, tym maniery Challengera stają się wytworniejsze - nawet na trzeciorzędnych drogach imponuje wysoką kulturą jazdy, o jaką raczej nie posądzalibyśmy amerykańskich aut. Hamulce  bez kłopotu znoszą testową procedurę "auto motor i sport" z dziesięcioma hamowaniami pod rząd, i to mimo że Dodge'a można obciążyć aż 500 kilogramami ładunku. Do dalekich eskapad przydaje się obszerny bagażnik, jednak zapał studzą nieposkromiony apetyt na paliwo i niewielki zasięg samochodu.

Kiedyś Challenger był wybrykiem historii - liczyła się tylko moc silnika. Współczesny model stał się cywilizowanym coupé, czymś w rodzaju Mercedesa CLK "przyrządzonego" według amerykańskiej recepty. Kowalski na pewno założyłby się, że z Denver do San Francisco przyjedzie nim o godzinę szybciej.

Tekst: GÖtz Leyrer
Zdjęcia: Achim Hartmann

Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 98 293 PLN
Dostępne nadwozia: coupe-3
SPRAWDŹ OFERTY

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij