Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.5

Italo Mustang

2007-05-31
Mustang w całej okazałości

Mustang jako fastback ze szklanym dachem? Jest taki. Powstał w Italdesign, z błogosławieństwem stylisty Forda - J. Maysa. Włosi upiększyli amerykańską ikonę i uwolnili ją od plastików we wnętrzu.

Niechętnie wychodzi na dzienne światło, powoli i opornie nabiera roboczej temperatury. Muscle car budzi się, mruczy jak kot i wytacza się z garażu. Jeszcze kilka razy wzdryga się i wstrząsa, przeciąga się i rozciąga mięśnie, w końcu V8 uspokaja się na biegu jałowym. I Mustang, odmieniony przez Giugiaro, donośnie mruczy, czekając na dalszy bieg wypadków.

Jest owocem współpracy włosko--amerykańskiej - jak hamburger, przyprawiony truflami i parmezanem. Daje się rozpoznać jako fastfood, ale już po pierwszym kęsie eksploduje nieoczekiwanym smakiem i aromatem. Należąca do rodziny Giugiaro firma Italdesign zajęła się klasycznym Mustangiem na swój sposób - przykryła kabinę ciemnym szklanym dachem, a wnętrze przekształciła w jeżdżący klub Country & Western.

Nowoczesna ikona amerykańskiej motoryzacji wreszcie pozbyła się swego "plastikowego" problemu. Do tej pory pod kultową kowbojską kurtką Ford Mustang nosił tandetę z supermarketu. Dobrze, że większość podziwiających jego zgrabną sylwetkę nie miała okazji zajrzeć do wnętrza. Przypominało ono przydrożną knajpę dla kierowców ciężarówek, w której kobiety podejrzanej konduity tańczą na stołach, a tuż za płotem pasie się bydło. Dopiero Fabrizio Giugiaro, syn Giorgetta i dyrektor stylistyczny w Italdesign, zadbał o równowagę między wyglądem zewnętrznym i wewnętrznym. Teraz kabina jest jak z amerykańskiego folderu dla wyższych sfer.

Za przyciśnięciem guzika "skrzydlate" drzwi unoszą się do góry ukazując wnętrze, na widok którego człowiek odruchowo chce ustąpić miejsca wyimaginowanym kowbojom. Kabinę urządzono według stereotypów o amerykańskim życiu wiejskim. Potężne fotele wyłożono bydlęcą skórą, szytą grubymi nićmi,oranż i różne odcienie brązu komponują się zaskakująco gustownie. Nie ma wątpliwości, że pod względem obróbki skóry Włosi są nadal mistrzami. Także w stosowaniu nietypowych materiałów i ich łączeniu.

Łaciate futro pokrywa siedziska foteli. Pomysł pozornie zużyty, ale przybliżający nas do kowbojskich klimatów. Perfekcyjny sztafaż przenosi nas do wirtualnego kina. Początkowo nieostry obraz skupia się na wspomnieniach, przywodzi na myśl romantyzm Dzikiego Zachodu. Patrząc na siedzenie, widzimy obszytą krowią skórą kaburę pistoletu, kapelusz stetson, skórzane spodnie...

Obrazy z przeszłości mieszają się ze współczesnymi zapachami. Gorzko woniejące garbniki skutecznie wyparły plastikowy odorek z Mustanga i sprawiają, że człowiek ma ochotę natychmiast opuścić miasto. Jeszcze raz nos wciąga głęboki aromat, aż decydujemy się zasiąść na rozłożystych fotelach. Skóra zdaje się żyć, to żadna replika z tworzywa, ale autentyczna skóra z rancza. Liczne małe szramy świadczą o tym, że Fabrizio Giugiaro już nie raz dosiadał swojego ogiera. W tym studyjnym samochodzie można sobie poczynać śmielej, niż w typowo salonowych eksponatach. Mustang made by Italdesign jest całkowicie zdolny do jazdy. Jedynie nadwozie i wyposażenie wnętrza wykonano we Włoszech zupełnie od nowa, cała technika jest dziełem Forda.

Z perspektywy głęboko osadzonego fotela kierowcy spojrzenie wędruje na uniesione do góry drzwi i mechanizm ich otwierania. Elektrycznie napędzany przegub jest przymocowany do przedniego słupka. To rozwiązanie zastosowane przez Italdesign po raz pierwszy, sprawia jednak, że drzwi są dość grube. Za to fakt, że uchylają się i podnoszą ku przodowi ułatwia wsiadanie, a jednocześnie odsłania karbon nadwozia. Tak, tak, karoserię zbudowano z tego szlachetnego materiału, stosowanego w sporcie wyścigowym. Ale wspiera się ona na oryginalnym amerykańskim podwoziu.

Napęd i zawieszenie pozostały nietknięte - a więc również w wersji uszlachetnionej przez Giugiaro, Mustang przenosi nas w lata sześćdziesiąte. Umieszczona z przodu jednostka napędowa swinguje jak za najlepszych czasów. I przywodzi wspomnienia o big blockach czy resorach piórowych.

Jednak seryjny Mustang nie całkiem zaspokaja wyobrażenia o krążownikach szos z wielkopojemnymi silnikami. Jego 300 KM i 4,6 litra pojemności - na drodze do prawdziwego big blocka - stawia Mustanga dopiero w fazie młodzieńczego dojrzewania. Wątłe bary musi wzmocnić kompresor, dostępny jako część pakietu tuningowego Ford Racing.

Całkiem przyzwoite 500 KM daje niezłe złudzenie większej pojemności skokowej, podobnie jak dudniący bigbeat, dobywający się z obu trójkątnych końcówek rur wydechowych. Przy dodaniu gazu, 4,6 litra daje koncert, jak gdyby w komorach spalania szalały kilogramowe tłoki o przekroju wiadra. I do tego potępieńcze wycie sprężarki. Oto, jak brzmi Ameryka.

Pierwsze przełożenie w pięciostopniowej skrzyni daje się włączyć zaskakująco precyzyjnie, sprzęgło "wchodzi"miękko i obliczalnie, silnik jednak lekko się ociąga. Przy ciężarze około 1,6 tony, 500 koni musi się sporo napracować. Zresztą, wyduszone z tej pojemności 500 KM to raczej stado kucyków mechanicznych niż dorosłych koni. W końcu, wraz z nabieraniem obrotów, kompresor zrywa się do boju i daje porządnie popalić tylnym kołom. Pełny gaz na nierównej drodze sprawia, że tylna oś mocno się narowi. Zdenerwowana - bodzie nawierzchnię, za autem pojawiają się obłoki kurzu i dymu.

Ale można też sobie spokojniej krążyć. Lewa ręka wpasowuje się w obicie drzwi, prawa spoczywa na konsoli środkowej. Amerykanie są niedościgłymi mistrzami w tworzeniu wygodnych oparć dla łokci. Teraz, gdy wzrok może spokojnie spocząć na najbliższym wzniesieniu drogi, przychodzi kolej na zapoznanie się z kolejną atrakcją "włoskiego ogiera" - szklanym dachem. Jak kopuła, rozciąga się od końca maski silnika aż po tylne nadkola. Z jego powodu Mustang stracił stopniowany tył i przeobraził się niemal w coupé.

Dach jest z przyciemnionego szkła, dzięki czemu pochłania promieniowanie ultrafioletowe. Szkło pochodzi z amerykańskiej firmy Solucia, ale sam dach wykonano we Włoszech, w pobliżu Murano - słynnej weneckiej dzielnicy dmuchaczy szkła. Kopuła nad głową kierowcy jest monolitem, bez szczebelków, szprosików czy uszczelek. Dzięki temu wiatr w nim nie świszczy, a kierowca ma niezakłócony widok, aż po horyzont - jakby siedział w siodle mustanga na prerii.

Jest popołudnie, poranne chmurki, które próbowały zepsuć zabawę, zniknęły gdzieś - urażone, że nikt na nie zwrócił uwagi. Do wnętrza auta przenika zło-te światło słońca i nadaje mu smakowity, miodowy odcień. Podążający stępa ośmiocylindrowiec na niskich obrotach łatwo dostosowuje się do prędkości, z jaką podróżuje się po amerykańskich drogach. Włoskie słońce, amerykańskie tempo, spokój u zarania wiosny.

To szczęście, że Giugiaro stworzył swoje studium na temat Mustanga, nie tylko po to, by je wirtualnie i na salonach pokazywać, ale też pozwolił mu wejść w realny szosowy świat. Szkoda jednak, że ostatecznie auto wyląduje w jedynym egzemplarzu jako eksponat w firmowym muzeum Italdesign. Bo przynajmniej sam pomysł na wnętrze mógłby Mustangowi pomóc przezwyciężyć kryzys osobowości. Dobrze by było, gdyby styliści Forda zabrali na jakiś czas włoskiego Mustanga do Ameryki.

Tekst: Marcus Peters
Zdjęcia: Rossen Gargolov

Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 197 000 PLN
Dostępne nadwozia: cabrio-2, coupe-2
SPRAWDŹ OFERTY

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Mustang jako fastback ze szklanym dachem? Jest taki. Powstał w Italdesign, z błogosławieństwem stylisty Forda - J. Maysa. Włosi upiększyli amerykańską ikonę i uwolnili ją od plastików we wnętrzu.
    auto motor i sport, 2007-11-27 13:42:48
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij