Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Królowie speedu

Praca marzeń. Testowi kierowcy Ferrari, Lamborghini albo Maserati! To muszą być prawdziwi macho, sławni i oganiający się od wielbicielek. Wyruszyliśmy do Włoch, by przekonać się czy tak jest naprawdę.

Marcus Peters 2009-07-08
Kierowcy testowi Dario Benuzzi przed firmowym budynkiem Ferrari. Z tyłu znajduje się tor testowy Fiorano.

Kim chce zostać przeciętny włoski chłopiec? Strażakiem, policjantem, może kosmonautą? Nie, on chce być kierowcą testowym Ferrari, Lamborghini albo Maserati. I niektórzy naprawdę nimi zostają, jak Dario Benuzzi, Mario Fasanetto i Andrea Bertolini. Tylko czy rzeczywiście są to szpanujący macho, jak chce utarty schemat?

Jeśli ktoś przypadkiem spotka któregoś z tej trójki, stwierdzi, że ani trochę nie pasuje on do potocznych wyobrażeń. No, może główny kierowca testowy Ferrari, Dario Benuzzi, cieszy się sławą bohatera. Z wyglądu to nie pierwszej młodości, szpakowaty pan. O tym, że potrafi ostro zabrać się do rzeczy, przekonują internetowe filmiki, na których Dario tak rozgrzewa opony swego służbowego auta, że fabryczny parking ginie w oparach dymu. I uwaga, rzecz niezwykła: pod filmikiem nie ma ani jednego złośliwego komentarza. Po prostu najsławniejszy włoski specjalista od palenia gum to postać z piedestału, której wolno wszystko.

Podczas spotkań w Ferrari Dario natychmiast otaczają wielbiciele, co wyraźnie go żenuje - skrępowanie opuszcza go dopiero za kierownicą, z samochodu wysiada z oporami, woli, żeby raczej ktoś dosiadł się do niego, chętniej wyczynia akrobacje kierownicą niż słowne. Jego angielski wystarcza jedynie na small-talk. Kto chce sobie pogawędzić z nim, musi mówić po włosku - na inne języki Dario reaguje szerokim usprawiedliwiającym uśmiechem.

Właśnie dlatego, że z Dario Benuzzim niełatwo nawiązać kontakt, podczas prezentacji nowych modeli Ferrari pozostawał zawsze postacią mityczną, która porywała dziennikarzy do świata zawrotnych przyspieszeń, ale nigdy do swojego własnego. Dlatego mało o nim wiemy rzeczy prawdziwych, a dużo słyszeliśmy plotek. Jedna z nich mówi, że Dario posiada model Enzo Ferrari, czemu on sam zaprzecza. "Jeżdżę Alfą Romeo 147. Jak z mojej pensji miałbym zarobić na Enzo?"

Zapytany o najbardziej ekscytujące przeżycie w swojej karierze, Benuzzi wymienia elektrohydrauliczną przekładnię manualną o nazwie F1. W 1989 r. zaczęto ją stosować w Formule 1. Dario należał do zespołu konstrukcyjnego i testował ją w samochodzie Formuły 1. Gdy po tych słowach na twarzy rozmówcy maluje się bezgraniczny podziw, dorzuca: "W porównaniu z modelem F40 jazda autem Formuły 1 jest łatwa. Wspaniała poręczność, wszystko działa leciutko. Ciężko robi się dopiero, gdy przyjdzie walczyć o dziesiętne sekundy".

Jednak Dario nigdy nie pragnął sławy kierowcy wyścigowego. Tłumaczy to w sposób dość zaskakujący: "Praca nad rozwojem auta od prototypu do perfekcyjnego modelu seryjnego jest o wiele większym wyzwaniem. Samochód dopuszczony do jazdy po ulicach musi potrafić wszystko - musi być wygodny, ale i szybki, cichy, ale i głośny tam gdzie trzeba. I musi być tak skonstruowany, żeby każdy był w stanie go poprowadzić. Wyścigówka musi być tylko szybka".

Czy to dla niego praca marzeń? "Tak. A nawet coś więcej. Dla chłopaka z Emilia Romagna praca dla Ferrari jest szczytem szczęścia. A tym bardziej w roli głównego kierowcy testowego!...". Co po tylu latach w zawodzie uważa za największą mądrość? "Ważniejsze od umiejętności szybkiej jazdy jest wiedzieć, kiedy skończyć pracę nad doskonaleniem auta. Inaczej na rynku nigdy nie pojawiałyby się gotowe samochody" - twierdzi Dario.

Andrea Bertolini także testuje dla Ferrari. Bada auta na symulatorze jazdy w F1, dobiera ustawienia wyścigowego F430 do walki w klasie GT2 i brał udział w opracowywaniu "swojego dziecka", czyli specjalnej edycji Ferrari FXX na bazie modelu Enzo. Bertolini jest głęboko wdzięczny Benuzziemu za to, że uczynił go kierowcą testowym. Zauważył go podczas jazdy w F355 Challenge i spytał: "Słuchaj, nie pracujesz dla Ferrari, prawda?". Bertolini potwierdził, że nie. "A ile masz lat?" "Siedemnaście" - odpowiedział Andrea. Na to Benuzzi: "To w przyszłym roku będziesz jeździł w moim zespole".

Dla Bertoliniego ta historia jest wariantem opowieści, jak z pucybuta stać się milionerem. Tyle że nie o pieniądze chodzi. "Moja rodzina nie była aż tak zamożna, żebym mógł rozpocząć karierę kierowcy wyścigowego; pieniędzy wystarczyło tylko na udział we włoskich mistrzostwach kartingowych. Ale one nauczyły mnie dawać zawsze z siebie wszystko". Także Maserati chciało skorzystać z talentów Bertoliniego. Dzisiaj pod względem różnorodności zajęć prześcignął nawet Benuzziego - w Maserati MC12 startuje w mistrzostwach FIA GT, testuje drogowego GT z trójzębem w herbie, nadal pozostaje do usług Ferrari i pracuje nad dostrojeniem wyścigowej wersji Fiata 500 Abartha.

Do zadań Bertoliniego należy oczywiście mknąć z maksymalną prędkością. "Ale żeby ocenić komfort, jadę powoli". Mimo to, pierwsza rzecz, którą robi po zajęciu miejsca za kierownicą to wyłączenie ESP. "Chcę w jak najprostszy sposób doprowadzić samochód do granicy jego możliwości" - mówi i maluje swoim Gran Turismo efektowne pasy na asfalcie. "Wprowadzanie samochodu w poślizg to po prostu czysta przyjemność". Czy się nie boi podczas takich manewrów otrzeć drogim autem o bandę? "Nie, jeszcze nigdy nie zniszczyłem drogowego samochodu podczas testów".

Mario Fasanetto nie bardzo pasuje do wyobrażeń o kierowcy testowym Lamborghini, a niemal codziennie zasiada za kierownicą aut dla macho z krwi i kości. Co na to sąsiedzi? "Dla nich po prostu jestem pracownikiem w Lamborghini. Tylko moi najlepsi przyjaciele wiedzą, że jestem kierowcą testowym". No bo jak inni mogliby na to wpaść, skoro ten ojciec dwójki dzieci prywatnie pokazuje się zawsze w BMW 320d Touring?

Gdy odprowadzony do fabrycznego garażu prototypowy Lamborghini jeszcze stygnie po pracowitym dniu, Mario wraca do normalnego życia. Jedyna oznaka, że tkwi w nim demon prędkości to upodobanie do jazdy motocyklem. Tyle że nie jakimś KTM 520 EXC, lecz łagodnym enduro - Kawasaki KLR 650. Znów nic nie pasuje do schematu. Pozostają tylko gokarty. W tej dyscyplinie testowy kierowca Lambo osobiście zbadał, gdzie leży kres możliwości czterokołowego pojazdu. Ale Mario Fasanetto nigdy nie startował w wyścigach, chociaż, owszem, współtworzył już takiego wyścigowego potwora jak Diablo GTR.

Podobnie jak Benuzzi i Bertolini, swoją karierę Fasanetto rozpoczął jako mechanik. I miał mentora - Valentino Balboniego, człowieka tak ważnego w Lamborghini, jak Dario Benuzzi w Ferrari. To był pierwszy bieg wrzucony w sprincie do kariery kierowcy testowego. I wspaniałe czasy modeli Countach i Jalpa, które rozsławiły markę Lamborghini. We wspomnieniach Mario niezatarty ślad pozostawiła jazda modelem Miura: "Gdy poczułem drżenie silnika V12, dostałem gęsiej skórki. Dwanaście cylindrów zasilanych paliwem przez cztery gaźniki Webera, co za odjazdowe brzmienie!".

A gdzie dzisiaj testuje najchętniej? "W Niemczech na północnej pętli Nürburgringu. Po jednym szybkim okrążeniu wiesz już wszystko o samochodzie" - wyjaśnia. Na innych torach Fasanetto pokonuje rocznie około 100 000 km. "I każdy z nich to prawdziwa rozkosz. Nawet po tylu latach".

Żeby to sprawdzić, jedziemy jego ulubioną trasą wokół fabryki w Modenie. Droga wije się w górę ku Appennino Emiliano, surowa okolica. Czy mieszkańcy również? "Nie" - mówi Mario. "Większość z nich jest dumna, gdy widzi nas w Lamborghini. W końcu jesteśmy nie tylko włoską, ale i regionalną marką". A gdy zbliża się policja? "Wtedy nic, tylko wiać...". Coś z macho jednak tkwi w testowym kierowcy.

Tekst: Marcus Peters
Zdjęcia: H.-D. Seufert

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Praca marzeń. Testowi kierowcy Ferrari, Lamborghini albo Maserati! To muszą być prawdziwi macho, sławni i oganiający się od wielbicielek. Wyruszyliśmy do Włoch, by przekonać się czy tak jest naprawdę.
    auto motor i sport, 2009-07-08 11:54:07
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij