Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.2

Land Rover Defender: Z piekła się nie wraca

W podziemnej metropolii. Piekło kojarzy się z wszystkim, tylko nie z samochodami. Ale w XXI wieku rynków należy szukać wszędzie. Pod ziemią też. Próbowało wielu. Przeżył jeden. Imię jego - Land Rover.

Julian Obrocki 2008-12-03
KGHM Tylko w dzielnicy solnej jest jasno i przestronnie. I architektura tej częścimiasta dużo ładniejsza.

Kiedyś w mniejszych kopalniach (głównie węgla) pracowało mniej ludzi. Dziś w dobie elektroniki ważniejsza od węgla jest miedź. Kopalnie zaś przybierają monstrualne rozmiary. Jedna z największych znajduje się w Polsce i należy do KGHM. To podziemne miasto rozciąga się na obszarze wielkości Wrocławia (!) i ma podobną ilość ulic. Jest w nim tylko jedna linia kolejowa (metro?), więc tysiące górników potrzebują normalnej komunikacji miejskiej. Miasto jest bardzo parterowe (średnia wysokość to zaledwie 1,8 metra), a ulice są koszmarnie dziurawe. (Żywa skała.) Więc autobusy nie wchodzą w rachubę. Raczej terenowe mikrobusy. Zamówienie na takie pojazdy to prestiż, sława i pieniądze. Chętnych nie brakowało. Próbowali i polegli. Szkielety "śmiałków" do dziś straszą w nieczynnych chodnikach. Stąd się nie wraca. Tym bardziej że dla wydziału komunikacji to nie auta, ale trochę eunuchy, pozbawione prawa do dowodu rejestracyjnego i przeniesione do dziwnej kategorii - SWT (samojezdny wóz transportowy). Bez homologacji i testów zderzeniowych. Do windy się nie mieszczą, więc jej szybem spuszczane są, obrócone pionowo, na "sznurku", jak dusza do piekła. Bo tu jest piekło - dosłownie, bo temperatura i żrące wyziewy, i w przenośni, bo do środka Ziemi blisko. Aluminium i stal nie dają rady. Na polu tej podziemnej bitwy został tylko Land Rover. Konkretnie Defender 2.5 TDI. Ale to nie silnik czy osiągi są sekretem tego dziwnego auta. Tematem jest masowe znikanie podstawowych podzespołów, ze skrzyniami biegów włącznie. W ciemnościach kopalni grasuje nieuchwytny złodziej. To korozja. Kopalnia miedzi jest równocześnie... kopalnią soli! Wysoka temperatura i wilgotność tworzą tu jeden wielki inhalator. Na przodkach, w rejonie prac bezpośrednich, dochodzi jeszcze potworne zapylenie. Człowiek wytrzyma wszystko. (Do czasu.) Samochody padają jak muchy.

Pracują tu dziwne Land Rovery. Produkcji... polskiej! Anglikom przedsięwzięcie wydawało się nierealne. Próby z oryginalnym modelem wypadały negatywnie. Mechanicznie było nieźle, ale po paru miesiącach wyglądały jak skóra i kości, traciły połowę na wadze i rozpadały się w oczach. Trzeba było stworzyć od zera auto nierozpuszczalne. A to nie takie łatwe. Defender od urodzenia jest metalowy. A w tej kopalni, w podziemnym piekle, jadowita atmosfera z metalem kontaktu mieć nie może. Wszędzie gdzie się da - nadwozie, podłoga, błotniki - należy metal w ogóle wyeliminować. Konstruując zupełnie nowe części z tworzyw sztucznych lub... drewna. Tam gdzie się nie da - np. rama, silnik, skrzynia - zaaplikować podzespołom kąpiele w równie piekielnych plastikowych miksturach, by pokryć metal powłoką ochronną. Nie jest ona idealna i np. skrzynia biegów z dnia na dzień jest coraz... lżejsza. (Wymienia  się obudowy.) Żrące błotko próbuje górnikom rekompensować te straty - przykleja się do auta, kilkaset kilogramów dziennie! I trzeba to spłukać. Nie myje się tylko aut pracujących wyłącznie w soli - skorupa solna na podwoziu zamienia się w "beton" i dalszej wilgoci nie dopuszcza.

Auta są znacznie przerobione. Buduje je od podstaw wrocławska firma Team. Cel wyraźny - trwałość, a nie komfort. Dlatego zamiast indywidualnych foteli, na przedłużonej "pace" montuje się proste ławki i zamiast 6 wygodnych siedzeń jest miejsce dla 14, a nawet 20 górników. I to trochę w kucki, bo stropy są bardzo nisko i ciągle sypią się z nich skały. (Jeździ się wyłącznie w kaskach.) Całe auto jest obniżane (zawieszenie, opony), bo w wielu chodnikach (czyli ulicach) mieści się na milimetry. Wersja 20-osobowa jest 6-kołowa. Przy takim obciążeniu na ostrych skałach bardzo cierpią opony. I realnie rzadko przekraczają 20 tys. km. Mimo że jeżdżą z umiarkowaną prędkością - około 20 km/h. Takie szybkości, korzystne dla opon, są jednak niekorzystne dla aut (choćby wydajność układu chłodzenia), a jeździ się wyłącznie na reduktorze, więc nie da się uzyskać zużycia paliwa poniżej 15 l/100 km. Wydech jest z normalnym katalizatorem - podziemne miasto jest sztucznie, bardzo intensywnie, przewietrzane i wentylowane. Bo przecież "komunikacja miejska" to tylko ułamek ciężkiego ruchu drogowego, który się w tym labiryncie odbywa. W całej kopalni to tysiące samobieżnych maszyn o monstrualnych rozmiarach i wyposażonych w silniki Diesla. Wielotonowe kolosy mają tylko 1 m (!) wysokości (taka jest często grubość złoża). I jeżdżą "po mieście" jak szalone. W dodatku "prawie bez kierowcy" - siedzi on w jakiejś ukrytej kapsule i widzi świat na ekranie. Wrażenie jest diabelskie, bo w podziemnym mieście widoczność na skrzyżowaniach jest "żadna". I wyjazd takiego kolosa zza rogu może przestraszyć. (Obowiązuje trąbienie.) Ruch jest taki, że w całym "mieście" wprowadzono znaki drogowe. Traktuje się je bez specjalnej atencji, bo pod ziemią nie ma drogówki, radarów, punktów i mandatów.

Land Roverowa komunikacja miejska, podobnie jak cała kopalnia, działa na okrągło, dzień i noc. Auta są więc eksploatowane z makabryczną intensywnością. Przejeżdżają po ok. 150 tys. km (odpowiednik około 600 tys. km "na ziemi"). Potem nie opłaca się już ich remontować i dokonują żywota pod ziemią. Raz tylko wyciągnięto takiego emeryta na powierzchnię. Zmarł natychmiast (rozpadł się do reszty) zachłysnąwszy się świeżym powietrzem.

Utrzymanie podziemnej floty to duże przedsięwzięcie logistyczne. Niczego nie wywozi się na powierzchnię, ale pod ziemią jest pełnozakresowa stacja obsługi. Robi się tu wszystkie operacje chirurgiczne i reanimacyjne. I co 5 tys. km przegląd. Po kilku latach dziurawe jak sito auta umierają stojąc. I zostają pod ziemią na zawsze. Z tego piekła się nie wraca.


Ruda i jej zawartość
Eksploatowane od 40 lat polskie złoża miedzi w rejonie Legnicy i Głogowa należą do największych na świecie. Wydobywana z głębokości 1 km ruda zawiera zaledwie niecałe 2% miedzi, wymaga więc, dla uzyskania czystego produktu, a tylko taki się eksportuje, bardzo skomplikowanego przerobu. I niestety pozostawia dużo bezużytecznych odpadów. W tej samej kopalni pozyskuje się również srebro i sól oraz, w mniejszych ilościach, złoto i ołów. Zatrudnienie sięga ok. 18 tys. ludzi (największy pracodawca na Dolnym Śląsku). KGHM to wielka spółka giełdowa, notowana na parkiecie w Warszawie i w Londynie. Podobnie jak w górnictwie węglowym, świętem górników miedziowych jest grudniowa Barbórka.
Tekst: Julian Obrocki
Zdjęcia: Mariusz Barwiński

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    W podziemnej metropolii. Piekło kojarzy się z wszystkim, tylko nie z samochodami. Ale w XXI wieku rynków należy szukać wszędzie. Pod ziemią też. Próbowało wielu. Przeżył jeden. Imię jego - Land Rover.
    auto motor i sport, 2008-12-03 10:33:14
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij