Land Rover mówi, że na świecie jest wielu ludzi, dla których słowo „samochód" oznacza Defendera. To jedyny pojazd jaki widzieli, bo tylko ten mógł do nich dotrzeć. Jedyny i niepowtarzalny Defender - teraz w nowej wersji.
Zobacz również
Kiedy wygram w totolotka, co stanie się w tym tygodniu albo w przyszłym, a najdalej w przyszłym miesiącu, kupuję Ferrari 599 GTB. Wspaniałe, agresywne coupé, trochę retro w stylu Daytony sprzed 40 lat. Silnik z przodu, 12 cylindrów i 620 koni, napęd na tył i skrzynia ∫ la F1, szybka jak myśl. Samochód jedyny w swoim rodzaju.
Drugi będzie Land Rover Defender. Też lekkie retro, też aluminiowe nadwozie w stylu tamtego z 1948 roku, który nazywał się po prostu Land Rover, bo innego Land Rovera nie było. W najnowszej wersji pod maską ma turbodiesla z Forda Transita, moc 122 KM. Defender to też samochód jedyny w swoim rodzaju. I chyba bardziej ekstremalny niż 599 GTB.
Nowe wersje Defendera pojawiają się niezwykle rzadko. Jeśli chodzi o ramę i nadwozie, Defender A.D. 2007 jest w zasadzie identyczny z modelem z 1984 roku, w którym po raz pierwszy zastosowano sprężyny zamiast resorów piórowych. Natomiast największe zmiany dotyczą dwóch elementów: zespołu napędowego oraz wnętrza, a ściślej - przodu kabiny. Inne są też układ siedzeń oraz detale w rodzaju napisu na pokrywie silnika. Do wyboru jest czternaście odmian nadwozia (osobowe, użytkowe i pick - upy) w trzech wersjach rozstawu osi, oznaczanych 90, 110 i 130. Nadwozie jest wyższe niż szersze i w krótkiej wersji mierzy niespełna cztery metry długości.
Być może 2007 rok będzie pamiętany jako ten, w którym Defender otrzymał nowy silnik. Turbodiesel Land Rovera mocno bazuje na jednostce znanej z Forda Transita, ma pojemność 2,4 l, rozwija moc 122 KM i wytwarza moment obrotowy o wartości 360 Nm. Główne modyfikacje dotyczą układu smarowania oraz sterownika. Aby zmieścić nową jednostkę, pokrywa silnika ma też inny profil. Do pary jest nowa, sześciobiegowa, mechaniczna przekładnia ze znacznie niższym przełożeniem pierwszego biegu - dla uzyskania większej siły napędowej.
Podczas zwykłego przemieszczania Land Rover jest wystarczająco żwawy i trudno o sytuację, w której pojawiłby się deficyt osiągów. Do kabiny dociera zaskakująco mało hałasu silnika i po raz pierwszy można w Defenderze rozmawiać nie krzycząc. Sprzęt audio nie tylko można usłyszeć - gra on lepiej niż bez zarzutu. Z kronikarskiego przyzwyczajenia podajemy, że sprint do setki zajmuje niecałe 16 s, a subiektywne odczucia dynamiki jazdy są całkiem przyzwoite. Inaczej niż w wypadku 599 GTB, prędkość maksymalna jest ograniczona, a swoje 132 km/h Defender osiąga jakby od niechcenia.
Wasze opinie na forum
Ten artykuł nie został‚ jeszcze skomentowany.Bądź pierwszy i wypowiedz się w dyskusji!




















To już 5 lat!
Pirelli w "Brazylli"
