Mocne wrażenia - w standardzie. Chociaż psychicznie byłem przygotowany na spotkanie z nimi, czas spędzony za kierownicą Lexusa IS F i Mercedesa C 63 AMG wywrócił moje samochodowe marzenia do góry nogami. Teraz mam na celowniku jednego z nich!
Zobacz również
Galeria

Seryjny mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu + wyłączony układ stabilizacji toru jazdy = jazda pełnym poślizgiem.

Już po raz piąty grzecznego, rodzinnego Mercedesa klasy C firma AMG przekształciła w auto o sportowych osiągach.

Na zmianę położenia pedału przyspieszenia i komendy wydawane kierownicą Lexus i Mercedes reagują niemal w czasie rzeczywistym.

Całe szczęście, że ograniczenia, które unijni komisarze nakładają na producentów samochodów w związku z obniżeniem emisji dwutlenku węgla dotyczą produkcji aut w ogóle, a nie każdego modelu z osobna. Dzięki temu firmy samochodowe wciąż mogą pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa i wytwarzanie aut, które pod względem zużycia paliwa oraz emisji CO2 przegrywają tylko z czołgiem. C 63 AMG i IS F nie biorą udziału w wojnie o zmniejszenie efektu cieplarnianego. One toczą własną. Chociaż jednego z graczy przygotowała armia, która jest już weteranem walki, a drugi dopiero co opuścił nowiutkie koszary, na wielu frontach walka jest bardzo wyrównana.
C 63 to ukoronowanie 40-letniej pracy manufaktury z Affalterbach i piąta już generacja klasy C przygotowanej według receptury AMG. IS F to pierwszy Lexus z przydomkiem „F" jak Fuji Speedway, czyli tor wyścigowy, który w 1963 r. powstał specjalnie po to, aby w Japonii można było rozegrać rundę amerykańskich wyścigów serii NASCAR, a później gościł dwa pierwsze wyścigi F1 o Grand Prix Japonii, zorganizowane w latach 1976 i 1977. U stóp szczytu Fuji Toyota ulokowała swoje centrum techniczne, a od 2000 r. jest większościowym właścicielem toru, który został kompletnie przebudowany po to, aby w 2007 r. Grand Prix Japonii wróciło na Fuji Speedway.
Ponieważ C 63 AMG i IS F nie o środowisko naturalne mają dbać w pierwszej kolejności, ale o bardzo szeroki uśmiech ich właściciela gdy tylko otworzy bramę do garażu, Lexus i Mercedes prężą muskuły i napinają karoserię zanim jeszcze zabrzmią ich silniki. O żadnym szpanerstwie nie ma jednak mowy. Jest tylko to, co niezbędne, aby auta nabierające prędkości jak odrzutowce trzymać przy ziemi. Powiększone błotniki, w porównaniu ze zwykłymi wersjami Mercedesa klasy C i Lexusa IS, maskują większy rozstaw kół i potężne koła, szersze z tyłu niż z przodu. Gdyby nie wybrzuszona pokrywa silnika, w Lexusie nie zmieściłaby się potężna jednostka napędowa, natomiast gdyby nie wysunięty przedni zderzak - dodatkowa chłodnica. Że coś jest na rzeczy, zdradza też delikatna listwa na pokrywie bagażnika w C 63 AMG i IS F, która przy dużych prędkościach zapewnia odpowiedni docisk aerodynamiczny tylnej części auta. Poza tym, supermocne odmiany Mercedesa klasy C i Lexusa IS prezentują się z zewnątrz dość zwyczajnie. I to jest w nich najpiękniejsze, bo potrafią jeździć zupełnie niezwyczajnie.
W inny świat przenosi sam dźwięk silników. Już po naciśnięciu przycisku startera słychać, że obudziło się do życia potwora, nad którym może być trudno zapanować. Zwłaszcza że muzyka jest tym przyjemniejsza dla ucha, im bliżej podłogi znajduje się pedał gazu. Chociaż w kabinie słychać ją wystarczająco dobitnie, najlepiej delektować się nią na zewnątrz auta. W ten sposób nawet przechodniom C 63 AMG i IS F oferują więcej niż zwyczajne auta, nie mówiąc już o kierowcach. Większość osób zanim ujrzy obydwa samochody najpierw je słyszy i dlatego się potem za nimi ogląda. Chociaż bulgocące brzmienie widlastej ósemki Mercedesa początkowo wydaje się zagłuszać dość subtelny dźwięk silnika w Lexusie, serce IS F też potrafi zabrzmieć mocniej. Dzieje się tak przy wyższych obrotach, kiedy otwiera się drugi kanał dolotowy i silnik zaczyna gadać na dwa gwizdki. Wówczas, donośny odgłos układu wydechowego zostaje zagłuszony przez mocne, basowe, czysto mechaniczne brzmienie jednostki napędowej, pracującej na najwyższych obrotach.
Dla przezornych
Zarówno Lexusa IS F, jak i Mercedesa C 63 AMG wyposażono w trzystopniowy układ stabilizacji toru jazdy. Umożliwia on całkowite wyłączenie systemu lub ustawienie go w tryb sportowy, który dopuszcza obrót auta wokół osi pionowej w pewnym zakresie, czyli jazdę poślizgiem. Uśpiona elektronika wkracza do akcji dopiero wtedy, gdy poślizg auta jest zbyt duży.



















To już 5 lat!
Pirelli w "Brazylli"
