Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Mercedes-Benz 560 SEC - randka z białą gwiazdą

Ruszamy, a głowy wszystkich bezwiednie podążają jej śladem. „Przyzwyczaj się” – śmieje się Pan Jerzy Leśniak, właściciel SEC-a 560. Oto wrażenia z wieczora spędzonego w towarzystwie najpiękniejszej gwiazdy wszech czasów.

Szymon Piaskowski 2016-08-05
Mercedes 560 SEC

Kiedy Mercedes W126 w wersji SEC debiutował w 1981 roku na salonie samochodowym we Frankfurcie, jego designer, Bruno Sacco, popijał dobrego szampana i patrzył z satysfakcją, jak tłumy zwiedzających podziwiają jedno z najpiękniejszych coupé nie tylko w historii Mercedesa, ale w motoryzacji w ogóle.

Na mieście SEC robi większe wrażenie niż nowe Mercedesy

Nothing but the best
„Albo najlepsze, albo nic" – to hasło przyświecało w pracy nie tylko Gottliebowi Daimlerowi, ale i Brunowi Sacco. Choć uważa się, że jego dziełem życia jako stylisty jest Mercedes 190, my jesteśmy innego zdania. Kiedy W126 SEC pojawił się na rynku, był synonimem tego, co najlepsze – wszak bazował na najlepszym wówczas samochodzie świata – Mercedesie S. Coupé było ponadczasowym miksem niemieckiej solidności i włoskiego piękna, które, nawet jeśli się starzeje, to zjawiskowo.560 SEC, którego pięć lat temu Pan Jerzy sprowadził z USA, to model z 1988 r.

 
 
W latach 80. w zasadzie nie było bardziej luksusowej kabiny
   
Automatyczna skrzynia ma cztery przełożenia, w normalnym trybie zmienia biegi Pas jest podawany przez specjalny wysięgnik
   

Wyposażenie auta robi wrażenie nawet dzisiaj – pełna elektryka foteli (i elektrycznie regulowane zagłówki) z pamięcią i podgrzewaniem, klimatyzacja, tempo- mat, a nawet klakson o zmiennych tonach (bo w mieście nie wypada trąbić zbyt głośno). Do tego bajer w postaci elektrycznie „podawanych” pasów bezpieczeństwa, a na deser samopoziomujące tylne zawieszenie. Wspaniałym detalem są również rasowo wyglądające drzwi bez ramek z opuszczanymi bocznymi szybami (wszystkimi!).

Komfort ponad wszystko

SEC miał być najwygodniejszym na świecie pożeraczem kilometrów. I to czuć od chwili, kiedy usiądzie się w fotelu – nawet po latach zapewnia po prostu nieziemski komfort. Poza tym w naszych oczach jest dziełem sztuki – jak np. skórzany barokowy fotel z muzeum. Zapachu wnętrza nie da się porównać do żadnego współczesnego – to mieszanka skóry, drewna i wytwornego luksusu.
Siedzenia można opuścić dość nisko, kierownicę reguluje się elektrycznie, tu jeden zgrzyt: tylko w pozycji góra-dół.

  JERZY LEŚNIAK - właściciel SEC-a
W swoim garażu parkuje też innego Mercedesa – SL-a R107 z 1972 r. (w wersji 420 z V8). Podobnie jak SEC, SL przypłynął do Polski z USA, a do życia jest przywracany w sprawdzonym zakładzie w Librantowej koło Nowego Sącza.

Jeszcze słowo o kierownicy – na początku ma się wrażenie, że jest o dwa rozmiary za duża, jednak to cecha wspólna wszystkich Mercedesów z lat 80. i 90. Tak naprawdę rozmiar kierownicy jest w sam raz, a ją samą wyposażono w poduszkę bezpieczeństwa. Wnętrze auta Pana Jerzego jest oryginalne w 99% – jedyny dodany element to radio marki Sony, jednak utrzymane w klimacie (pochodzi z początku lat 90.). Z fabryki auta wyjeżdżały z radiem marki Becker.

Kiedy 5,5-litrowa V-ósemka zaczyna pracować na zimno, we wnętrzu czuć wibracje, ale po osiągnięciu temperatury roboczej tylko strzałka obrotomierza informuje nas o tym, że silnik rzeczywiście działa. „Ile to pali?”
– pytam właściciela, zanim ruszę. „Po mieście? Dwójka z przodu. Na szczęście zbiornik paliwa pomieści 90 litrów”. W trasie da się osiągnąć około 15 litrów na setkę.

 
Ta sylwetka jest piekelnie prosta. I piekelnie piękna

Na drodze SEC to potęga
Wciskam gaz, a skrzynia bez szarpnięć zmienia biegi przy 2500 obr/min. Cichy pomruk na razie mnie onieśmiela, skupiam się na celowaniu potężną maską w drogę. Idzie zaskakująco łatwo, choć SEC to kawał auta, na ulicy okazuje się zwrotny (średnica zawracania to 11,5 m). Oczywiście nie jest to model stworzony do jeżdżenia slalomem, ale mimo że nadwozie przechyla się bardziej niż we współczesnych autach, SEC posłusznie trzyma się toru jazdy. Wyjeżdżamy na prawie pustą o tej porze obwodnicę. „Śmiało, gaz do dechy” – zachęca Pan Jerzy. Nie trzeba mi powtarzać, gaz opieram o podłogę, skrzynia całkiem nieźle wymusza kick-down, ale auto chwilę się zastanawia, zanim rzuci na tylne koła potężny moment obrotowy.

Po tej chwili zawahania, kiedy silnik przekroczy 2500 obr/min, SEC przysiada i majestatycznie przyspiesza – 80-100-120-140 km/h. Kolejne liczby  odfajkowuje bez wysiłku, ale ja prawie ich nie zauważam, bo całą moją uwagę pochłania oszałamiający dźwięk V8. Jest jak ryk Godzilli gwałtownie zbudzonej ze snu. Wystarczy jednak osiągnąć prędkość przelotową, by ryk przerodził się w szept – nawet przy prędkości zakazanej przez prawo można rozmawiać z pasażerami półgłosem. Bardziej niż silnik słychać wiatr opływający nadwozie (które i tak ma niezły współczynnik oporu powietrza – Cx 0,34).

 
DANE TECHNICZNE
2-drzwiowe, 2+2-miejscowe coupé, długość x szerokość x wysokość 4935 x 1828 x 1402 mm, rozstaw osi 2845 mm, masa własna 1854 kg.
8-cylindrowy silnik benzynowy, pojemność 5547 cm3, moc 279 KM, maksymalny moment obrotowy 430 Nm przy 3750 obr/min, 4-biegowa przekładnia automatyczna, prędkość maksymalna 247 km/h, przyspieszenie 0–100 km/h w 7,8 s, średnie zużycie paliwa 14,1 l/100 km.
 

Zatapiam się głębiej w fotelu (posadzonym na prawdziwych sprężynach) i opieram rękę o szeroki podłokietnik. Wszystkie przełączniki na desce wyglądają tak, jakby zaprojektowano je, by działały przez całe życie. Życie auta, nie kierowcy, oczywiście.

Randka z białą gwiazdą dobiega końca. Czuję, że nawiązała się między nami jakaś więź. „To proszę przypomnieć, ile ona pali w mieście?”
– pytam Pana Jerzego.

HISTORIA MODELU
1981 Debiut Mercedesa klasy S w wersji coupé (SEC) na IAA we Frankfurcie. Do sprzedaży wchodzą wersje 380 SEC (3,8 litra) oraz 500 SEC (5 litrów). W ofercie tylko silniki V8.
1985 Face lifting modelu (m.in. nowe zderzaki oraz obręcze z lekkich stopów) i debiut nowych wersji na salonie samochodowym we Frankfurcie. Do oferty wchodzią wersje 420 SEC (4,2 l) oraz 560 SEC (5,5 litra).
1987 Wyposażenie z zakresu bezpieczeństwa bogatsze o poduszkę powietrzną dla pasażera, dostępną za dopłatą
1991 Koniec produkcji modelu W126 coupé – w sumie sprzedano 73 069 sztuk
1992 Debiut kolejnej generacji flagowego modelu coupé na salonie samochodowym w Detroit. Nowy model (oznaczony jako C140) jest bardzo krytykowany z powodu pancernej stylistyki
WARTOŚĆ WG „OLDTIMER MARKT PREISE 2015”, CENY W EURO
 Model  lata prod.  stan 1.  stan 2.  stan 3.  wzrost wartości  stan 4.  stan 5.
 420 SEC  1985-91  b.d.  16 400    9 500  3%  4000  b.d.
 500 SEC  1981-85  b.d.  19 500  11 000  10%  4800  b.d.
 560 SEC  85-91  b.d.  19 000  10 500  -5%  4500  b.d.
Stan 1. oznacza stan idealny, stan 5. – mocno zniszczony, 2.-4. to stany pośrednie. Dla stanu 3. wyliczono średni wzrost wartości modelu w ciągu ostatnich 5 lat
        
Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 68 019 PLN
Dostępne nadwozia: furgon-3, kombi van-4
SPRAWDŹ OFERTY

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij