Jeśli ktoś zastanawiał się jak wyglądałaby potęga Mercedesa zamknięta w jednym samochodzie, to ma odpowiedź. W teście Mercedes SLS AMG, czyli Gullwing XXI wieku.
Zobacz również
Chodzi o drzwi. Gdzie się nie pojawi, SLS robi potężne wrażenie, ale największe dopiero po otwarciu drzwi. Najbardziej charakterystyczny element Mercedesa 300 SL, najlepszego sportowego samochodu XX wieku, powraca w wielkim stylu.
Proporcje są najbardziej klasyczne z klasycznych, ale w nadwoziu SLS-a nie ma ani grama retro. Niski, szeroki, z długą pokrywą silnika, pionowym przodem i w matowym lakierze - jest w jakiś trudny do określenia sposób złowrogi. Coś na zasadzie ostrzeżenia: „Uwaga, zły samochód!". Zbliżasz się, a już na pewno wsiadasz tylko na własne ryzyko.
Gimnastyka z wsiadaniem, czy raczej spadaniem na fotel po pokonaniu wysokiego i szerokiego progu jest jedyna w swoim rodzaju. Trzeba też mieć długie ręce, żeby siedząc w fotelu dosięgnąć uchwytu w uniesionych drzwiach. Same „skrzydła mewy" podnoszą się i opuszczają jakby były z piór zamiast aluminium. Ogólny kształt deski rozdzielczej - prosty, z wysokim daszkiem nad zegarami - nawiązuje do tej z oryginalnego Gullwinga. Na linii wzroku kierowcy nie znajduje się żaden niepotrzebny element, a w każdym razie nie znajdowałby się, gdyby nie umieszczone u podstaw przednich słupków małe głośniki systemu Bang & Olufsen, podświetlane bladym, diodowym światłem - rzecz tak nie na miejscu, że aż idiotyczna. Układ elementów obsługi jest klasyczny, sama obsługa pomimo wielu funkcji prosta i intuicyjna, struktura menu systemu Comand przejrzysta. Dziesięć na dziesięć możliwych punktów za kierownicę (w wersji z alcantarą za jedyne 2200 zł) - o średnicy 370 mm, nie za małą, nie za grubą, bardzo dobrze wyprofilowaną i na szczęście tylko lekko spłaszczoną w dolnej części.
Świetne standardowe fotele za drobną dopłatą 18 tys. zł można zamienić na obszyte skórą kubły. Być może one nawet bardziej pasują do charakteru auta, bo po rozruchu silnika SLS cały „żyje". Odgłos pracy silnika jest surowy, przez nadwozie przechodzą wibracje, efekt dodania gazu czuć zarówno w uszach, jak i w plecach. Ta surowość to jeden z lepiej dopracowanych detali. Tak jest - dopracowanych, bo pomimo idealnego wykończenia, skóry na desce rozdzielczej, alcantary na podsufitce i szczotkowanego aluminium na tunelu środkowym i tak masz wrażenie trzymania gołymi rękami 571 koni.
Skrzydła mewy
Drzwi typu „skrzydła mewy" to konstrukcyjne wyzwanie. Tak duże wycięcia w dachu mają wpływ na konstrukcję całego nadwozia, musi też być jakiś system pozwalający wydostać się z auta w razie dachowania. Temu służą ładunki pirotechniczne, umożliwiające odsunięcie drzwi. Natomiast dla mnie, poza wszystkimi walorami wizualnymi, „skrzydła mewy" mają jeszcze jedną zaletę - uniemożliwiają zamontowanie jednej z najbardziej bezsensownych rzeczy, jakie można spotkać w autach sportowych - szyberdachu...

Wasze opinie na forum
- Użytkownik airmatic 06.07.2011, 22:17
Więc żeby wsiąść do SLS-a, trzeba ściągnąć dresy? To w czym ma jechać majętny sportsmen,
- Użytkownik 84styleFury 06.07.2011, 18:28
SLS heheh mnie tam on wybitnie jakos nie kreci , dobre auto dla biznesmenow heheh
- Użytkownik Samuraj002 01.12.2010, 20:29
Wiadomo, legenda to legenda. Ja i tak zawiesiłbym oko jednak na nowym SLS -
- Użytkownik airmatic 30.11.2010, 23:49
Myślę do tej pory, czy SLS dorósł do legendy Gullwinga. Na pewno niejeden fan





















Opel Vectra II
Mocne uderzenie