Solidny, chociaż nie wybitny. Ze wszystkimi kolorami tęczy na nadwoziu czy bez, Mitsubishi Outlander daje się polubić - mimo że nie jest bez wad.
Zobacz również
Wymalowany w czerwonobiało- pomarańczowe dakarowe kolory i z napisami nawet na dachu, wyglądał jak choinka. Jakby Stephane Peterhansel zamiast na starcie oesu w Santa Rosa de la Pampa jakimś cudem zameldował się w korku na tyłach wrocławskiego dworca PKS.
Testowy Outlander z terenowym wyczynem wspólne miał tylko barwy wojenne. Na zewnątrz reflektory ksenonowe, w kabinie skórzana tapicerka, podgrzewane fotele, Bluetooth i system nagłośnienia Rockford Fosgate z subwooferem (wszystko standard w wersjach Intense+ i Instyle). W dłoniach skórzana kierownica, pod ręką skórzana dźwignia zmiany biegów, pod maską stary znajomy, 140-konny 2.0 TDI, pardon - DI-D.
Zapytani o zalety SUV-a Mitsubishi odpowiemy, że na pewno nie są nimi właściwości jezdne. Outlander jedzie, skręca i hamuje, ale nie wyróżnia się niczym szczególnym. Zawieszony raczej miękko, z mdłym układem kierowniczym, pod żadnym względem nie wciąga kierowcy w środek akcji, snując swoje nudnawe opowiadanie o pokonywaniu kilometra za kilometrem. Wielkimi zaletami są za to komfort oraz święty spokój. Świetne fotele, wysoka pozycja za kierownicą, przestronna kabina, niezła klimatyzacja, pierwszorzędny sprzęt grający i znakomite tłumienie nierówności sprawiają, że zwłaszcza w jeździe miejskiej czas za kółkiem mija szybko, łatwo i przyjemnie.
Mitsubishi bardzo dobrze robi, że zaopatrza Outlandera w przełącznik trybu pracy układu napędowego. Dzięki temu napęd czterech kół można wyłączyć (auto staje się wtedy przednionapędowe) - i warto to robić zawsze, kiedy „cztery łapy" nie są potrzebne, bo to obniża zużycie paliwa. Przy takim samym, łagodnym stylu jazdy i na tej samej trasie SUV zużywał przynajmniej o 0,5 l/100 km paliwa więcej, kiedy część siły napędowej wędrowała na tył.
Z większym prześwitem, większym skokiem zawieszenia i na większych kołach można próbować jeździć Outlanderem po ubitym piasku i głębszych kałużach. Jednak z trudniejszym terenem lepiej dać sobie spokój. Szkoda byłoby tych dakarowych nalepek.
Stary znajomy
Czyli 2-litrowy, 140-konny turbodiesel, znany od Volkswagena po Chryslera. Łagodnie traktowany, w Outlanderze potrafi być bardzo oszczędny.
Tekst: Roman Popkiewicz
Zdjęcia: Paweł Łapot























To już 5 lat!
Pirelli w "Brazylli"