Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Na wysokiej stopie

Ktoś mówił, że Panda 4x4 to żadna terenówka? Jako monster truck ma gigantyczny prześwit i bez trudu miażdży alpejski lód i śnieg.

2014-01-27
Fiat Panda 4x4 monster truck (fot.Rrossen Gargolov)

Zapomnijmy na moment, że Fiat stworzył Pandę Monstera specjalnie do reklamy i że oddając nam ją do testu, zaparkował gdzieś w zaspach. Wyobraźmy sobie, co by było, gdybyśmy ją znaleźli przypadkiem. Ot, tak poniżej skalnego zbocza, koło narciarskiego kurortu Sestriere. Brniemy w śniegu wąską alpejską drogą i oto zza zakrętu wyłania się on – maluch na potężnych kołach. Bigfoot.

Dookoła żywej duszy. Wołamy, nikt nie odpowiada. Czekamy, nikt się nie pojawia. I wtedy ciekawość bierze górę, zaczynamy się dokładnie przyglądać cudakowi. Nadwozie Pandy spoczywa na ramie z rur, do której przymocowano zawieszenie, a do osi przykręcono półtorametrowe koła od traktora. Przez środek konstrukcji przebiega długa kolumna kierownicy i trochę wygięta potężna dźwignia zmiany biegów.

Bigfoota wyposażono w rzędowego sześciocylindrowca o pojemności 4,2 litra. Podejrzewamy, że dawcą organu był Jeep CJ-7 Renegade – nie jest drogi i świetnie się nadaje do zwariowanych przeróbek. Tylko czyj jest ten monster w wersji mini? Kto i po co zbudował coś takiego, a potem wgramolił się napędzanym na cztery koła dziwakiem na 2000 metrów w piemonckich Alpach, tam gdzie w 2006 r. odbyła się zimowa olimpiada?

Czyj jest ten potwór?
Właściciel musi być naprawdę wielkim człowiekiem, bo stalowy profil wygięty w kształcie U, który robi za stopień, umocowano mniej więcej na wysokości piersi dorosłego faceta. A innych podestów czy schodków ułatwiających wsiadanie brak. To samo z bagażnikiem – jak się do niego dostać? Zagadka. Wokół nie widać nic oprócz wyrytych w śniegu odcisków opon układających się w monstrualne V. Ale nagle wzrok napotyka ślady biegnące od Pandy prosto do lasu na pobliskie wzgórze. Idziemy wzdłuż nich do granicy drzew, zatrzymujemy się, wytężamy wzrok, nasłuchujemy. Nic nie widać, nic nie słychać. Czyżby yeti?

Nasze podniecenie rośnie, więc oglądamy Pandę coraz dokładniej. Ciekawe jak wygląda w środku? Żeby sprawdzić, musimy wdrapać się na wysokość dwóch metrów – bez drabiny. No więc łapiemy za stopień, lewą nogę opieramy o bieżnik przedniej opony, a tylną wykorzystujemy jako podnóżek dla prawej kończyny. Później, mniej więcej w połowie wysokości, próbujemy złapać za klamkę. Panda nawet nie jest zamknięta! Otwieramy drzwi, łapiemy się kierownicy i wciągamy do środka. Wnętrze jest prawie takie jak w zwykłej Pandzie 4x4, tyle że z konsoli wyrasta znacznie masywniejsza dźwignia zmiany biegów. Po bliższych oględzinach okazuje się, że zastosowano wzmocnioną skrzynię biegów, dostosowaną do połączenia ze sprzęgłem Jeepa.

Kluczyk czeka w stacyjce
Właściciel jest chyba zupełnie pewny, że nikt mu tą Pandą nie odjedzie, bo nie zostawiłby w stacyjce kluczyka. Wykorzystujemy szansę i odpalamy. Sześciocylindrowy silnik po odgłosach wydaje się potężniejszy niż mogłoby na to wskazywać jego 207 KM.

Pierwszy bieg wchodzi z lekkim oporem, dwukrotne wciśnięcie sprzęgła trochę ułatwia sprawę. Naciskamy na gaz, silnik łapie oddech i potwór zaczyna się poruszać. Słychać, jak potężne opony miażdżą śnieg, odciskając w nim ślady podobne do ogromnych pieczęci.

Widok z wysokości prawie czterech metrów zadziwia, czujemy się jak na ruchomej ambonie, z której myśliwy wypatruje zwierzyny. Polną drogą docieramy do Sestriere. Na asfalcie Fiat nie czuje się już tak swobodnie, podskakuje na grubym bieżniku. Kierownica jest połączona z kołami długą kolumną, więc na każdy jej skręt koła reagują z opóźnieniem. O precyzji prowadzenia nie ma mowy. Zaletą monstera jest świetna widoczność z góry, wadą zaś, że jest bardzo szeroki i nie bardzo dogaduje się z wąską alpejską drogą.

Odstawiamy bigfoota tam, gdzie go znaleźliśmy. Co będzie, gdy się okaże, że zostawił go jakiś mocarny leśny stwór, a teraz rozwścieczony poszukuje po okolicy? Znowu wdrapujemy się na potężne opony, odpalamy silnik i odjeżdżamy w stronę lasu.

Tam – witamy w realnym świecie – kręci się już zespół Fiata. Włosi chcą odstawić to monstrum do swojego skarbca. Co za banał, taki stwór powinien zostać w górach i poczekać na swojego yeti!

Wielkie małe auto
Fiat wpadł na pomysł nakręcenia reklamówki, w której główną rolę zagrała Panda 4x4 obsadzona w roli monster trucka. Przygotowania auta podjęła się włoska firma ACME, w zasadzie wyspecjalizowana w renowacji historycznych aut. Podwozie monstera pochodzi z Jeepa CJ-7 Renegade. Jego osie zaopatrzono w adaptery, by można było na nich zamontować opony o wysokości 1,5 m i szerokości 50 cm. Samo nadwozie Pandy zamontowano na ramie z rur, dopiero ją osadzono na podwoziu Jeepa. W ten sposób bigfoot urósł do imponującej wysokości 3,9 m, zaś długość pojazdu wyniosła 3,8 m. Podczas kręcenia filmu reklamowego Panda-monster pędziła po śniegu 75 km/h, ale dałaby radę także pojechać z prędkością 100 km/h. Jak wyglądała na tle alpejskich turni, można obejrzeć na YouTubie.

Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 39 200 PLN
Dostępne nadwozia: hatchback-5
SPRAWDŹ OFERTY

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Nie stać?

    Samuraj, 2014-01-29 23:06:00
  • avatar
    zgłoś
    szkoda, że naszych redaktorów na taki nie stać

    Pastuch, 2014-01-29 01:34:16
  • avatar
    zgłoś
    Fajny, lekki tekst. :)

    Samuraj, 2014-01-29 00:07:03
  • avatar
    zgłoś
    Ktoś mówił, że Panda 4x4 to żadna terenówka? Jako monster truck ma gigantyczny prześwit i bez trudu miażdży alpejski lód i śnieg.Zobacz artykuł
    auto motor i sport, 2014-01-27 14:08:00
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij