Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.3

Napakowany

Jest napakowany elektroniką bardziej niż kulturysta sterydami. Nowy Mercedes klasy C robi przy tym wrażenie swoją lekkością. W teście - najbogatsza odmiana, Avantgarde, z 2,2-litrowym turbodieslem.

Maciej Struk 2008-07-08
Mercedes C220 475-litrowy kufer skrywa pod podłogą akumulator i pełnowymiarowy "zapas".

Niemiecka marka z gwiazdą w herbie nigdy dotąd nie miała tak wyraźnych aspiracji tworzenia sportowych limuzyn. Ponad radość z prowadzenia przedkładała komfort, tę pierwszą pozostawiając rywalowi z Monachium. Ale nic nie jest wieczne, nawet podretuszowana uroda Cher, więc Mercedes postarał się jak najlepiej pogodzić te dwie sprzeczności. Pomogła - większa niż na półkach sklepu "nie dla idiotów" - ilość elektroniki.

Mercede klasy C potrafi być jednocześnie bardzo komfortowy i nie mniej szybki. A wszystko dzięki wszędobylskiej elektronice.

Na drodze nowa C-klasa pokazuje dwa różne oblicza. Jeżdżąc spokojnie, kierowca i pasażerowie rozpieszczani są bardzo wysokim komfortem podróżowania, za który odpowiedzialne jest nie tylko zawieszenie, świetnie tłumiące nierówności nawierzchni. Szumy toczenia są praktycznie niesłyszalne, szum wiatru nie wdziera się do środka, nawet przy dużych prędkościach, fotele są wygodne, niczym domowa kanapa, a elektrycznie wspomagany układ kierowniczy działa lekko. Wystarczy jednak, by w zakręcie pojawiły się większe siły boczne, a zrelaksowane do tej pory auto staje się ostre, jak żadna C-klasa wcześniej. Sprawcą tego zamieszania jest system Agility Control, wpływający na pracę układu kierowniczego i elektronicznie sterowanych amortyzatorów o zmiennej sile tłumienia. Gdy do tego worka dorzucimy jeszcze korzystne rozłożenie masy (52,5% na przód i 47,5% na tył) oraz niezależne zawieszenie przednie z kolumnami McPhersona i tylne wielowahaczowe - Mercedes znajdzie się wśród aut świetnie predysponowanych także do szybkiej jazdy. Układowi Agality Control można zresztą pomóc, wybierając sportowy tryb jazdy - przyciskiem S umieszczonym przy dźwigni automatycznej skrzyni biegów.

Przykręcając śrubę, z miejsca odczuwa się, że lekko ospały układ kierowniczy, w miarę oddalania się od środkowego położenia kierownicy staje się bezpośredni, utwardza się (podobnie amortyzatory), a w ostrych wirażach auto prawie nie przechyla się na boki. C-klasa przypierana do muru okazuje się tylko minimalnie mniej pikantna niż BMW serii 3. W czasie szybkiej jazdy seryjny układ stabilizacji toru jazdy (ESP) nie ma wiele roboty; można go nawet uśpić i bawić się poślizgami tylnej osi, ale tylko do momentu, gdy wyczuje on, że przednie koła zaczynają uciekać na zewnątrz. Gdy trzeba, hamulce zatrzymują auto ze 100 km/h na dystansie nie większym niż 38,5 metra.

Czterocylindrowy, 2,2-litrowy turbodiesel o mocy 170 KM lekkiego zadania nie ma. Musi sobie radzić z nadwagą auta (1605 kg masy własnej), mniemającego w wyglądzie nic z atlety napakowanego układami scalonymi. I robi to całkiem nieźle. Duża w tym zasługa maksymalnego momentu obrotowego, którego 400 Nm kipi pod maską już przy 2000 obr/min. Poniżej tej wartości, Mercedes jest trochę ospały, ale z drugiej strony można jego jednostkę napędową bez "zgrzytania tłokami" zaganiać nawet pod czerwone pole na obrotomierzu.

Wymagający dopłaty 9 890 zł, pięciostopniowy automat szybko i płynnie zmienia przełożenia na wyższe, nie żonglując nimi niepotrzebnie. Typowa gimnastyka w postaci kickdownu, gdy wciśnie się prawy pedał w podłogę, trwa jednak trochę za długo. Skrzynia biegów oferuje także możliwość ręcznego wybierania przełożeń, przydatną tylko do hamowania silnikiem, bo tak o zmianie biegu decyduje za nas komputer.

Domową atmosferę we wnętrzu C-klasy zapewniają świetne materiały użyte do jego wykonania i pierwszorzędne wykończenie. Bez zarzutu jest także możliwość ustawienia fotela kierowcy, które to urządzenie spoczywa niemal na podłodze, i o numer za dużej kierownicy. Po raz pierwszy w Mercedesie C zastosowano, znany z "eski" system Comand, który łączy w sobie obsługę zestawu audio, nawigacji satelitarnej i telefonu. Wbrew pozorom, jego obsługa okazuje się bardzo prosta, wręcz intuicyjna. Miejsca z przodu jest pod dostatkiem.

Dostęp do tylnego rzędu siedzeń utrudniają niewielkie drzwi, ale wydłużony o 55 mm w stosunku do poprzednika rozstaw osi zaowocował niezbędnymi centymetrami na nogi; brakuje ich trochę na stopy. O w miarę wygodnej podróży z tyłu C-klasy mogą mówić raczej osoby o przeciętnym wzroście. I to tylko dwie. Ilość miejsca na głowę ogranicza zamontowany w testowanym modelu dach panoramiczny; w cenniku - za dodatkowe 8620 zł. W tym miejscu należy się Mercedesowi czerwona kartka, gdyż w naszej C-klasie, o przebiegu ledwie około 1500 km, ów dach po prostu skrzypiał!

Nowy Mercedes klasy C wygląda lepiej, jeździ lepiej niż poprzednik i jest bardziej wygodny. Czego chcieć więcej?

Tekst: Maciej Struk
Zdjęcia: Tomasz Jaźwiński



Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 68 019 PLN
Dostępne nadwozia: furgon-3, kombi van-4
SPRAWDŹ OFERTY

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    C - klasa i jakość na poziomie Koreańców? Ciekawe ... .
    ~Samuraj, 2011-02-01 22:23:23
  • avatar
    zgłoś
    no ja też jestem zaskoczony, ciekawe do jakich standardów przyzwyczajony jest gość. Chyba, że miał przyjemność spotkać jakiegoś strasznego składaka z Gostynina
    esper, 2011-02-01 21:36:26
  • avatar
    zgłoś
    Powiem tak. Jestem wielkim miłosnikiem marki BMW (parę innych też lubię ) co jest istotne w kontekście rozważań wszelkich o Mercedesach. Oglądałem w środku znaczną ilość beemek i trochę mniejszą Mercedesów - głównie różne wersje E a ostatnio też ML. Jakość wykonania Mercedesów jest w moim odczuciu nieco wyższa niż BMW. Nie zapomnę nigdy tandetnych plastików z X5 w kontraście ze świetnie wykonanym wnętrzem poprzedniej E klasy. Nad samą ergonomią można dyskutować, ale wykonanie było świetne i materiały również, choć dominował plastik. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że nagle Mercedes poszedł w tandetę a la Korea sprzed dwóch dekad.
    eri, 2011-02-01 20:39:38
  • avatar
    zgłoś
    Domową atmosferę we wnętrzu C-klasy zapewniają świetne materiały użyte do jego wykonania i pierwszorzędne wykończenieChyba nikt z Was nie oglądał tego wnętrza - spasowanie tworzyw rodem z aut kompaktowych produkcji koreańskiej i to z początku lat 90-tych. Plastiki też nie powalają.Niestety większość artykułów prasowych i nie tylko jak widać jest mocno sponsorowaną reklama produktu.
    ~Gość, 2011-02-01 14:36:14
  • avatar
    zgłoś
    Jest napakowany elektroniką bardziej niż kulturysta sterydami. Nowy Mercedes klasy C robi przy tym wrażenie swoją lekkością. W teście - najbogatsza odmiana, Avantgarde, z 2,2-litrowym turbodieslem.
    auto motor i sport, 2007-11-27 13:42:50
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij