Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Pontiac Firebird - szczery kumpel

Pożegnanie z legendą. General Motors postanowił zlikwidować markę Pontiac - w przeszłość odchodzi kawał samochodowej historii, trwającej od 1926 r. Wyruszamy w nostalgiczną podróż wspaniałym Firebirdem Formula 400 z 1974 roku.

Franz Peter Hudek 2010-03-11
Pontiac, Firebird, Formula 400 Potężna maska silnika pięciometrowego Firebirda jest niemal tak samo długa jak cała reszta nadwozia z kabiną pasażerską włącznie

No i ustrzelili ptaszka. Wraz z zapowiedzianym na ten rok zakończeniem produkcji Pontiaców, General Motors zdjął z nieboskłonu także Firebirda, ptaka prawdziwie ognistego. Chociaż najbardziej znany model "indiańskiej" marki nie był wytwarzany już od 2002 roku, jego miłośnicy zawsze mogli się pocieszać, że kiedyś GM go wskrzesi, by mógł zmierzyć się ze współczesnym Chevroletem Camaro. Teraz nie ma już o czym mówić. Pontiac poległ.

Po niepowtarzalnym, produkowanym masowo sportowym "amerykaninie" pozostaną tylko legenda i wspomnienia oraz - na całe szczęście - pokaźna gromada historycznych egzemplarzy. W Europie Zachodniej kosztują dziś od 10 do 20 000 euro.

Marka pojawiła się po raz pierwszy w 1893 roku, gdy Edward M. Murphy założył w miejscowości Pontiac w Michigan swoją Pontiac Buggy Company i zaczął wytwarzać powozy. Nazwa nie pochodzi więc tylko od imienia wodza Indian z plemienia Ottawa, który w XVIII wieku dowodził powstaniem przeciwko Brytyjczykom, ale też oznaczała miejsce, w którym miała siedzibę firma produkująca powozy. Gdy w 1907 r. Murphy zabrał się za wytwarzanie automobili, przechrzcił przesiębiorstwo na Oakland Motor Car Company. W 1909 r. zostało ono połknięte przez GM.

 

PONTIAC FIREBIRD FORMULA 400

PONTIAC FIREBIRD FORMULA 400

Cena* 3370 USD
KonkurenciFord Mustang, Chevrolet Camaro
Silnikbenzynowy, V8, 6.6
Moc/przy obrotach193 KM/3600 obr/min
0-100 km/h9,5 s
Prędkość maksymalna195 km/h
Zużycie paliwa15-20 l/100 km
Emisja CO2b.d.
Silnikpoj. 6558 cm3, 460 Nm w zakresie 2400-2800 obr/min, skrzynia biegów 3A, napęd na tylne koła.
Nadwozie2-drzwiowe coupé, dł. x szer. x wys. 4980 x 1860 x 1250 mm, rozstaw osi 2745 mm, masa  własna 1660 kg.

17 lat później na New York Motor Show zadebiutował pierwszy Pontiac, wyprodukowany przez firmę Oakland we współpracy z GM. Kusił rzędowym sześciocylindrowym silnikiem w cenie czterocylindrowego i sprzedawał się tak dobrze, że w 1932 r. GM wycofał z rynku markę Oakland, a zachował Pontiaca. Od tego czasu w palecie modeli General Motors Pontiac grał rolę sportowego, nowoczesnego samochodu, często o niepowtarzalnej technice. Np. Firebird Trans Am jako jedyne amerykańskie coupé zachował do 1979 roku 6,6-litrowego bigblocka V8. Marka pozwalała też sobie na takie ekstrawagancje, jak model Tempest z zespołem napędowym w układzie transaxle, pierwszy w GM i wtedy jedyny rzędowy sześciocylindrowiec SOHC napędzany paskiem zębatym, pierwszy w GM model z napędem na cztery koła - Pontiac 6000 STE, jako odpowiedź na Audi 5000 (Audi 100/200), czy model Fiero z centralnie umieszczonym silnikiem. Filozofię tej sportowo-rekreacyjnej marki najlepiej oddaje jej slogan reklamowy z lat 80.: "We build excitement", co w wolnym tłumaczeniu znaczy: "Wzbudzamy emocje".

Imię Pontiaca, a w szczególności modelu Firebird, rozsławiły dwa filmy drogi z Burtem Reynoldsem, który jako sprytny zawadiaka przemierzał Stany w czarnym Pontiacu Trans Am. Film nosił tytuł "Mistrz kierownicy ucieka" - I (1977) i II (1980) i uczynił z narowistego bolida z V8 pod maską jeden z najbardziej znanych samochodów kina. Podróżując nowym Trans Amem, pokazanym w 1982 roku, karierę telewizyjną jako "Nieustraszony" robił David Hasselhoff.

My w naszą podróż udajemy się Firebirdem z 1974 r. Trzeba przyznać, że pięciometrowe niskie coupé - ważące 1,6 tony, z czającym się pod maską 6,6-litrowym V8 o mocy 193 KM - robi wrażenie. Pontiac Firebird Formula 400 tym różni się np. od Smarta, czym big band Counta Basiego od MP-trójki. Pontiac jest po prostu imponujący, a my rozkoszujemy się tym najbardziej wystawnym sposobem jazdy, póki jeszcze możemy.

Po pierwsze cieszy sam kształt nadwozia, które wydaje się ponadczasowe, chociaż cieniutkie przednie słupki dachowe odpowiadają stylistyce lat sześćdziesiątych. Opasują one dosyć pionowo ustawioną wysoką przednią szybę. Nie tworzą też wizualnie całości z karoserią, lecz sprawiają wrażenie jakby wyrastały spod pokrywy silnika. Ten stylistyczny chwyt - służący do tego, by ukryć wycieraczki -- jest typowy dla niemal wszystkich "amerykanów" z lat 70., także dla siostrzanego dla Firebirda Chevroleta Camaro. Z wyjątkiem różnic we wnętrzu, silników, zestrojenia zawieszenia oraz kształtu przodu i tyłu nadwozia - obydwa modele są identyczne.

Podobają się też proporcje typowe dla aut sportowych. Potężna pokrywa silnika i cały przód mają prawie taką samą długość, co reszta nadwozia wraz z dwudrzwiową kabiną pasażerską. Pionowa szyba kontrastująca z łagodnie opadającym dachem sprawia, że przód wydaje się jeszcze bardziej monstrualny.

Nasz nierestaurowany egzemplarz - będący w posiadaniu pierwszego właściciela - ma całkowicie nienaruszony winylowy dach, wykonaną z tworzywa sztucznego maskę silnika z zupełnie bezużytecznymi wlotami powietrza, stalowe felgi "inkrustowane" wzorem plastra miodu oraz prawie oryginalne chromowane dodatki. Na amerykańskiej liście wyposażenia nie przewidziano jedynie, umieszczonych na bokach, listew ochronnych - zamontował je szwajcarski importer Pontiaca.

Chociaż tapicerka foteli pokrytych sztuczną skórą jest tak sprężysta jak pół tuzina odgrzewanych cheeseburgerów, to jednak, dzięki pionowej ale nie niewygodnej pozycji za kierownicą, kierowca może bez problemu obserwować świat przed jasnozieloną, powyginaną niczym pasmo górskie maską silnika. Tablica z prawdziwego drewna cieszy mnóstwem interesujących wskaźników i małą liczbą przełączników; należała do bogatszej wersji wyposażenia - Esprit.

Wraz z pakietem Formula, do którego należy maska silnika z wlotami powietrza i "miodowe" felgi, kierowca dostawał do swojego Firebirda podwójny wydech, twardsze zawieszenie i 170-konny V8 o pojemności 5,7 l, a za dopłatą, do wyboru, także silnik 6.6 (193/225 KM) lub 7.4 (250/290 KM). My zadowalamy się wersją 400 z jednostką 6.6, która wygląda na zagubioną w przepastnej komorze silnika, ale pracuje bardziej harmonijnie, gdy ją o to poprosić. Proszenie polega na najlżejszym z możliwych dotykaniu pedału gazu, które z malutką zwłoką wprawia ciężkie auto w ruch z temperamentem, jaki podczas corridy prezentują byki wyskakujące na arenę. Równocześnie z pierwszymi dźwiękami V8, podnosi się przód auta (co jest przyczyną owego opóźnienia) i stoi tak wystawiony do wiatru podczas szybkiego przyspieszania, by opaść do zwykłej pozycji, gdy tylko kierowca zdejmie nogę z gazu.

Potężny Firebird w wersji Formula jest w głębi swego potężnego serca stworzeniem delikatnym, które wprawdzie świetnie przyspiesza i nawet świetnie hamuje (tak, tak), ale lubi się przy tym lekko kołysać i wychylać na boki. Na szczęście nieszkodliwie, bo wielkiego Pontiaca udaje się stale utrzymywać pod kontrolą.

Firebirdowi niestraszne nawet szybko przejeżdżane zakręty, w które kierowca zmagając się z miękkim jak masło układem kierowniczym musi energicznie wprowadzić najpierw silnik, a później samego siebie. Nadwozie posłusznie podąża za przednimi kołami, ale Pontiac potrafi nagle zarzucić tyłem, jeśli kierowca doda za dużo gazu - w takim przypadku automatyczna skrzynia zmienia bieg na niższy i w jednej chwili przekazuje moc niemal 200 KM na sztywną tylną oś. Jazda tym łagodnym w gruncie rzeczy coupé staje się wyzwaniem przede wszystkim na mokrej kostce brukowej. Wtedy do samego startu spod świateł mogą być potrzebne dwa pasy ruchu, po których Firebird zatacza się jak pijany.

Lepiej więc nie zaprzęgać zbyt często do pracy wszystkich 193 mechanicznych koni Firebirda, zwłaszcza że kierowca musi się wtedy mocno starać, by nie zsunąć się ze śliskiego fotela. Dobrze, że przytrzymują go grube drzwi i wysoka konsola pośrodku między fotelami.

Trzeba jasno stwierdzić - nasz Firebird Formula 400 w oryginalnym stanie z 1974 r. (łącznie z oponami!) to jednak samochód do spokojnej jazdy, sportowy stres nie jest tym, co szczególnie go ekscytuje. Jeśli trzeba, potrafi pokazać rogi, ale tak naprawdę to szorstki i szczery kumpel, na którym zawsze można polegać. Taki jak prawie wszystkie "amerykany".

Tekst: Franz Peter Hudek
Zdjęcia: Hardy Mutschler

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Pożegnanie z legendą. General Motors postanowił zlikwidować markę Pontiac - w przeszłość odchodzi kawał samochodowej historii, trwającej od 1926 r. Wyruszamy w nostalgiczną podróż wspaniałym Firebirdem Formula 400 z 1974 roku.
    auto motor i sport, 2010-03-11 11:07:53
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij