Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Rekordy prędkości na torze Nardo

Tor w kształcie owalu to idealne miejsce do bicia rekordów prędkości. Na starcie we włoskim Nardo osiem modeli – każdy chce pokonać granicę 300 km/h, każdy chce pokazać, że pojedzie szybciej niż gwarantuje fabryka.

Alexander Bloch 2009-12-14

Dźwięk przypominający wycie syreny obwieszcza początek odliczania minut, jakie pozostały do rozpoczęcia przedstawienia. Dokładnie – czterech minut, w ciągu których Mercedes SLR Stirling Moss bierze rozbieg, przejeżdża 12,5-kilometrowy tor w Nardo, by wreszcie pokazać co potrafi. Teraz tnie powietrze w ognistym pędzie przed trybunami pełnymi zachwyconych widzów. Wycie syreny zmienia się w ogłuszający grzmot 5,4-litrowego silnika V8 ze sprężarką. Rozpętuje się akustyczne piekło, twarze widzów promienieją ze szczęścia. Gdy srebrny pocisk pędzi z prędkością ponad 330 km/h, z boku z rur wydechowych bucha niebieski płomień – stale, równo i wyraźnie, jak z potężnej spawarki.

To nie jest miła chwila dla kierowcy – gdy w boksach mechanicy próbują okiełznać 30-stopniowy upał racząc się zimną colą, ciśnienie powietrza z pełnym impetem uderza w jego twarz. Huragan przetacza się nad nie mającą końca maską Mercedesa z prędkością 330 km/h, tworzy wir wokół maleńkiej przedniej szyby i rozpryskuje się na wizjerze kasku. Tor i anemiczne światło rozjaśniające noc zlewają się w jeden wykrzywiony obraz. Głowa kierowcy uwięziona jak w udarowej wiertarce, wychyla się rytmicznie w przód i w tył. Utrzymanie toru jazdy okazuje się życiowym wyzwaniem, prędkość oszałamia. Tymczasem GPS emocjom się nie poddaje i pokazuje 338 km/h. To o 12 km/h mniej niż podaje producent, ale tu gdzie grzmią najmocniejsze silniki takie drobiazgi nikogo nie obchodzą.

Czaszkę rozsadza jeszcze huk silnika Mercedesa, gdy na start podjeżdża kolejny potwór. Do orgii prędkości przyłącza się jadowicie pomarańczowe Lamborghini SV. SV znaczy Super Veloce, czyli superszybki.

Jakieś pytania? Lambo ma przynajmniej porządną szybę z przodu, za to pozbawiono go wielkich skrzydeł. Mechanicy odkręcili je, żeby auto mogło osiągnąć większą prędkość dzięki zmniejszonemu dociskowi do podłoża. Z 12-cylindrowego silnika dobywa się moc większa o 20 KM niż ta, która była udziałem Mercedesa SLR; Lambo ma 670 KM. I gdy silnik Murcielago przy 8000 obrotów ryczy jak byk podczas swojej ostatniej corridy, ciśnienie powietrza jakby ze zdwojoną mocą chciało zabełtać w głowie krew, wibrującą jeszcze po przejeździe Mercedesa. Włoski sprinter z arogancką łatwością nabiera prędkości, podskakuje z lekka na twardych nierównościach, by potem od niechcenia osiągnąć 340 km/h. To rekord tegorocznej imprezy.

Czas na krótki odpoczynek. Sir Bentley Flying Spur – w wersji Speed – łaskawie podjeżdża na start. Oto brytyjski lord z wnętrzem z drewna korzennego i niemieckim sercem; jego W12 ma moc 610 KM. Przytulne fotele, high-endowy sprzęt stereo, ani się obejrzeliśmy a na liczniku już 300 km/h. A gdzie te wszystkie twarde hopki i tarki, którymi dopiero co nasze pośladki raczył Murcielago? Nie widać, nie czuć – w środku pełny komfort także przy 317 km/h, a na zewnątrz uderzenie powietrza po przejeździe 2,5-tonowego lorda niemal zmiata widzów z bandy przy torze.

Kolejny demon prędkości przypłynął zza Oceanu. Cadillac postawił na starcie nowiutkiego CTS-V. To kanciasty stwór z osłoną chłodnicy w kształcie plastra miodu i minikuperkiem z tyłu, tylko czy z wystarczającą ilością pary pod maską? Wściekły, że ktoś może w to wątpić, 6,2-litrowy V8 ze sprężarką dudni gardłowo. Znawcy wiedzą o co chodzi – w Cadillacu bije serce Corvetty ZR-1. Bez tytanowych popychaczy zaworów za to z mocą 564 KM, a przecież to limuzyna średniej klasy! Na oponach nabrzmiałych od powietrza, co ma pomóc w osiągnięciu najwyższych prędkości, Cadillac wbija się w noc. Surowy dźwięk small-blocka zdradza, w którym miejscu toru ten amerykański hero walczy w danej chwili o utrzymanie obranego kursu. CTS jedzie jak po sznurku, przebija o 8 km/h fabryczne dane obiecujące prędkość 302 km/h i, wyluzowany jakby właśnie wyjechał z myjni, zjeżdża do boksu, gdzie specjaliści z Dekry przeprowadzają techniczną kontrolę opon.

Takie prowokacyjne zachowanie Cadillaca to wyzwanie dla ponad dwa razy droższego, ale słabszego o 47 KM Astona Martina V12 Vantage. Bardzo elegancki, z otworami na pokrywie silnika, przez które jego 5,9-litrowy silnik z DBS-a pozbywa się nadmiaru gorącego powietrza. Najpierw Aston z impetem rzuca się na tor, potem powyżej granicy 290 km/h walczy o każdy dodatkowy kilometr na godzinę. Na szóstym biegu Aston przekracza swoje obiecane przez fabrykę 305 km/h i po długim rozbiegu dokłada jeszcze 3 km/h ponad tę wartość.

Niemal znudzone podjeżdża na start Porsche GT3. Jazda po prostym podnieca go jak drink bezalkoholowy. Z poczucia obowiązku – białe, skrzydlate Porsche pędzi przed siebie wydając chrapliwe odgłosy, jakie słychać zwykle podczas wyścigów. Przy 300 km/h spoiler dociska go do podłoża z siłą ponad 100 kg. Gdyby nie to, że pędzi, można by powiedzieć, że GT3 jest jak przyklejone do asfaltu. Wreszcie GPS pokazuje 316 km/h – misja spełniona, z 4 km/h ponad plan.

I znów nad Apulią rozlega się amerykańskie brzmienie. Do walki o swój rekord (330 km/h) rzuca się Ford GT. Pierwsze podejście: rycząc niczym łoś na rykowisku u stóp Rocky Mountains, 550-konny silnik Forda ponosi klęskę rozpędzając auto na szóstym biegu do 320 km/h. Za wysoka temperatura na zewnątrz? Zły bieg? Drugie podejście: teraz musi wystarczyć tylko piątka. Przyczajony niczym płaszczka, GT z 5,4-litrowym silnikiem ze sprężarką śmiga po najwyższej krawędzi toru i wyjątkowo blisko bandy, ale dzięki temu szybko. Wskazówka licznika podąża w górę – 310, 320, 325 km/h…; mechanicy rozradowani, prędkość przepisana fabrycznie osiągnięta!

Audi R8 ze swoim silnikiem V10 nie pragnie wiele więcej. Na liczniku widnieje liczba 316 km/h, gdy czerwony atleta z centralnie umieszczonym silnikiem znika w mroku nocy. Żeby osiągnąć 314 km/h, wystarczy jechać po torze w miejscu, w którym jego kąt pochylenia wynosi 28 stopni – prędkość 316 km/h udaje się osiągnąć przy trzech stopniach mniej. Zadanie domowe odrobione. Teraz tylko trzeba zdrapać z przedniej szyby insekty i już można pomknąć na tor obok, by poćwiczyć jazdę w zakrętach.

A tam zjawiają się znowu po kolei wszyscy konkurenci. Niezwykle zwrotne Porsche GT3 ustępuje mocniejszemu o 235 koni Murcielago o 0,7 s. Trzy sekundy później linię mety przejeżdżają nieco nerwowy, gdy wykorzystać go do granic możliwości, Audi R8 i zadziwiająco zwrotny Mercedes SLR. Po kolejnych czterech sekundach machnięcie chorągiewką oznajmia, że na finiszu zjawił się niełatwy w prowadzeniu Ford GT. Dwie sekundy po nim: Aston Martin, który tym razem nie ma zamiaru dać się wykiwać amerykańskiemu konkurentowi. 1,4 s przewagi nad CTS-V. Bentley ani myśli tłoczyć się na mecie i podąża za innymi majestatycznie, ale na pewno nie powoli.

I tylko jeden musi smutno się przyglądać pozostałym – Nissan GT-R, którego silnik dając z siebie wszystko osiągnął prędkość 314 km/h, po czym podziękował za współpracę.

 

Mały Aston z silnikiem V12 przejętym od większego brata – DBS-a. Mimo otworów na masce, jest tak piękny i wytworny, że może sobie pozwolić na ten luksus, żeby nie być najszybszym
 

 

Niemiecki bolid z dziesięciocylindrowym silnikiem widlastym dającym z siebie 525 KM mocy. Chociaż diabelnie szybki, kropkę nad i „w temacie” prędkość pozwala postawić swojemu skrzydlatemu bratu z tego samego koncernu – Porsche 911 GT3
 

 

Lord w podróży: „James, jak szybko jedziemy? 317 km/h, sir. Aha, bo właśnie się dziwiłem, że kieliszek z szampanem tak mi drży.” A w tle delikatnie mruczy silnik W12
 

 

Za osłoną chłodnicy „utkaną” z elementów w kształcie plastra miodu kryje się silnik V8 z Corvetty ZR-1. Dzięki niemu Cadillac potrafi nie tylko malowniczo zamiatać tyłem, ale też wisi na ogonie szlachetnego „brytyjczyka” z rodziny Bentleyów
 

 

Samochód marzeń stworzony przez firmę, której asortyment sięga od modeli największych aż do Ka. GT to amerykański wyścigowy klasyk, z centralnie umieszczonym silnikiem – kto chce tym autem pojechać naprawdę szybko, musi być po prostu dobrym kierowcą
 

 

Track-star: co Lambo Super Veloce straci z powodu zimnych opon na wejściu w zakręt, odzyska przy wyjeździe z niego – to rzecz pewna Lampki jak na choince: Murcielago informuje kierowcę o wszystkim, co powinien wiedzieć i o dziesiątkach
innych rzeczy dodatkowo
Pod ciśnieniem: także Lamborghini podczas bicia rekordu prędkości pompuje opony na maksa, gdy zaś zjedzie na tor pełen zakrętów – spuszcza nieco powietrza
     

 

Kształt nadwozia Mercedesa SLR Stirling Moss wymyślono tak, by samochód jeździł jak najszybciej – temu służy m.in. pokrywa nad fotelem pasażera. Z boku widać żarzące się rury wydechowe, w nocy szczególnie efektowne
 

 

Najmocniejsze Porsche „jedenastka” tak szybko tnie powietrze i tak łapczywie chwyta się asfaltu, że kierowcy aż dech zapiera z radości. Oto mistrz zakrętów z dodatkową umiejętnością bicia rekordów prędkości na prostej
 

 

 

 

Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 803 400 PLN
Dostępne nadwozia: coupe-2
SPRAWDŹ OFERTY

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    <p>Na torze Nardo zebrała się sama śmietanka: Aston Martin V12 Vantage, Audi R8 V10, Bentley Continental F. S. Speed, Cadillac CTS-V, Ford GT, Lamborghini Murcielago, Mercedes SLR Stirling Moss i&nbsp;Porsche 911 GT3.</p><br /><br /><a href="/testy/Nardo-rekord-rekord-predkosci-Aston-Martin-V12-Vantage-Audi-R8-V10-Continental-GT-Speed-Bentley-Cadillac-CTS-V-Ford-GT-Lamborghini-Murcielago-LP-670-4-SV-Mercedes-SLR-SLR-Roadster-Porsche-911-GT3,18757,1">Zobacz artykuł</a>
    auto motor i sport, 2015-01-14 15:23:12
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij