Przed zaśnięciem jeżdżą nam pod powiekami różne Ferrari i Porsche. Ale do pracy jeździmy zwykłymi, niewielkimi autami. Ostatnio najczęściej dieslami. Porównajmy takie trzy „wiodące na rynku" prężne wysokoprężne - Fiata Grande Punto, Peugeota 207 i Renault Clio.
Zobacz również
Wielkie koncerny z dumą pokazują swoje różne największe i najcięższe „okręty flagowe". To one wyniośle i wysoko nad tłumem gawiedzi niosą sztandar marki. Budują imidż, bywają na salonach, jak kolorowe motyle przyciągają uwagę, każą mlaskać oczami. Ale z tego nie ma chleba. Podstawowym źródłem utrzymania i siłą potentatów nie są „oficerowie" w galowych mundurach, lecz potężne oddziały szarej piechoty - wielomilionowe zastępy segmentu B. Właśnie nastąpił historyczny, choć nieunikniony moment - segment B, niewielkich, zwykłych aut dla zwykłych ludzi przekroczył 1/3 europejskiego rynku. (Dla nas żadna nowina - w biednych krajach przychodzi to wcześniej). Dziś, małe samochody to wielki, a nawet bardzo wielki rynek i jeszcze większy biznes. Fiat Grande Punto, Peugeot 207 i Renault Clio to absolutnie typowi fighterzy na tym ringu i rynku. A jest to rynek zmieniony, bo i tu klienci stawiają ostre wymagania i chcą, by nawet te niedrogie auta były piękne, dobre i ekonomiczne. A jak ekonomiczne to bezdyskusyjnie diesle.
Współczesny diesel to cacko sztuki jubilerskiej. Stąd w naszym porównaniu tylko takie silniki - małe, ale robotne i usłużne, ciche (!) i niekapryśne turbodiesle i to poniżej półtora litra pojemności (dokładnie - Clio 1461, Peugeot 1398, a Punto zaledwie 1248 cm3). Lecz są to specyficzne turbodiesle, bo zastosowane w nich turbosprężarki są malutkie, ale wykonane z godną szlifierza brylantów dokładnością. Kręcą się z szybkością rzędu czterech tysięcy obrotów. Nie na minutę. Na sekundę! Czyli 240 tys. obr/min, a więc poza zakresem dopuszczalnym przez ludzką wyobraźnię. Turbiny są tak lekkie, a więc tak „porywcze", że pokonano wreszcie nieprzyjemny dla kierowców efekt turbodziury. Wszystkie trzy silniki w testowych autach radzą sobie z tym całkiem dobrze (Fiat najsłabiej), bo nie dość, że mają wyśmienity moment obrotowy - Peugeot i Renault dokładnie po 160 Nm, a Fiat (najmniejszy silnik!) aż 190 Nm - to uzyskują go przy naprawdę niskich obrotach: odpowiednio, 1750, 1700, a Fiat przy 1750 obr/min. Daje to wyborną elastyczność, poza zakresem marzeń benzyniaków, pozwalającą na oszczędną jazdę na wysokich biegach, a zużycie paliwa (oczywiście „ropy") w okolicach 5 litrów to dla nich fraszka. Fiat chwali się tu najszerszym zakresem użytecznego momentu obrotowego, ale praktyka tego nie potwierdza - właśnie w tym aucie w niskim zakresie obrotów jest odczuwalna „turbodziura". Za to przy wyższych obrotach zachowuje się bajkowo (szesnastozaworowiec!), ciągnie z radością, mimo że jest w tym towarzystwie najmniejszy (ale najsilniejszy - 75 KM, a więksi konkurenci - po 70 KM). W sprincie do setki najszybszy jest Fiat, przed Peugeotem i Renówką, chociaż mieszczą się w jednej sekundzie (odpowiednio, 14,0-14,4 i 15 s). Wszystkie te silniki, a właściwie silniczki, bo jak na diesle nie są to kolosy, zasługują na szacunek i dobrze wykonują swoją robotę.
Wasze opinie na forum
Ten artykuł nie został‚ jeszcze skomentowany.Bądź pierwszy i wypowiedz się w dyskusji!




















To już 5 lat!
Pirelli w "Brazylli"
