Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Renault Fluence Z.E. i Kangoo Z.E. – pod napięciem

Auta na prąd. Dyktatorzy mody samochodowej proponują na nowy sezon pojazdy elektryczne. Renault pokazało właśnie dwa gotowe modele Z.E. - Fluence'a i Kangoo.

2012-01-10
Kangoo Z.E. Na ulicy auto Z.E. (całkowicie elektryczne) najłatwiej rozpoznać po specjalnie „zupełnie gdzie indziej” umieszczonym „wlewie paliwa”

Tajemnicze litery Z.E. to "zero emission". I są ludzie, którzy wierzą, że prąd w samochodzie elektrycznym nie pochodzi ze smrodliwej i dymiącej elektrowni, ale "z gniazdka w ścianie". Tylko w nielicznych miejscach na świecie prąd jest rzeczywiście "czysty" (z elektrowni wiatrowych czy wodnych). Najczęściej jednak tak nie jest, prąd bywa brudny, sam proces produkcji samochodów też. Akumulatorów zaś - jeszcze brudniejszy. I działają one tak długo jak w telefonach, a potem jest kłopot - trzeba kupić nowe. A kosztują sporo. Jednak te wszystkie powszechnie podnoszone zastrzeżenia nie mogą być powodem, by napęd elektryczny odrzucać w całości. Zwłaszcza że postęp w tej dziedzinie jest ogromny. Na razie sami producenci mają wiele wątpliwości i mówią, że gdyby co setny klient wybrał samochód elektryczny, byłoby rewelacyjnie.

Dawniej było lepiej - 180 lat temu, u zarania, wszystko zaczęło się przecież od samochodu elektrycznego. Dużo późniejsze silniki spalinowe były na początku niezwykle kłopotliwe. Przez długie dziesięciolecia auta elektryczne okazywały się lepsze. Gwoździem do trumny pojazdów elektrycznych były... silniki elektryczne (!), które - zastosowane jako rozruszniki - uchroniły przed śmiercią zapalane mozolnie na korbę silniki spalinowe. Minęło 100 lat. Ekologiczne lobby wymyśliło... dawno już wymyślone samochody elektryczne. Wrócono do starych pomysłów, tyle że wspartych nowymi technologiami.

Jednym z liderów powrotu do aut elektrycznych jest Renault. I to z całkiem niezłym skutkiem. Etap badawczo-rozwojowy już pokonano i właśnie takie "Renówki" (Fluence i Kangoo) można kupić. Oczywiste i roztropne jest, że dopóki rynek nie stworzy realnego popytu na te auta - producent musi być ostrożny. Stąd na razie nie wymyśla się "elektryków" od nowa, ale próbuje zelektryfikować modele istniejące.

Renault Fluence Z.E. z zewnątrz prawie nie różni się od swego spalinowego przodka. Jest nadal eleganckim 5-osobowym sedanem, a nawet ładniejszym, bo dłuższym o 13 cm. Jedynie w bagażniku jest trochę ciaśniej (300, a nie 530 litrów), bo tam przecież jedną walizkę (z akumulatorami) trzeba wozić zawsze. Tam, a nie w podwójnej podłodze, by uzyskać możliwość błyskawicznej wymiany. To nie tylko chwyt marketingowy i wygoda dla klientów, ale istotny element cenotwórczy. Bo nie chcąc przekroczyć ceny tego samego modelu z dieslem (a takie są obietnice), nie uwzględnia się w niej kosztu akumulatorów (są bardzo drogie); będą one wypożyczane/leasingowane przez fabrykę. Nie całkiem darmo, ale tanio.

Pod maską - silnik elektryczny o mocy 70 kW/95 KM. We wnętrzu zwyczajnie (jest kluczyk, jest dźwignia "zmiany biegów", jak w automacie), poza oczywiście zegarami, które pokazują "coś innego", bo oprócz zwykłego prędkościomierza są tylko dwa wskaźniki: ilości "paliwa" w akumulatorze i "ekonomizer" pokazujący, że jazda z pedałem do podłogi jest nieekonomiczna i szybciej skończy nam się prąd.

Jeździ się takim Renault Fluence'em wyśmienicie. Cisza, spokój, muzyka. Bez sprzęgła, zmiany biegów (trochę się trzeba przyzwyczaić). Przyspieszenia dobre. Auto jedzie tak cicho i aksamitnie, że ryzyko potrącenia pieszego rośnie znacząco.

Bardzo podobnie jest zbudowany drugi "elektryk" Renault: mały samochód dostawczy - Kangoo Z.E. Główne różnice to słabsza jednostka napędowa (bo do mniejszych przyspieszeń) o mocy 44 kW/60 KM oraz - w ramach walki o przestrzeń ładunkową - ukrycie akumulatorów w podłodze, bez możliwości szybkiej wymiany. Producent gwarantuje zasięg obu samochodów na poziomie 160 km. Bywa więcej, jeśli jeździmy łagodnie, ale bywa i mniej, przy zbyt ostrej jeździe, czy nadużywaniu klimatyzacji. Czas pełnego ładowania ze zwykłego domowego gniazdka lub ze "słupków elektrycznych" to 6-8 godzin.

RENAULT FLUENCE Z.E.
To działa! Auto jeździ wyśmienicie. Cisza cudowna. Dla "miastowych" zasięg rzędu 160 km wystarcza. Poza miastem to na pewno za mało.


RENAULT KANGOO EXPRESS Z.E.
Na prąd jeździ się taniej. Więc dla zarobkowych firm dystrybucyjnych pracujących na krótkich dystansach w mieście takie Kangoo jest opłacalne.

Oba auta jeżdżą bez zarzutu. Teraz trzeba czekać na reakcje rynku. Większe szanse na sukces ma Kangoo, bo gwarantuje wystarczający do jazdy miejskiej zasięg i jest bajecznie ekonomiczne. Fluence w mieście wystarczy, na długie trasy nie bardzo. To klienci zadecydują, czy pojazdy elektryczne to - w stosunku do rynku - auta z prądem czy pod prąd.

Tekst Julian Obrocki

Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 56 700 PLN
Dostępne nadwozia: sedan-4
SPRAWDŹ OFERTY

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Jako jedyny samochód w rodzinie jest bez sensu, a z drugiej strony kto wyda grubą kasiorę na auto jedynie do miasta i to wcale nie najmniejszych rozmiarów? Jednym słowem ..., wiecie co.
    ~Samuraj, 2012-01-10 15:33:55
  • avatar
    zgłoś
    Auta na prąd. Dyktatorzy mody samochodowej proponują na nowy sezon pojazdy elektryczne. Renault pokazało właśnie dwa gotowe modele Z.E. - Fluence'a i Kangoo.
    auto motor i sport, 2012-01-10 13:11:42
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij