Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Rinspeed iChange – trójka ze sternikiem

Niezwykły prototyp. Rinspeed to marka słynąca z samochodowych dziwadeł. Najnowszym jest napędzany prądem automobil, który potrafi dopasować się do potrzeb właściciela. Jest wyzywający nie tylko gdy pozuje do fotografi i - my udaliśmy się nim na przejażdżkę.

Jens Dralle 2009-05-08
Rinspeed iChange Samochód ma bardzo aerodynamiczny kształt kropli, kierowca musi siedzieć całkiem z przodu.

Frank Rinderknecht stawia na sztorc kołnierz swojej kurtki, jego samochód... także. Wieje mistral, śródziemnomorskie wybrzeże Francji skąpane jest w rześkim powietrzu. iChange, pojazd wysoki zaledwie na metr, przykuwa wzrok niczym szlifowany bursztyn. Słońce przebijające czasem spoza demonicznych ciemnych chmur sprawia, że karoseria z tworzywa raz połyskuje na pomarańczowo, innym zaś razem lśni kolorem miedzi. Najgorętsza z gwiazd dostarcza też energii bateriom słonecznym umieszczonym w szklanym dachu iChange'a.

Rinderknecht znany jest z upodobania do niezwykłych wehikułów. Jedne z nich posiadły umiejętność jazdy pod wodą, (Rinspeed Squba) inne same wydłużają nadwozie, jeszcze inne potrafią reagować na emocje swoich pasażerów. iChange zadziwia swego rodzaju kołnierzem lakierowanym w kolorze nadwozia, który po naciśnięciu guzika wysuwa się z tyłu auta podwyższając kabinę pasażerską o 10 cm. Dzięki temu wynalazkowi w samochodzie robi się miejsce dla dwóch dodatkowych osób, które powinny się zmieścić za umieszczonym centralnie fotelem kierowcy. Rinderknecht nazywa ów proces powiększania kabiny "adaptacyjną aerodynamiką". Szwajcarski inżynier chce udowodnić, że samochód naprawdę może się pod względem zużycia energii dopasować do chwilowych potrzeb. W tym wypadku mamy do czynienia z przemianą samochodu sportowego w vana. Najnowszy szwajcarski wynalazek to pojazd "1-2-3"-miejscowy ze 150-kilowatowym elektrycznym silnikiem, który za pomocą elektronicznego hokus-pokus wyczarowuje we wnętrzu tyle miejsc, ile w danej chwili potrzeba, pod warunkiem że nie trzeba ich więcej niż trzy. Przemiana jednoosobowego auta sportowego w pojazd rodzinny dokonuje się po wciśnięciu guzika, co idealnie odpowiada koncepcji "I change", czyli "zmieniam". Takiej sztuki nie potrafi żaden inny samochód.

Nowoczesne crossovery, żeby mogły czarować swoją wszechstronnością, zamknięto w nadwozia wielkie i sztywne niczym gorset, dlatego zużywają więcej energii niż naprawdę potrzebują. iChange z kolei wykorzystuje jej tylko tyle, ile rzeczywiście jest niezbędne. "Na przykład gdy ktoś tylko w pojedynkę jedzie do biura, może zmniejszyć wysokość przedziału pasażerskiego, zmieniając kształt auta w taki sposób, że maleją opory powietrza i spada zużycie energii potrzebnej do poruszania się samochodu" - wyjaśnia Rinderknecht. Żeby w tunelu aerodynamicznym nadwozie mogło uzyskać jak najlepsze rezultaty, szwajcarski wynalazca nadał mu niemal już klasyczny kształt kropli.

iChange w wersji large może, przy odrobinie dobrej woli, zasłużyć na określenie "rodzinny" - nawet jeśli brakuje mu schowków i półek, a we wnętrzu jest mało miejsca. Jeśli kierowca jest wzrostu większego niż 1,85 m, pod przezroczystą kopułą dachu będzie mu rzeczywiście ciasno. I gorąco. Na szczęście, z powodu mało śródziemnomorskiej pogody w dniu testów dało się jakoś wytrzymać. Kierownica ociera się o uda, kolana dotykają karoserii, stopy wymacują w ciemnych czeluściach nadwozia dwa potężne pedały.

DANE TECHNICZNE RINSPEED iCHANGE

DANE TECHNICZNE RINSPEED iCHANGE

Silnikelektryczny Siemensa, maks. moc 150 kW przy 4500 obr/min, maks. moment obrotowy 370 Nm od 0 do 3000 obr/min, baterie litowo-jonowe, napięcie 576 V, zasięg około 90 km, czas ładowania beterii około 3 godzin.
Napędna koła tylne
Nadwoziepojazd trzymiejscowy z podnoszonym dachem, długość 4,28 m, szerokość 1,8 m, wysokość 1,03 m, rozstaw osi 2,38 m, rozmiar opon: z przodu - 215/40 R17, z tyłu - 245/40 R18, opony - Pirelli P Zero; masa własna około 1050 kg.
Prędkość maksymalna220 km/h
Przyspieszenie 0-100 km/h4,2 s

Stacyjki nie ma wcale, zamiast niej po lewej stronie znajduje się metalowa klawiatura, której przeznaczenie z braku opisu pozostaje tajemnicą. Z pomocą przychodzi tu krótka instrukcja na kartce formatu A4, ale wielki wyłącznik rodzi kolejne pytania. Odpowiedź na nie brzmi - napęd elektryczny. Rinderknecht pokazuje, że "prąd jest napędem przyszłości". Przy sprawdzaniu pokładowego instrumentarium okazuje się, że kierowca iChange'a nie musi rezygnować ani z bogatego zestawu elektroniki służącej rozrywce (włącznie z iPodem), ani z systemu podgrzewania wnętrza podczas postoju, za to najprawdopodobniej musi się obejść bez klimatyzacji.

Nawet układy wspomagania - kierownicy i hamulców - wydają się zbyteczne, co okazało się po niemal bezgłośnym przejechaniu kilku pierwszych metrów. W końcu mimo swojego ekologicznego napędu iChange chce być najprawdziwszym samochodem sportowym. Jego szkielet tworzy rama rurowa. Elektryczna jednostka napędowa o mocy 150 kW ma trzymiejscowemu pojazdowi zapewnić przyspieszenie od zera do 100 km/h w ciągu 4,2 sekundy i pozwolić na rozwinięcie szybkości 220 km/h - w każdym razie tyle wyliczyli inżynierowie, uwzględniwszy szczególnie opływowe kształty nadwozia. Dzięki bateriom litowo-jonowym, które po raz pierwszy w swojej historii do wykorzystania w samochodzie dostarczyła firma Siemens, iChange nabiera rozpędu z taką swobodą i lekkością, jakiej doświadczają pasażerowie składów metra czy szybkich tramwajów. Niewielki ciężar wynoszący 1050 kilogramów pozwala przypuszczać, że auto rzeczywiście potrafi uzyskać teoretycznie wyliczone osiągi.

Ponieważ z prototypem lepiej obchodzić się ostrożnie, nie rozpędzamy się do prędkości maksymalnej, ale i tak przed kierowcą stają wielkie wyzwania. Żeby wcisnąć hamulec, trzeba mieć dobrze wytrenowane mięśnie nóg. Tylko jak je w ogóle zmieścić w ciasnym wnętrzu iChange'a?

Za to cienko wyściełany kubełkowy fotel kierowcy zapewnia dość miejsca nawet rosłym osobnikom o dobrze rozwiniętej muskulaturze ramion, niezbędnej do operowania kierownicą. Walcząc z mechanicznymi oporami układu kierowniczego, człowiek sunie iChange'em ku przyszłości - do czasu, aż auto zatęskni za gniazdkiem prądu. Być może wkrótce wystarczy jednak dystrybutor z benzyną, bo Frank Rinderknecht rozważa wyposażenie swojego wehikułu także w silnik spalinowy, żeby zwiększyć zasięg bolidu. Zgodnie z filozofią samochodu dopasowującego się do chwilowych potrzeb użytkownika, dodatkowy silnik można by samodzielnie montować w garażu, w razie potrzeby ma się rozumieć. To, że przy okazji zwiększą się osiągi iChange'a - bardzo pasuje do idei Rinderknechta "emocjonującego samochodu elektrycznego".

Pomysłowy Szwajcar sprzedał ostatnio część swojej firmy zajmującą się tuningiem, czyli działalnością mało ekologiczną, ale bynajmniej nie ma zamiaru rezygnować z tworzenia samochodów szybkich i budzących emocje. Do tego gatunku, za sprawą swoich sportowych genów, z pewnością należy iChange i właśnie żyłki sportowca ten elektryczny wyścigowiec wymaga też od swojego właściciela.

Jak i czy w ogóle można wcielić w życie na większą skalę ideę pojazdu dopasowanego do chwilowych potrzeb - tego, mimo całego swojego doświadczenia, Rinderknecht nie jest w stanie przewidzieć. W każdym razie można się spodziewać przeciwnych wiatrów - także poza południem Francji.

Tekst: Jens Dralle
Zdjęcia: Reinhard Schmid

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    jak dla mnie brzydal i generalnie strata szmalu. Tapicerka rozkłada na łopatki.
    esper, 2009-05-08 10:03:09
  • avatar
    zgłoś
    Niezwykły prototyp. Rinspeed to marka słynąca z samochodowych dziwadeł. Najnowszym jest napędzany prądem automobil, który potrafi dopasować się do potrzeb właściciela. Jest wyzywający nie tylko gdy pozuje do fotografi i - my udaliśmy się nim na przejażdżkę.
    auto motor i sport, 2009-05-08 09:35:36
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij