Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.0

Rolls-Royce Wraith: Inna galaktyka

Jeśli flagowy Phantom to odpowiednik katedry na kołach, to jak określić Rolls-Royce’a Wraitha? Po prostu – katedra w wersji coupé.  

Roman Popkiewicz 2014-10-28

Między przednimi a tylnymi czujnikami parkowania jest 5,3 metra samochodu. Tyle, ile mierzą flagowe limuzyny w rodzaju Mercedesa klasy S. Tyle że tam, gdzie inni kończą na limuzynach, Rolls zaczyna od coupé.

Historia, poezja literatura, duchy i widma
Jeżeli kabina Wraitha nie ma jeszcze tytułu szlacheckiego, to pewnie dostanie go w tym roku. Deska rozdzielcza składa się w stu procentach z klasy. Jest minimalistyczna, zwłaszcza kiedy centralnie umieszczony ekran całkowicie skryje się za osłoną. Wykończenie i materiały niby są doskonałe. Ale kiedy przyjrzeć się bliżej, okazuje się, że to nieprawda. Tak naprawdę są z bajki za milion dolarów.

Dywaniki są tak grube, że tonie w nich cała dłoń. Nad głową jest diodowa galaktyka – 1340 punkcików świetlnych. Takie własne niebo kierowcy Wraitha. Rolls podkreśla, że linie drewnianego wykończenia są nachylone pod kątem 55 stopni. Nie 45 ani 65, ale właśnie 55. Jestem pewien, że skrupulatnie sprawdzane. Te 55 stopni musi być bardzo ważne. Z kolei nowoczesność to system obsługi – najlepszy na świecie, bo w całości pochodzący z BMW. Tylko grafika jest zmieniona na kojące, zielonkawe barwy.

Był już kiedyś Rolls-Royce Wraith, w 1938 r. Jak podkreśla firma, w tej nazwie jest trochę historii i trochę poezji. Słowo pochodzi z dawnego szkockiego dialektu, oznacza ducha/zjawę/ widmo, ale ma mroczne zabarwienie. Do angielskiego wprowadził je w XVIII wieku szkocki poeta Robert Burns. Historia i poezja też są dla Rollsa ważne.

Drzwi otwierają się w przeciwną stronę. Można do nich sięgać albo po prostu zamykać elektrycznie. Bardziej jacht niż samochód – z tyłu jest jak na tylnym siedzeniu sporej motorówki. Potencjał silnika V12 turbo jest wykorzystywany przeciętnie w 10-15 procentach.

 

Wygląda jak samochód, jeździ jak samochód, ale to nie samochód
Wraith robi wszystko jak samochód. W trybie „D” jedzie do przodu. Na wstecznym cofa. Na polecenie mruga kierunkowskazem. W zakrętach lekko wychyla nadwozie na boki. Komfort resorowania jest totalny, a po wciśnięciu gazu coupé nabiera prędkości jak opętane. Adaptacyjne zawieszenie trzyma ruchy nadwozia idealnie pod kontrolą. Jak na swoje dwie i pół tony masy, Wraith jest niesamowicie opanowany.

Ale to wszystko iluzja. Bo to nie jest samochód, tylko jacht. Z garażu na drogę się nie wyjeżdża, lecz wypływa. Do świateł się nie dojeżdża, a spod nich nie rusza, tylko dopływa i odpływa. Podczas skrętu, przed statuetką na dziobie świat przesuwa się jak na filmie – jak przed dziobem jachtu. Wraith nic ode mnie nie chce. To miłe. Bo dziś samochody mają same wymagania. Biiip! – uważaj, bo chyba zmieniasz pas, biiip! – uwaga, w martwym polu masz inne auto, biiip! – uważaj, zaraz w kogoś wjedziesz, biiip, biiip, biiiiiiiiip!!! – non stop coś. Tymczasem Rolls zostawia mnie w świętym spokoju. Wszystko jedno czy dlatego, że nie ma tych systemów, czy też je ma, ale dopracowane tak, że nie zawracają głowy bez potrzeby.

Jeszcze jakiś czas temu, kiedy szło o moc silnika oraz osiągi, Rolls podawał jedynie, że są „wystarczające”. Teraz wiedzę mamy pełną – silnik V12 biturbo rozwija moc 632 KM i maksymalny moment obrotowy 800 Nm. Oto najmocniejszy Rolls w historii. Mógłby ruszyć z posad Pałac Buckingham.

Te parametry „wystarczają”, by do setki rozpędzić coupé w 4,6 sekundy. Jednak pomimo iż Wraith to najbliższe sportowemu coupé auto, jakie wyjechało z zakładów Rollsa, nigdzie nie znajdzie się nawet wzmianki na temat „sportu”. Rolls jest ponad takimi przyziemnymi określeniami.

W swojej klasie – wraith jest jedyny w swoim rodzaju
Jeżeli ktoś oszaleje, to będzie mocno wciskał gaz. Zamiast obrotomierza jest wskaźnik rezerwy mocy. Bardzo pouczający. Do zwykłej jazdy wystarczy 10-15 procent możliwości silnika, do dynamicznej 25-30, powyżej 40 procent Wraith jest szybszy niż większość aut uważanych za sportowe.

Podobno ekskluzywne auta ze swoimi potężnymi silnikami służą głównie do tego, by moc i osiągi zamieniać na spojrzenia przechodniów. Ale nie Wraith. On – czujesz to – takie rzeczy ma głęboko w kolektorze wydechowym. Jest ponad to. Być może dlatego reakcje na widok coupé Rollsa są tak pozytywne. W swojej klasie jest jak Ferrari w swojej – nie ma drugiego takiego. Nic nie jest podobne nawet w przybliżeniu, nie tylko wizualnie, ale przede wszystkim jako zjawisko. Albo raczej – zjawa.

Wykończenie i cena – górnej granicy nie ma
Zdecydowanie nie jestem dżentelmenem, bo przez cały czas myślę o pieniądzach. Tym bardziej że nie ma czegoś takiego jak cennik Rolls-Royce’a. Jest tylko pewna kwota, od której zaczyna się rozmowa. W wypadku Wraitha to półtora miliona złotych. Niecałe. Reszta zależy od rodzaju wykończenia, z którym jest jak z wykańczaniem domu – możliwe jest w zasadzie wszystko. Dlatego też nie ma czegoś takiego jak górna granica.

Statuetka „Spirit of Ecstasy” może być wykonana ze srebra albo pozłacana. Ma też własną „windę”. Bajer wszystkich bajerów – nad głową można mieć diodową galaktykę, dokładnie 1340 gwiazd. Policzyliśmy. Gdyby w latach 30. stosowano przełączniki na kierownicy, pewnie wyglądałyby właśnie tak.

 

Statuetka „Spirit of Ecstasy” – po naszemu „duch uniesienia”, jakkolwiek to brzmi – na dziobie może być na przykład zrobiona ze srebra albo pozłacana. Na bank są na to klienci. Może też być wykonana ze specjalnego poliwęglanu, który wygląda jak kryształ, i od dołu podświetlana diodowym blaskiem – taki dyskretny urok burżuazji. Ta wersja też pewnie ma wzięcie. Tylko kryształowa być nie może, i to za żadne pieniądze. Ze względów bezpieczeństwa, bo gdyby się stłukła, odłamek mógłby kogoś skaleczyć. A dla nas najlepszy detal to ten, że dekielki z logo „R-R” na kołach podczas jazdy się nie kręcą.

Królowa jeździ, ja tu tylko tankuję
„Królową pan wozi?” – pyta gość na stacji benzynowej. Spośród dwóch coupé w ofercie Rolls-Royce’a, Wraith to ten tańszy, a wygląda tak samo po królewsku jak o połowę droższy Phantom Coupé. „Nie, to coupé, ona sama tym jeździ” – odpowiadam. „Ja tylko tankuję...”

 

Dane producenta Rolls-Royce Wraith
Cena 1 470 450 zł
Silnik i przeniesienie napędu
Rodzaj napędu benzynowy, V12 turbo
Pojemność skokowa 6592 cm3
Moc maks./przy obrotach 632 KM/5600 obr/min
Maks. moment obr./przy obrotach 800 Nm/1500–5500 obr/min
Przeniesienie napędu na tylne koła; 8-bieg. przekł. autom.
Osiągi
0–100 km/h 4,6 s
Prędkość maksymalna 250 km/h (ogr.)
Zużycie paliwa
Średnie 14,0 l/100 km
Emisja CO2 327 g/km
Nadwozie
2-drzwiowe, 4-miejscowe coupé, długość x szerokość x wys. 5269 x 1947 x 1507 mm, rozstaw osi 3112 mm, masa własna 2360 kg, pojemność bagażnika 470 l.

 

 

 

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Zapewne to super auto, jednak wg mnie trochę jak nie Rolls. Rolls to limuzyna, szofer, mega dużo miejsca z tyłu, komfortowe urządzenie, lodóweczka i wszelkie inne frykasy... jak ktoś chce sobie po prostu pojeździć (w sensie pokierować samemu), to jest tyle innych samochodów. To trochę jak ten SUV Bentleya, który ma powstać (powstał ??). Zupełnie nie ten świat.

    Pastuch, 2014-10-29 06:04:04
  • avatar
    zgłoś
    W nim nie potrzebujesz szofera. Ma tylko dwoje drzwi i jest bardziej nastawiony na kierowcę. Katedra w wersji coupe, czyli Rolls-Royce Wraith.Zobacz artykuł
    auto motor i sport, 2014-10-28 12:36:19
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij