DANE TECHNICZNE
| Nadwozie | 3-drzwiowy hatchback, długość x szer. x wys. 3953 x 1698 x 1441 mm, rozstaw osi 2460 mm, masa własna (bez zestawu audio) 1217 kg. |
|---|---|
| Silnik | Rzędowy, 4-cylindrowy, turbodiesel, pojemność skokowa 1896 cm3, moc 74 kW (101 KM) przy 4000 obr/min, maksymalny moment obrotowy 240 Nm przy 1800-2400 obr/min. |
| Osiągi* | Przysp. 0-100 km/h 10,8 s Prędkość maks. 190 km/h |
Tuning silnika ograniczono do drobnej (ale widocznej i o to chodzi) modyfikacji układu wydechowego - wylot ostatniego tłumika wygląda jak wyrzutnia torped krążownika Aurora. Prawdziwym elementem sportowym są natomiast koła i zawieszenie. Opony i koła ślicznej urody (naprawdę wyścigowe 17-calowe OZ-ety! na zamówienie Seata) o zupełnie ekstrawaganckim, wręcz ekscentrycznym rozmiarze 205/40, obute w Pirelli P Zero prezentują się doskonale, ale dramatycznie przesadzona w stosunku do wagi tego autka ich szerokość gwarantuje aquaplaning w każdej kałuży i koleinie, czego doświadczyłem osobiście i gdyby nie parę lat w rajdach, nie pisałbym dziś do państwa. Do tego zupełnie zmienione, koszmarnie twarde, sztywne zawieszenie, zachowujące się cudownie na powszechnie stosowanych na Zachodzie idealnie równych nawierzchniach. Niestety Polska to nie Hiszpania i na naszych muldach, koleinach, gołoborzach, kocich łbach i tramwajowych torowiskach koła tracą kontakt nie tylko z nawierzchnią, ale i z rzeczywistością - auto zachowuje się niebezpiecznie i niestabilnie. By samochód nie pękł od drgań, kielichy przednich McPhersonów spięto sportową rozpórką. Jeśli ktoś ma kawałek równej drogi - jeździ się tym cudownie; na „normalnych" polskich drogach trzęsie jak w szejkerze, co jedynie może zadowalać producentów aviomarinu.
Wnętrze tego szejkera całkiem sympatyczne, niezłe - wręcz bajeranckie, a przy tym wygodne fotele, bardzo szpanerskie, aluminiowe pedały, również aluminiowe, ozdobne, rasowe progi, a zegary i wskaźniki „oprawione w srebro", co na dość ładnej, ciemnej desce rozdzielczej prezentuje się całkiem szykownie.
Uroczo niedopracowany (czytaj - po prostu kicha) jest natomiast zestaw hamulec ręczny - podłokietnik. Rączkę tego hamulca „bogato inkrustowano srebrem" (nawet ładne), ale obrzydliwy, twardy, niefunkcjonalny podłokietnik (od traktora?) uniemożliwia jego użycie! A to hamulec, a nie zabawka. W tak sympatycznym aucie takie dziwolągi nie powinny się zdarzać, chyba że jest to krzyk protestu przeciw ergonomii lub sugestia, że w tym aucie zakochani mają być pozbawieni wszelkich hamulców. W takiej bulwarówce nie wozi się raczej bagażu, lecz karty kredytowe, więc w testowanej wersji zrezygnowano z bagażnika - jego przestrzeń wypełnia... głośnik subwoofera wielkości pralki automatycznej. Zestaw audio brzmi nieźle, ale nie stuningowano pod nim schowka na kompakty, który - zaprojektowany do słabszej wersji - tu też grozi nieszczęściem, bo nawet z poczciwym dieslem ma takie przyspieszenia, że pełne dodanie gazu wrzuca płyty pod pedał hamulca.
W sumie, gdyby nie dziwnie zestrojone zawieszenie i parę niedoróbek we wnętrzu, Ibiza disco to całkiem sympatyczny, nieźle udający sportowca, pełen sex appealu i skuteczny pod dyskotekami samochodzik.
Tekst: Julian Obrocki
Zdjęcia: Tomasz Jaźwiński
Wasze opinie na forum
Ten artykuł nie został‚ jeszcze skomentowany.Bądź pierwszy i wypowiedz się w dyskusji!

















To już 5 lat!
Pirelli w "Brazylli"
