Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.8

Skoda Yeti po 50 000 km

Pełne okrążenie globusa plus jeszcze trochę, 4162 litry paliwa, jedna wizyta w serwisie i dwa razy pech - oto najkrótszy bilans długodystansowego testu Skody Yeti.

2011-10-21
Skoda Yeti Planowe wizyty w serwisie trzeba wykonać co 30 tys. km lub raz na dwa lata. To efekt m.in. zastosowania oleju typu „long life”.

 

Jak na 50 tysięcy kilometrów jest to bilans ubogi. Oznacza bowiem, że Skoda nie dała nam zbyt wielu tematów do twórczości. No bo czym jest jeden planowy przegląd techniczny i brak jakichkolwiek usterek? Dlatego, w rewanżu, będziemy się z Yeti rozliczać co do złotówki. A więc od początku.

Z ceną na poziomie 128 tys. zł testowy Yeti był uzbrojony po zęby, ale jednocześnie miał okazję pokazać jak bardzo dodatkowe wyposażenie podnosi przyjemność korzystania z auta. Zarówno w zimie, jak i podczas upałów znakomicie spisywała się dwustrefowa klimatyzacja - posiadająca dwa tryby pracy, cicha i bardzo wydajna. Dziecinnie łatwy w obsłudze okazał się zestaw bluetooth, który w wielu długich podróżach pozwalał bezpiecznie toczyć długie Polaków rozmowy. Z kolei widzieć więcej pozwalały reflektory biksenonowe z funkcją doświetlania zakrętów i "aktywnym" systemem AFS. Do tego dochodzą bardzo praktyczne drobiazgi w postaci schowków (np. chłodzony i podświetlony po stronie pasażera), uchwytów (jak te na litrowe butelki w przednich drzwiach) oraz elementów mocujących bagaż (system ruchomych haczyków oraz siatki w bagażniku) - drobiazgi, które nie zawsze zauważa się podczas krótkiego korzystania z auta, a które można naprawdę docenić dopiero podczas dłuższej eksploatacji. Miłym dodatkiem były przyciemniane szyby z tyłu, natomiast pięknym, chociaż kompletnie zbędnym elementem wyposażenia - panoramiczne okno dachowe.

 

Kolorową laurkę Yeti dostaje za siedzenia, które w połączeniu z niezłym komfortem resorowania sprawiały, że nawet po 1000-kilometrowych trasach kierowca i pasażerowie wysiadali z auta bez "zmęczenia kości". Natomiast nieco za mały okazał się bagażnik, który w wypadku czterech osób wymaga wyraźnych poświęceń - 405 litrów ledwo wystarcza bowiem dla trzech. Z kolei dość nietypową logiką potrafił się kierować system nawigacji, który np. w Krynicy Morskiej najzupełniej serio poinformował, iż najbliższa stacja benzynowa znajduje się we Fromborku, oddalona o zaledwie 8 km, nie wspomniał jednak, że ta odległość wymaga pokonania w prostej linii Zalewu Wiślanego, najlepiej jakimś olimpijskim stylem.

Pod względem mechanicznym Yeti okazał się sprawny wręcz książkowo. Dynamiczny silnik zapewniał ponadprzeciętne osiągi, zawieszenie dawało komfort oraz bardzo stabilne zachowanie nadwozia, napęd na cztery koła (sprzęgło haldex, czyli tzw. "przód z automatycznie dołączanym tyłem") idelanie sprawdzał się w warunkach zimowych, dwusprzęgłowa przekładnia spisywała się prawie bardzo dobrze - prawie, bo zdarzały jej się szarpnięcia na niższych biegach. Testowa Skoda była wyposażona w pakiet off-road, pomagający poruszać się może nie tyle w terenie, ile raczej na drogach o luźnej nawierzchni, jednak na palcach jednej ręki możemy policzyć przypadki, kiedy zaistniała potrzeba opuszczenia asfaltu. Nie tyle więc z realnej potrzeby, ile raczej z kronikarskiego obowiązku odnotowujemy, iż owszem - funkcje off-roadowe takie jak specjalne zestrojenie układów ABS i ASR oraz pomoc przy zjeździe ze stromizn rzeczywiście się sprawdzają, tyle że w realnym świecie nigdy się z nich nie korzysta.

Podczas całego testu stopniowo spadało średnie zużycie paliwa, by z poziomu około 9 l/100 km zatrzymać się na 8,2 l/100 km. Nie jest to specjalnie niski wynik (dla szybkiego porównania - większy i cięższy Fiat Croma z 2,4-litrowym, 200-konnym turbodieslem zużył średnio tylko 0,5 l więcej) i jeśli za coś odejmujemy duże punkty, to właśnie za spalanie. Natomiast intensywną eksploatację śpiewająco przeszła kabina Skody. Nie licząc paru łatwych do usunięcia plam spowodowanych szkodliwą działalnością człowieka, ostatniego dnia testu siedzenia były takie same jak pierwszego - w tym poduszka siedzenia kierowcy, niewykazująca śladu zniekształceń. Od nawet małych oznak zużycia wolne były też tworzywa na drzwiach, desce rozdzielczej, skóra na kierownicy, dotykowy ekran i wszystkie przełączniki. Natomiast zadrapania na progu bagażnika oraz otarcia osłon przestrzeni bagażowej wzięły się stąd, iż ten pierwszy jest w Skodzie Yeti umieszczony dość wysoko, ta druga zaś nierzadko bywała ciasno zapychana bagażem.

Skoda wymagała tylko jednego rutynowego przeglądu technicznego (po 30 tys. km), podczas którego jedyną nadprogramową czynnością była wymiana filtra przeciwpyłkowego; nie sposób obniżać za to ocenę, bo intensywna eksploatacja ma swoje prawa. Zaskakujące jest natomiast to, że do pokonania całego testowego dystansu SUV-owi Skody wystarczył zaledwie jeden komplet klocków hamulcowych - a jeszcze lepiej, że na mecie wciąż były one w przyzwoitym stanie, równomiernie zużyte po obu stronach tarcz i gotowe do zaliczenia dalszego przebiegu. Bardzo równomiernie zużyte były też opony - głębokość bieżnika przednich wyniosła 5,3 i 5,1 mm, tylnych zaś po 6,5 mm. Wreszcie, Yeti wymagał dwóch "napraw" - wymiany żarówki nad tablicą rejestracyjną (całe 2,29 zł) oraz, tuż przed końcem testu, dolewki pół litra oleju silnikowego (84 zł za litr).

W końcowych kosztach eksploatacji nie uwzględniamy dwóch napraw, ze względu na ich czysto losowy charakter. Pierwsza była wynikiem bliskiego spotkania z sarną i wymagała wymiany zderzaka z przyległościami, reflektorów (były całe, ale miały urwane zaczepy) oraz sprężarki klimatyzacji, co w sumie kosztowało 8643 zł, natomiast druga to punktowy odprysk na przedniej szybie, powstały w wyniku celnego rzutu kamieniem wykonanego spod koła pewnej ciężarówki (koszt szyby i robocizny - 1095 zł). W zestawieniu nie ma jednak rubryki "pech", dlatego te kwoty nie trafiają do naszego kalkulatora. Za to 2,29 zł za małą żarówkę umieszczamy tam sobie na pociechę.

Tekst Roman Popkiewicz,
zdjęcia Mariusz Barwiński, Jacek Hanusz
amis 10/2011

Okiem eksperta
Artur Dzierża rzeczoznawca samochodowy
Niewielkie odchylenia parametrów geometrii zawieszenia w stosunku do zalecanych przez producenta są następstwem eksploatacji po przejechaniu np. przez wyrwę w jezdni. Podczas jazdy próbnej nie zauważyłem złego prowadzenia w postaci ściągania, geometria wymaga jednak regulacji. Pomiar grubości tarcz hamulcowych i grubości okładzin hamulcowych nie wykazał nierównego zużywania, co świadczy o dopracowanym układzie i zastosowaniu materiałów dobrej jakości. Elementy wnętrza samochodu nie były nadmiernie zużyte, jedynie w bagażniku po prawej stronie osłona-schowek została wyłamana. Nie ma też widocznych śladów zużycia lakieru - to kolejny dowód na zastosowanie w Yeti materiałów wysokiej klasy.
Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 85 150 PLN
Dostępne nadwozia: suv-5
SPRAWDŹ OFERTY

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Niby tak wszystko cacy i bez problemów, ale właściciele Yetasów borykają się tak naprawdę z różnymi problemami, i to po przejechaniu np. około 40 tysięcy kilometrów. Może to zależy od konkretnego egzemplarza, nie wiem, ale test tego nie wykazał.
    ~Samuraj, 2011-10-21 11:59:07
  • avatar
    zgłoś
    Pełne okrążenie globusa plus jeszcze trochę, 4162 litry paliwa, jedna wizyta w serwisie i dwa razy pech - oto najkrótszy bilans długodystansowego testu Skody Yeti.
    auto motor i sport, 2011-10-21 10:07:29
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij