Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
3.4

Suzuki Swift - Reality show

Co to za marka? - pytają przechodnie. Jakiś nowy Mini? Suzuki Swift - odpowiadam. Od Mini niedaleko już do BMW. Nie wiem, co sądzą o tym w Monachium, ale w Suzuki zacierają ręce. Czy nie za wcześnie, sprawdziliśmy na przykładzie wersji 1.3 GS.

Maciej Ziemek 2008-07-21
Test Suzuki Swifta Nowy Swift nie zaskakuje wyjątkowymi szczegółami, lecz... całokształtem. Wyglądem zewnętrznym i bogatym wyposażeniem wnosi do segmentu B nową jakość.

auto motor i sport 5/2005

Od początku testu miałem wrażenie, że obserwują mnie ukryte kamery. Każdy oglądający program już wie, że jeżdżę nowym Suzuki Swiftem, chociaż nie oznakowanym. Ja mam dopiero odgadnąć markę auta. Niby nic prostszego.

Sylwetką samochód idealnie odpowiada modelowi Mini One. Wymiarami już mniej, bo jest o 7 cm dłuższy i o 9 cm wyższy niż Mini. Pod względem wielkości plasuje się więc w dolnej strefie segmentu B. Auto jest mniejsze niż Citroën C3 czy nawet Nissan Micra, ale większe od Fiata Pandy. Dzięki dobrym proporcjom wygląda bardzo atrakcyjnie i wyróżnia się w tłumie. Testowany egzemplarz dodatkowo przykuwa uwagę przechodniów odważnym kolorem. Detale zewnętrzne - reflektory, wielkie jak patelnie lusterka, a w szczególności kształt tylnych lamp - jednoznacznie zdradzają, że to... nowa Toyota Yaris. Zgaduj dalej - śmieje się reżyser programu.

Drzwi samochodu nie są zbyt długie, ale otwierają się szeroko, zapewniając łatwy dostęp do przestronnego wnętrza. Jednolite, plastikowe poszycie drzwi nie prezentuje się zbyt okazale, ale jest solidne. To samo można powiedzieć o desce rozdzielczej. Wszystko, co się na niej znajduje, a nie ma tego zbyt wiele (cztery duże pokrętła i trochę przycisków), zostało podporządkowane jednemu celowi - bezproblemowej i intuicyjnej obsłudze. Jeśli dodać do tego twarde i wygodne, chociaż zbyt płaskie fotele oraz mechanizm zmiany biegów, który pracuje precyzyjnie jak szwajcarski zegarek, to musi być... nowy Ford Fiesta. Może do trzech razy sztuka - podpowiada reżyser.

Ciekawe stylizacyjnie nadwozie ma jednak parę słabych punktów. Po pierwsze, chociaż temperament większości kierowców nakazuje co innego, pole position pod światłami to w wypadku tego auta najgorsza pozycja. Zdecydowanie lepiej zająć miejsce w drugiej, a nawet w trzeciej linii startowej. Dopiero wtedy z miejsca kierowcy widać górną sygnalizację świetlną. Niezbyt mocno nachylona przednia szyba i długi, płaski dach auta, który zaczyna się daleko przed głową kierowcy, skutecznie ograniczają pole widzenia. Po drugie, za sprawą bardzo szerokiego tylnego słupka, spoglądając do tyłu i na boki można nie zauważyć nie tylko dziecka, ale nawet TIR-a. Widoczność bezpośrednio przed samochodem jest za to bardzo dobra. Zarówno dlatego, że za kierownicą siedzi się dość wysoko, jak i dlatego, że deska rozdzielcza jest umieszczona stosunkowo nisko. Odważna, co nie znaczy, że w każdym calu praktyczna stylizacja nadwozia oraz aż sześć poduszek powietrznych w standardzie, czyli innowacyjność stylu i bezpieczeństwo przywodzą na myśl skojarzenia z... samochodami marki Renault. Spróbuj jeszcze raz - mówi głos zza kamer.

Pod względem zachowania na drodze, tajemniczy "maluch" nie przypomina już Mini tak bardzo, jak wyglądem zewnętrznym, ale nie musi się też niczego wstydzić. Zawieszenie i układ kierowniczy zestrojono tak, aby prowadzenie sprawiało kierowcy frajdę. Auto prowadzi się przyjemnie nie tylko dlatego, że zawieszenie skutecznie "wybiera" nierówności, ale przede wszystkim dlatego, że "trafienie" w zakręt nie wymaga od prowadzącej osoby umiejętności rajdowca. Wystarczy odpowiedni skręt kierownicą, która obraca się lekko, ale nie za lekko, a samochód chętnie i szybko wykonuje polecenie. Nadwozie "siada" przy tym tylko nieznacznie. Zwinne autko zgrabnie pokonuje zarówno pojedyncze zakręty, jak i całe ich serie. Tak mógłby prowadzić się... nowy VW Polo. Grasz dalej czy pasujesz? - pyta reżyser.

Gdy zaczynał się ów "program na żywo", auto pachniało absolutną nowością. Pierwsze kilometry pokonałem więc delikatnie, pozwalając silnikowi i wszystkim mechanizmom dotrzeć się w spokoju. Dobre przyspieszenie sugerowało, że samochód jest napędzany silnikiem o pojemności około 1,5 l i mocy w granicach 100 KM. Wprawdzie na wyższych biegach brakuje dobrego "odejścia", ale szybka zmiana przełożenia na niższe daje znakomite rezultaty. Mechanizm zmiany biegów działa lekko i z przyjemnym oporem, sygnalizującym "zapięcie" prze- łożenia. Częste sięganie do dźwigni zmiany biegów jest więc przyjemnością. I tu niespodzianka - w rzeczywistości silnik tego małego autka jest tylko 1,3- litrowy, ale ma moc aż 92 KM.

Niestety, mniej pozytywne oblicze jednostki napędowej pokazały pomiary, potwierdzając prawdę o zbyt długich przełożeniach czwartego i piątego biegu. O ile od 0 do 100 km/h samochód z 92-konnym silnikiem rozpędza się całkiem żwawo, bo w 11,3 sekundy (o ponad 5 s szybciej niż 60-konna Panda 1.2), o tyle na rozpędzenie z 60 km/h do 100 km/h na IV biegu potrzebuje blisko 14 s (Panda - niecałych 15 s). Wykonanie nim tej samej próby na V biegu pochłania 21 s, natomiast Pandą - 20,8 s. Przy prędkości 100 km/h i na IV biegu wał korbowy silnika obraca się z prędkością 3400 obr/min, a maksymalny moment obrotowy jest uzyskiwany dopiero przy 4200 obr/min.

Jeżeli silnika testowanego samochodu nie zmusi się do pracy na wyższych obrotach odpowiednio niskim przełożeniem, po prostu brakuje mu siły napędowej. Widać to po elastyczności, ale jeszcze bardziej po wpływie obciążenia na przyspieszenie auta. Każdy kilogram więcej na pokładzie to zauważalnie gorsze osiągi.

Mimo długich przełożeń IV i V biegu, apetyt silnika na paliwo wcale nie jest mały. Tylko na autostradzie, przy stałej prędkości 90 km/h, można osiągnąć zużycie paliwa poniżej 5 l/100 km. Każde głębsze wciśnięcie pedału gazu oznacza jednak wzrost zapotrzebowania na paliwo. Na trasie auto "połyka" ok. 7 l/100 km, a eksploatowane wyłącznie w mieście - nawet do 10 l/100 km. Seryjnie montowany i dobrze widoczny wskaźnik chwilowego zużycia paliwa - umieszczony w górnej części deski rozdzielczej, tuż pod szybą obok zegarka i wskaźnika temperatury na zewnątrz - znakomicie działa na wyobraźnię kierowcy. Obserwując wskazania można nauczyć się ekonomicznej jazdy.

Reality show dobiega końca. O testowanym samochodzie wiem już prawie wszystko, ale wciąż nie znam jego nazwy. Żaden producent nie musiałby się za niego wstydzić, a wielu może go zazdrościć. Komu? Suzuki. Z taniego i ubogiego Swift stał się kosztowny, ale bogato obdarzony. Drogi (mówi się o kwocie ok. 50 tys. zł za wersję 1.3 GS), ale nie droższy niż konkurenci z podobnym wyposażeniem. Jest w nim wprawdzie plastikowo i szaro, ale panuje spokój i porządek. Raptem, Swift wykonał skok stulecia. Odważny i w dobrym stylu.

Tekst Maciej Ziemek
Zdjęcia Tomasz Jaźwiński



Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 50 890 PLN
Dostępne nadwozia: hatchback-5
SPRAWDŹ OFERTY

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Co to za marka? - pytają przechodnie. Jakiś nowy Mini? Suzuki Swift - odpowiadam. Od Mini niedaleko już do BMW. Nie wiem, co sądzą o tym w Monachium, ale w Suzuki zacierają ręce. Czy nie za wcześnie, sprawdziliśmy na przykładzie wersji 1.3 GS.
    auto motor i sport, 2008-04-16 14:54:58
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij