Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Tata Nano – Nano kosmos

W końcu na drodze. Tata Nano to najtańszy seryjnie produkowany samochód świata. A Steve Cropley to pierwszy europejski dziennikarz, który zaliczył z nim bliskie spotkanie trzeciego stopnia. Oto wrażenia.

Steve Cropley 2009-05-07
Tata Nano Niewiele większy od oryginalnego Mini Nano ma bardzo przestronne wnętrze. Najważniejsza w nim jest niska cena. 

Najtańszy samochód świata ma zmotoryzować Indie. Europy motoryzować nie musi, ale i tak ma nadzieję ją zawojować, bo kosztując 5000 euro będzie najtańszym samochodem na rynku. Prezentacja prototypowego Nano Europa odbyła się podczas tegorocznego salonu samochodowego w Genewie. Auto ma w stosunku do wersji indyjskiej nadwozie wydłużone do 3,29 m, jest wyposażone w ABS oraz dwie poduszki powietrzne. Producent zapewnia, że Nano sprosta też wymogom testów zderzeniowych Euro-NCAP. Układ kierowniczy wersji europejskiej będzie wyposażony we wspomaganie elektryczne. Pod karoserią kryje się 70-konny trzycylindrowy silnik benzynowy, mający zużywać 4,2 l paliwa na 100 km. Debiut w Europie ma nastąpić między 2010 a 2012 rokiem.  

Miłośnicy minimalizmu w stylu Citroëna 2CV będą Nano zachwyceni. Jest to jednobryłowa limuzyna (jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało), pod względem długości i szerokości nadwozia niemal identyczna jak oryginalny Mini, za to o stopę (30 cm) wyższa, z prostymi siedzeniami, plastikową deską rozdzielczą, umieszczonym centralnie prędkościomierzem i dużą ilością gołej - no, polakierowanej - blachy. Pomimo mikroskopijnych wymiarów nadwozia, Nano ma zaskakująco przestronną kabinę - to efekt dużego wzrostu oraz tego, że malutkie koła tylko nieznacznie wbijają się w nadwozie. Dostęp do wnętrza jest jak w o połowę dłuższych kompaktach, a cztery dorosłe osoby nie będą miały problemów ze zmieszczeniem się na siedzeniach. W specyfikacji na rynek indyjski Nano nie ma otwieranej pokrywy bagażnika (ta pojawi się później). Zamiast tego, oparcie kanapy kładzie się odsłaniając dostęp do bagażnika, a sam załadunek jest łatwiejszy niż mogłoby się wydawać.

Silnik to mała, rzędowa dwójka o pojemności 624 cm3, wykonana w technice dwuzaworowej i z jednym wałkiem rozrządu, umieszczona tuż przed tylną osią. Maksymalną moc 35 KM jednostka osiąga przy 5250 obr/min, a siła napędowa wędruje przez czterobiegową przekładnię do tylnych kół. Tuż przed tylnym zderzakiem znajduje się chłodnica, która jest karmiona powietrzem z dwóch wlotów w tylnych błotnikach.

Nadwozie ma samonośną konstrukcję, a każdy element zawieszenia, hamulców i kół jest tak lekki jak tylko się da. Na każdym kroku są ślady kuracji odchudzającej, ale samochód nie wygląda "krucho". Inżynierowie Taty zapewniają, że wersja indyjska już dziś mogłaby spełnić europejskie normy testów zderzeniowych. Jednak zanim Nano weźmie udział w wypadku à la Euro-NCAP, będzie musiał otrzymać wymagane u nas poduszki powietrzne oraz porządną strefę zgniotu. Wiele elementów konstrukcyjnych wykonuje kilka zadań naraz, np. podłużne wzmocnienie podwozia trzyma fotele, służy jako zakotwiczenie dla pasów bezpieczeństwa, a także chroni przed uderzeniami bocznymi.

Maleńkie opony mają inny rozmiar z przodu (135/65) i z tyłu (155/70), aby rozkład masy - z 60-procentowym akcentem na tylną oś - nie skutkował właściwościami jezdnymi typu "nawet nie wiesz, kiedy lądujesz tyłem w rowie". Układ kierowniczy wykorzystuje przekładnię zębatkową i nie ma wspomagania, bo samochód jest bardzo lekki. W kołach są zamiast tarcz bębny hamulcowe, które powinny zapewniać porządną skuteczność hamowania, a przede wszystkim nie wymagają (ciężkiego i kosztownego) układu wspomagania. Cięcie kosztów jest wypisane na każdym centymetrze kwadratowym auta - co w innych maluchach byłoby pewnie trudne do zniesienia, ale tu za każdym razem musi jawić się jako zaleta. Koła są przykręcane trzema, zamiast czterema lub pięcioma śrubami. Boczne szyby są płaskie, bo tak jest taniej. Zawieszenie nie ma stabilizatorów, bo one i kosztują, i ważą. Przy przedniej szybie jest jedna wycieraczka, z tyłu nie ma żadnej. W wersji podstawowej Nano fotel pasażera ani się nie przesuwa, ani nie ma regulacji pochylenia oparcia. Hałas i wibracje są neutralizowane tylko za sprawą takiego a nie innego projektu nadwozia, a nie za pomocą ciężkiego pakietu tworzyw izolujących. I to wszystko ma głęboki sens.

Jak dla wysokiego kierowcy, mała kierownica jest zamontowana dużo za nisko. Fotele są płaskie, ale sprawiają wrażenie wygodnych. Za instrumenty robią prędkościomierz ze wskaźnikiem poziomu paliwa plus kilka lampek kontrolnych. Po bokach deski rozdzielczej są dwa głębokie koryta, dzięki czemu Nano obywa się bez zamykanych schowków. Silnik z charakterystycznym warkotem budzi się do życia spod podłogi bagażnika i ma wystarczający moment obrotowy, żeby gładko ruszyć malucha z miejsca, bez niepotrzebnego wchodzenia na obroty.

DANE TECHNICZNE TATA NANO

DANE TECHNICZNE TATA NANO

Cena8300 zł
Konkurenciskuter
Silnikbenzynowy, R2, 0.6
Moc/przy obrotach35 KM/5250 obr/min
0-60 km/h8,0 s
Prędkość maksymalna105 km/h
Zużycie paliwa4,3 l/100 km
Emisja CO2101 g/km
Silnikpojemność skokowa 624 cm3, maksymalny moment obrotowy 48 Nm przy 3000 obr/min, skrzynia biegów 4M, napęd na tylne koła.
Nadwozieczterodrzwiowa, czteromiejscowa limuzyna, długość x szerokość x wysokość 3100 x 1500 x 1600 mm, masa własna 600 kg.

Tata podaje tylko jedną wartość osiągów dla Nano - przyspieszenie 0-60 km/h w 8 sekund. Nie jest to liczba specjalnie krzepiąca. W rzeczywistości auto żwawo startuje ze świateł i do miejskich prędkości dochodzi bez specjalnego ociągania. Nie jest szybkie, ale nie masz też wrażenia, że osiągi trzeba mu wyrywać siłą. Nie ma sensu dobijanie się do ogranicznika obrotów (przy 5600 obr/min), taki sam efekt daje zmiana biegów wcześniej - na oko, bo nie ma obrotomierza, gdzieś w okolicy 5000 obr/min. Jeśli będziesz rozsądnie wykorzystywać osiągi Nano, zwykłe auta nie uciekną daleko. Inżynierowie Taty mówią, że prędkość maksymalna wynosi 105 km/h, ale w realnym świecie sensowne tempo podróżne jest raczej zbliżone do 90 km/h. Na większości dróg w Indiach to więcej niż trzeba. Z kolei mały promień skrętu i wąskie nadwozie ułatwiają poruszanie się w ulicznym tłoku, przez który większe pojazdy nie mogą się przebić.

W zakrętach nadwozie Nano przechyla się jak w "oldskulowych" autach francuskich, ale opony nie tracą przyczepności. Kombinacja takiego a nie innego zestrojenia zawieszenia oraz opon o różnych rozmiarach z przodu i z tyłu pozwala uzyskać dobre właściwości jezdne, chociaż nasze zdjęcia pokazują, że blisko granicy przyczepności tylne opony zaczynają się "zawijać" pod felgę. Gumy ani razu nie puściły jednak asfaltu, a samo zachowanie auta - co do którego można mieć wątpliwości już chociażby z powodu mało korzystnego rozkładu masy - przez cały czas było przewidywalne.

Natomiast jedna rzecz zdominowała wszystkie inne - cena. O liczbie 1700 funtów (8300 zł) trzeba pamiętać za każdym razem, kiedy chciałoby się coś poprawić. Na przykład ja miałem wrażenie, że przechyły nadwozia w kierunku przódtył są zbyt głębokie, że na pofałdowanym asfalcie nadwozie Taty zaczyna się zbytnio kołysać. Ale żeby tę konkretną cechę poprawić, trzeba by zacząć od nowa zabawę z zestrojeniem amortyzatorów, sprężyn, prawdopodobnie zainstalować stabilizatory, a to już się kłóci z filozofią powstania tego autka. Wiele usprawnień jest teoretycznie możliwych - i pojawią się one w zeuropeizowanej wersji w 2012 r., z ceną prawdopodobnie ok. 4000 funtów - ale póki co, dla Nano prostota jest znacznie bardziej wartościowa niż zaawansowanie. Czar Nano polega na tym, że ten maluch potrafi być aż tak komfortowy, przestronny, cichy, a być może nawet trwały, za połowę ceny obecnego indyjskiego bestsellera, jakim jest Maruti-Suzuki Alto.

Kiedy wracaliśmy Jettą do Bombaju, przyszło mi na myśl, że nikt inny poza Hindusami nie mógłby zrobić takiego samochodu. Amerykanie nie dostrzegliby biznesu. Niemcy napakowaliby go technologiami i nigdy w życiu nie zastosowaliby bębnów hamulcowych ani nie zrezygnowaliby ze stabilizatorów. A Indie mogą udzielić całemu zmotoryzowanemu światu lekcji. Potencjalni nabywcy Nano to większa część Azji i cała Afryka. Może jest mały i tani, ale maluch Taty już niedługo może się okazać tak wpływowy, jakie było oryginalne Mini 50 lat temu.

Tekst: Steve Cropley
Zdjęcia: Stan Papior

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    'czlowiekk' napisał(-a):wiecej nie zdzialasz, samoobslugowe i taka daja zaoszczedzic. na gazie strach, wiec pozostaje obserwowac i czekac na tendencje spadkowe cenNa Neste tankuje już od lat, i wiem czy można tu zaoszczędzić, czy nie... A jeżeli chodzi i spadki cen paliw, to taka moja dobra rada - zapomnij. Choć z drugiej strony i tak nie mamy tak źle - inni mają gorzej. Niedawno dowiedziałem się, że w Puerto Rico paliwa są o jakieś 50% droższe niż u Nas...
    ~zastrzegam, 2009-06-13 22:39:50
  • avatar
    zgłoś
    'zastrzegam' napisał(-a):No tak, liczyłem na to, że to auto będzie trochę mniej palić, bo tu już jest 4,2, a po mieście, w korkach skoczy pewnie do 5-6 litrów. Gdzie ma być ta oszczędność? Liczyłem na to, że oprócz niskiej ceny zakupu auta, będę oszczędzał na paliwie, bo cena ciągle rośnie - podobno już jest po kryzysie i cena rosła będzie nadal. I choć tankuje ciągle na Neste, to jak spekulanci znowu przesadzą i cena baryłki skoczy do tych 150 dolarów, to przy obecnym kursie nie będzie za ciekawie dla kierowców.wiecej nie zdzialasz, samoobslugowe i taka daja zaoszczedzic. na gazie strach, wiec pozostaje obserwowac i czekac na tendencje spadkowe cen
    ~czlowiekk, 2009-06-12 17:28:03
  • avatar
    zgłoś
    No tak, liczyłem na to, że to auto będzie trochę mniej palić, bo tu już jest 4,2, a po mieście, w korkach skoczy pewnie do 5-6 litrów. Gdzie ma być ta oszczędność? Liczyłem na to, że oprócz niskiej ceny zakupu auta, będę oszczędzał na paliwie, bo cena ciągle rośnie - podobno już jest po kryzysie i cena rosła będzie nadal. I choć tankuje ciągle na Neste, to jak spekulanci znowu przesadzą i cena baryłki skoczy do tych 150 dolarów, to przy obecnym kursie nie będzie za ciekawie dla kierowców.
    ~zastrzegam, 2009-06-12 11:00:28
  • avatar
    zgłoś
    no cóż. taki maluch tylko ładniejszy. rozwiązania identyczne jak 30 kilka lat temu. osiągi podobne. widać na jakim etapie jest motoryzacja w Indiach. ale i nas kryzys nauczy . skonczą sie 5 litrowe limuzyny
    rajkonkret, 2009-05-07 14:31:04
  • avatar
    zgłoś
    W końcu na drodze. Tata Nano to najtańszy seryjnie produkowany samochód świata. A Steve Cropley to pierwszy europejski dziennikarz, który zaliczył z nim bliskie spotkanie trzeciego stopnia. Oto wrażenia.
    auto motor i sport, 2009-05-07 10:24:43
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij