W trzy miesiące zaliczyliśmy połowę z planowanych 50 tysięcy kilometrów. Auris jeźdźił dużo, palił mało, kłopotów nie sprawiał - świeżość straciła tylko jasna tapicerka auta.
Zobacz również
Ledwie się z testem Aurisa rozpędziliśmy, a od razu potrzebna była wizyta w serwisie. Na szczęście, nie w związku z awarią, lecz z obowiązkowym przeglądem po przebiegu 15 tys. km. Toyota Auris nie trafiła do redakcji na długodystansową próbę jako „nówka", ale z przebiegiem 12 tys. km. Trzy tysiące kilometrów, których brakowało do przeglądu przejechaliśmy w kilka dni.
Pierwsza obowiązkowa wizyta w serwisie miała być jedynie formalnością. I była. Niczego nie wymieniono, nawet oleju czy filtra oleju, nic też nie wymagało naprawy. Rachunek za robociznę, opiewający na 200 złotych i 14 groszy, trzeba jednak było zapłacić. Tyle pierwszy przegląd kosztował w czerwcu ubiegłego roku. Dzisiaj za stwierdzenie, że wszystko jest OK ten sam serwis życzy już sobie 290 zł. Prawdę mówiąc, na miejscu klientów Toyoty zdecydowanie bardziej wolałbym wydać na auto owe 200 czy 300 zł więcej przy zakupie (co stanowi jedynie ułamek procentu wartości auta), a po raz pierwszy w serwisie pojawić się na konkretny przegląd dopiero po przebiegu 30 tys. km, niż zastanawiać się czy pod płaszczykiem gwarancji i w świetle prawa renomowany producent samochodów na siłę nie wyciąga ode mnie pieniędzy.
Za Aurisa w wersji Prestige trzeba zapłacić aż 89 500 zł. Dużo, nawet bardzo dużo, ale wyposażenie auta w znacznym stopniu tłumaczy dlaczego Auris ceni się tak wysoko. Bynajmniej, nie chodzi o bogate wyposażenie z zakresu bezpieczeństwa, ale o dodatki podnoszące komfort obsługi. Największy bajer to oczywiście elektroniczny klucz, który umożliwia dostęp do auta oraz jego uruchamianie bez sięgania po klucz do kieszeni. Rozwiązanie bardzo wygodne, ale najlepiej sprawdza się szczególnie wtedy, gdy auto ma jednego lub dwóch użytkowników. Kilka razy zdarzyło się, że samochód z dokumentami już odjechał, ale kluczyk został w kieszeni poprzedniego kierowcy. Na szczęście, „inteligentny" Auris szybko sygnalizował brak klucza w zasięgu czujników.
Po przeglądzie, gdy wiadomo było, że samochód ma się świetnie, test nabrał ekspresowego tempa. Zdarzało się, że Auris był w ciągłej podróży niemal przez 24 godziny na dobę. W południe wizyta w stolicy, wieczorem powrót do Wrocławia, przekazanie auta kolejnemu kierowcy i... jazda z powrotem do Warszawy. Los samochodów testowanych na długim dystansie do łatwych nie należy. Auris zdawał się tym nie przejmować i nigdy nie odmówił współpracy.

Wasze opinie na forum
- Użytkownik MotoMan 01.02.2009, 05:06
Ty Pawełku wolisz być chory i biedny niż zdrowy i bogaty - Twój wybór.
- Użytkownik pawel 30.09.2008, 10:19
po 100tys to pewnie bedzie nowe auto - wszystko w serwisie wymienia ;p Ja tam
- Użytkownik jacko 23.05.2008, 11:24
Hehe, olej silnikowy za 360 złotych? Pewnie był w bańce ze złota...
- Użytkownik Jaroslaf 08.04.2008, 15:33





















Opel Vectra II
Mocne uderzenie