Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Więcej niż van

Wygląda zgrabniej niż niejeden hatchback, prowadzi się lepiej niż większość samochodów, które podszywają się pod sportowe, a gdy trzeba - potrafi zabrać na pokład nawet siedem osób. W teście 220-konny, wszechstronny van Forda - S-Max.

Maciej Ziemek 2008-06-30
Ford S-max Na trasie, duży S-Max potrafi zadowolić się zużyciem paliwa na poziomie 8,5 l/100 km.

Do vanów podchodzę z dystansem. Cenię je za przestronne wnętrze i możliwość swobodnej jego aranżacji, ale irytują mnie zbyt wysoka pozycja za kierownicą i właściwości jezdne jak dostawczej furgonetki. Zamiłowanie konstruktorów vanów do wszechobecnych, często kompletnie bezużytecznych schowków też uważam za mocno przesadzone.

Po najnowszym modelu Forda nie spodziewałem się, że przewróci mój "vanopogląd" do góry nogami. Tym bardziej że już na dzień dobry S-Max powstał jako produkt "uboczny" nowego Galaxy. Jeśli samochód na samym wstępie jest pochodną innego auta, to nie wróży nic dobrego. Po otwarciu drzwi okazuje się, że S-Max nie chce za wszelką cenę być wśród vanów bardziej papieski niż sam papież. Tablica rozdzielcza auta ze sporych rozmiarów konsolą środkową oraz klasyczne w formie zegary - znajdujące się w jedynym słusznym miejscu, czyli tuż przed oczami kierowcy zamiast na środku deski rozdzielczej jak w wielu vanach - wyglądają jak w każdym normalnym samochodzie. Umiejscowienie fotela względem kierownicy i pedałów oraz jego duży zakres regulacji umożliwiają dobranie tak samo wygodnej pozycji za kierownicą, jak w każdym innym modelu Forda.

Po uruchomieniu silnika i przejechaniu zaledwie kilku metrów mój pogląd na temat vanów zaczyna się niebezpiecznie chwiać. Skoro ani tablica rozdzielcza, na której schowki są ważniejsze niż zegary, ani zbyt wysoko umieszczony fotel, który sprawia, że siedzi się wyprostowanym jak na taborecie, ani precyzja prowadzenia S-Maxa nie przypominają mi bez przerwy, że prowadzę vana, czyli wyrób autobusopodobny, czyżby w końcu trafiła kosa na kamień? Przed ostateczną kapitulacją powstrzymuje mnie perspektywa jeszcze wielu dni spędzonych za kierownicą S-Maxa i wielu kilometrów, które były przede mną.

Niestety, kolejne dni i kilometry przekonują mnie, że czas zmienić opinię na temat vanów. Specjaliści z Ford Precision Drive - działu, który dba o jakość jazdy wszystkich modeli Forda, poczynając od maleńkiego Ka, a skończywszy na Transicie - także z S-Maxa uczynili samochód, który przyjemniej jest prowadzić niż być nim wożonym. Poczucie kontaktu kół z nawierzchnią, precyzja układu kierowniczego i jego bezpośrednie przełożenie czy nawet stabilne zachowanie dość wysokiego nadwozia na zakrętach bardzo upodabniają fordowskiego vana do osobowych modeli spod znaku błękitnego owalu.

Bez wątpienia, spora część frajdy z jazdy testowanym S-Maxem to zasługa samego tylko 2,5-litrowego, 5-cylindrowego silnika. 220 KM i 320 Nm - dzięki turbosprężarce dostępne już od 1500 obr/min i aż do 4800 obr/min - wystarczyłyby, żeby sprawnie poruszać samochód znacznie większy niż S-Max. Van Forda przyspiesza od 0 do 100 km/h w 8,4 s (wg danych fabrycznych nawet 7,9 s) i bez zająknienia uzyskuje prędkość maksymalną deklarowaną przez producenta, wynoszącą 230 km/h. Jeszcze większe wrażenie robi na kierowcy lekkość testowanego S-Maxa podczas rozpędzania bez zmiany biegu na niższy. Niezależnie od biegu, jeżeli prędkość silnika przekracza 2000 obr/min, samochód rwie z kopyta do przodu. Szybkie i sprawne rozpędzanie ułatwia precyzyjny mechanizm dobrze ze stopniowanej skrzyni biegów o sześciu przełożeniach. Pod względem zapotrzebowania na paliwo S-Max to liberalny towarzysz podróży. Zużywa go tyle, ile chce kierowca, jednak na trasie nie mniej niż 8,5 l/100 km. Wszystko zależy od stylu jazdy, a z uwagi na pewne właściwości jezdne łatwo się za kierownicą S-Maxa zapomnieć i "wykręcić" znacznie wyższe zużycie paliwa.

Jak na samochód sporych rozmiarów i o dużej masie własnej, S-Max wyjątkowo sprawnie hamuje. Jego układ hamulcowy zaprojektowano z takim zapasem, aby ze 100 km/h drogę hamowania na poziomie 40 metrów zapewnić nie tylko wtedy, gdy hamulce są zimne, a samochód nie jest obciążony. Pomiary wykazały, że dopiero maksymalne obciążenie S-Maxa wydłuża drogę hamowania, ale jedynie o jeden metr.

Chociaż pod względem wymiarów zewnętrznych S-Max nie różni się zdecydowanie od innych vanów, nie prezentuje się jak pudło na kółkach. I bynajmniej, to nie o kilka centymetrów mniejsza wysokość niż w wypadku innych vanów robi ową różnicę, ale całokształt zabiegów stylizacyjnych, które sylwetce samochodu nadają lekkości i wizualnie "wprawiają" ją w ruch nawet podczas postoju. W Fordzie mówią o tym kinetic design, a S-Max to jedynie środek do celu, który nazywa się nowe Mondeo.

Mimo wielu cech wskazujących na to, że S-Max to normalny samochód a nie tylko van, sporo w nim też z tego ostatniego. Wszystkie schowki i kieszenie w jego wnętrzu mają łączną pojemność aż 90 l. Wielkie kieszenie w drzwiach przednich bez trudu mieszczą 1,5-litrowe butelki z napojami. W ogóle, pod względem możliwości aranżacji wnętrza S-Max nie różni się od typowych vanów. W wersji siedmioosobowej, z dodatkowymi fotelami w trzecim rzędzie (wymagają dopłaty, w testowanej wersji, 6000 zł), pojemność bagażnika wynosi jeszcze 285 l. Po ich złożeniu podłoga przedziału bagażowego jest płaska, a jego pojemność wzrasta do 755 l.

Fotele środkowego rzędu również składają się na płasko i razem ze złożonymi fotelami ostatniego rzędu tworzą idealnie płaską podłogę ogromnego bagażnika, który może pomieścić ładunek o objętości nawet 2000 l (mierzonej do sufitu). W razie potrzeby, kabina S-Maxa za przednimi fotelami może też służyć - po złożeniu foteli drugiego i trzeciego rzędu - za całkiem wygodne miejsce do spania, ma ona długość 2 m i szerokość 1,15 m.

W wyposażeniu S-Maxa może nie brakować dosłownie niczego. Może, bo lista płatnych opcji jest bardzo długa i obejmuje dodatki, które dla testowanej wersji Titanium kosztują od 150 zł (schowek pod fotelem pasażera) do 13 700 zł (system nawigacji satelitarnej DVD ze zmieniarką na sześć płyt CD). Wyposażenie seryjne wersji Titanium obejmuje między innymi siedem poduszek powietrznych, ABS, elektrycznie regulowane szyby we wszystkich drzwiach, automatyczną klimatyzację dwustrefową i 17-calowe obręcze kół z lekkich stopów.

Tekst: Maciej Ziemek
Zdjęcia: Tomasz Jaźwiński



Aktualne ceny nowych samochodów:
 
JUŻ OD 36 450 PLN
Dostępne nadwozia: hatchback-3
SPRAWDŹ OFERTY

Komentarze

 
 

Wypełnij to pole:

  • avatar
    zgłoś
    Wygląda zgrabniej niż niejeden hatchback, prowadzi się lepiej niż większość samochodów, które podszywają się pod sportowe, a gdy trzeba - potrafi zabrać na pokład nawet siedem osób. W teście 220-konny, wszechstronny van Forda - S-Max.
    auto motor i sport, 2007-11-27 13:42:51
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij